Jak plaster miodu
Redaktor: Katarzyna Maksymczak   

Spółkę dr Lechosława Ciupika - LfC, nie ma do czego przyrównać. W Europie Środkowej nikt nie zajmuje się projektowaniem i produkcją implantów. W ubiegłym roku na światowym kongresie i wystawie w Pradze produkty LfC wzbudziły duże zainteresowanie. Pojawiły się pierwsze zamówienia i Belgowie, Francuzi, Szwajcarzy oraz obywatele RPA, cierpiący na schorzenia układu kostnego, zaczęli nosić w swoim ciele implanty z lubuskiej firmy LfC. Teraz przedstawiciele spółki prowadzą rozmowy z ośrodkami klinicznymi w Turcji i na Litwie.

Podbój rynku światowego mógł rozpocząć się po zdobyciu certyfikatów ISO i CE. Wcześniej LfC nie miała czego szukać poza rodzimym rynkiem. Za to był czas, by zbudować w Polsce silną pozycję, dzięki której łatwiej o wiarygodność na zagranicznych rynkach. W kraju spółka ma wielką konkurencję, tyle że obcą. Produkcją elementów z materiałów przyswajalnych przez organizm ludzki, wspomagających cały kręgosłup, zajmują się światowe potęgi medyczne. Na ich tle firma dr. Ciupika wygląda jak Dawid obok Goliata. Ale mały podmiot ma swoje zalety. Nowe idee nie grzęzną w rozbudowanych strukturach organizacyjnych i szybko trafiają na „deski projektowe”.

Tak naprawdę dr Ciupik nie jest sam. Od początku, czyli od 1989 roku, gdy tylko narodził się pomysł założenia bioinżynieryjnej spółki w Zielonej Górze, jej szef za partnera ma prof. Daniela Zarzyckiego, chirurga z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dwa otwarte, można rzec - światowe umysły stworzyły podwaliny pod dzisiejsze innowacyjne przedsiębiorstwo.

Pierwszy plaster

Izabela Cęcek (specjalista ds. public relation) prowadzi do sali konferencyjnej. Na ścianach korytarza wiszą dyplomy, certyfikaty, zdjęcie prezesa z Aleksandrem Kwaśniewskim, zrobione podczas uroczystości wręczania Gospodarczej Nagrody Prezydenta. W gablocie królują produkty spółki, czyli implanty z bio-nanomateriałów.

Największe wrażenie robią elementy wyglądające jak śruby. Ciarki przechodzą na samą myśl, że i takie „cuda” chirurdzy umieszczają wewnątrz ciała człowieka. A potem refleksja – ileż precyzji, wysiłku umysłów i długotrwałych badań musiano zespolić, by te groźnie wyglądające elementy wspomagały chory kręgosłup ludzki.

Izabela Cęcek proponuje obejrzenie czterominutowego filmu obrazującego, czym się firma naprawdę zajmuje. Z ekranu padają informację o tym, że 25% populacji świata cierpi na schorzenia kręgosłupa, o wykorzystaniu nowych metod badawczych w neurochirurgii i bioinżynierii, o systemie DERO, dzięki któremu już wyleczono ok. 12 tys. pacjentów.

Teraz już nic nie wiem. Wcześniejszy obraz firmy legł w gruzach. Zastanawiam się, czy to instytut naukowo-badawczy, firma produkcyjna, czy też spółka zajmująca się szkoleniami i usługami medycznymi, a może konsorcjum branżowe? Okazało się, że LfC jest tym wszystkim w jednym.

Drugi plaster

Dr Lechosław Ciupik, bioinżynier, nie mógł zbudować wielkiej korporacji medycznej, bo nie miał na to pieniędzy. Miał za to otwarty umysł i skorzystał z jego możliwości. Izabela Cęcek mówi, że prezes wykładał na uniwersytecie amerykańskim, pracował w Tokio, w Niemczech oraz w wielu instytutach badawczych w różnych miejscach świata. Nawiązał kontakty z naukowcami, które owocują do dzisiaj. Wykłada wciąż na Uniwersytecie Zielonogórskim, choć dziwnym trafem zlikwidowano jego specjalizację. Nie szkodzi, można próbować uruchomić ją ponownie. I Ciupik próbuje. Rozmowy z dziekanem Wydziału Mechanicznego UZ trwają. Jak mówi prezes - wszystko jest na dobrej drodze.

Szef LfC powołał do życia Instytut Biomedycznej Technologii i Inżynierii. To właśnie wokół niego narodziła się idea. - Chcemy, by Instytut był zaczątkiem czegoś większego przy wsparciu Urzędu Marszałkowskiego, Uniwersytetu Zielonogórskiego oraz współpracy regionalnych szpitali – mówi Izabela Cęcek.

Prezes twierdzi, że ma pomysł nie tylko na rozwój własnej firmy, ale i województwa. Dodaje, że zamykanie się w granicach regionu nie przyniesie pozytywnych zmian, a z lasów, grzybów i Winobrania nie powstanie nic nowego. Trzeba wysadzić nos poza granice regionu i współpracować. Spółka LfC już dawno nawiązała kontakty z ośrodkami uniwersyteckimi i instytutami badawczymi we Wrocławiu, Szczecinie, Łodzi, Warszawie, Krakowie i wielu innych miastach. A firma nie funkcjonowałaby dobrze bez wiedzy zdobytej poza Lubuskiem.

Instytut Biomedycznej Technologii i Inżynierii nawiązał również porozumienie z Freie Universität w Berlinie. Lechosław Ciupik patrzy tak: - Innowacje to nie jest budynek ani zhierarchizowana, ociężała instytucja. To raczej dobry pomysł i działania ludzi, którzy potrafią stworzyć taką atmosferę, żeby przekształcić myśl w coś rozwojowego. Instytucjonalizowanie działalności innowacyjnej jest chorą mrzonką. Nie można spędzić ludzi do pięknej instytucji i polecić – wymyślcie coś dobrego.

W działalności LfC, jak twierdzi prezes, chodzi również o korzyści dla całego regionu. Instytut może być magnesem ściągającym do naszego województwa naukowców z dziedziny medycyny, biotechnologów, bioinżynierów, ogólnie mówiąc: specjalistów z branży high-tech z całej Europy. To tu właśnie, w Zielonej Górze, w Czerwieńsku, może powstać silny ośrodek naukowo-badawczy. A szpitale w Nowej Soli, Zielonej Górze, Gorzowie i Świebodzinie oraz prywatne kliniki w całym województwie mogą wyrosnąć na europejskie ośrodki medyczne specjalizujące się w chirurgii kręgosłupa. Wszak pod bokiem mają specjalistów tej dziedziny.

- Po to aktywnie uczestniczymy w spotkaniach, komitetach, żeby coś w naszym regionie zmienić – mówi Jacek Cęcek, dyrektor LfC. Chodzi o to, by stworzyć możliwości nie tylko dla nas, ale i dla innych przedsiębiorstw, a nawet dla inwestorów zewnętrznych, by tu przyszli, bo można w Lubuskiem stworzyć warunki sprzyjające branży high-tech. Są różne pomysły w Polsce, istnieją parki technologiczne. Ale to nie jest akurat forma działalności, o której myślimy. Jednak jeśli uda się stworzyć przyjazne warunki i pokaże, że działania są efektywne, to zawsze będzie magnesem.

Trzeci plaster

Dr Ciupik udowodnił, że potrafi wokół własnej idei zgromadzić specjalistów z całego kraju, i to z różnych dziedzin nauki. Dzięki, między innymi, jego staraniom powstało stowarzyszenie Polska Grupa DERO (z siedzibą w Zielonej Górze). Obok niezależnie zawiązało się konsorcjum badawczo-przemysłowe składające się z siedmiu jednostek badawczych i technicznych oraz jedenastu ośrodków klinicznych. Lista naukowców współpracujących z dr. Ciupikiem jest bardzo długa. Dzięki kooperacji wielu instytutów powstał „System kręgosłupowy DERO”, dziś zajmujący czwarte miejsce na świecie wśród najbardziej nowoczesnych systemów leczenia kręgosłupa. Coraz częściej mówi się o polskiej szkole chirurgicznego leczenia kręgosłupa.

Naukowcy pracujący nad Systemem DERO skonstruowali zestaw narzędzi chirurgicznych, przygotowali metody leczenia i procedury chirurgiczne, zajmują się też szkoleniami chirurgów. Jak widać, przygotowali cały pakiet, łącznie z produkcją implantów z materiałów uważnie przebadanych przez fachowców, by nie były odrzucane przez ludzki organizm. Członkowie stowarzyszenia wyliczyli, że dzięki stosowaniu Systemu DERO nasze Ministerstwo Zdrowia zaoszczędziło około 35 mln euro.

Dotąd idee wyrosłe w spółce LfC wprowadzane były w życie dzięki sprawnej załodze i umiejętnej współpracy z partnerami zewnętrznymi. Firma współpracuje z Ministerstwem Nauki i Informatyzacji (dawnym Komitetem Badań Naukowych), bierze udział w europejskim programie badawczym (znanym pod nazwą VI Program Ramowy), tam zabiega o wsparcie finansowe na badania i rozwój. W ramach tego programu przy firmie powstał Branżowy Punkt Kontaktowy. - W Polsce, jeśli chodzi o biotechnologię, bioinżynierię i o wspomaganie układu kostno-mięśniowego jesteśmy szczególnie silną firmą-instytucją – stwierdza Izabela Cęcek.

Czwarty plaster

Wszystko się zmienia od 1 maja. Teraz przedsiębiorstwa, nawet te najbardziej nowoczesne, mające na swoim koncie patenty, nagrody i medale, nie otrzymają unijnego wsparcia bez akceptacji władz regionu. A dokładniej - chodzi tu o zapisy w lubuskiej strategii. W przypadku LfC, jak również innych firm, które chcą się liczyć na rynku europejskim, wygląda to tak: jeśli w strategii innowacji nie znajdą się zapisy wiążące rozwój przedsiębiorstw innowacyjnych z rozwojem Lubuskiego, to region, a tym samym lubuskie firmy, z wielomilionowych funduszy unijnych przeznaczonych na rozwój badań naukowych po prostu nie skorzysta. Pomysły, choćby najbardziej światłe i stawiające nasze województwo w czołówce regionów opierających swój rozwój o naukę, mogą ponieść klapę.

Zjednoczona Europa wymusza współpracę, a światli ludzie potrzebni są wszędzie, nie tylko w przedsiębiorstwach. Teraz o ich losie decydują urzędnicy i naukowcy UZ, mało dotąd czuli na potrzeby regionalnego przemysłu. Nic więc dziwnego, że dla wielu przedsiębiorców ostatnie dni są bardzo nerwowe. Tymczasem prace nad Lubuską Strategią Innowacji nadal trwają...

Katarzyna Maksymczak
PULS nr 69, maj 2004

{moscomment}