Dwie głowy
Redaktor: Katarzyna Maksymczak   

Zarządzający spółką IT SERWIS nie chcą rozmawiać o dopiero co powstałej grupie energetycznej ENEA. Choć tak naprawdę, mocno ich dotyczy. Do tej pory jedynym właścicielem spółki IT SERWIS były Zielonogórskie Zakłady Energetyczne. Teraz, po połączeniu pięciu zakładów energetycznych zachodniej Polski, zmienił się ich właściciel. Ale zarówno prezes Mirosław Jagoda jak i prezes Tomasz Strehl twierdzą zgodnie – to nie nasze kompetencje. Możemy mówić tylko o spółce, którą zarządzamy. Zgoda.

Rozmawiamy o zadaniach, jakie stoją przed firmą, ale znów obaj panowie zastrzegają, że mogą używać tylko czasu przeszłego, bo nowy właściciel może mieć inne wizje. I już pracuje nad zmianami.

- Właśnie opracowywana jest koncepcja funkcjonowania informatyki i telekomunikacji dla całej grupy energetycznej – nie wytrzymuje prezes Jagoda. Uczestniczymy w tych pracach. Po ich wprowadzeniu będzie inaczej niż do tej pory. Myślę, że my przejmiemy pewne obszary wspólne dla całego przedsiębiorstwa. Przedtem pracowaliśmy na potrzeby jednego zakładu. Teraz będziemy pracowali na potrzeby dużej spółki. Proszę pamiętać, że ENEA obejmuje swoim zasięgiem 20% terytorium Polski. Po konsolidacji zakładów energetycznych jest to jedno z 20 największych przedsiębiorstw w Polsce.

Tomasz Strehl dodaje, że pewnie dostaną więcej zadań, ale zostaną rozłożone na cały obszar działania spółki energetycznej: od Szczecina, po Bydgoszcz, Poznań, Gorzów i Zieloną Górę. Żeby zakończyć ten pasjonujący temat, ale trochę niewygodny dla moich rozmówców (wszak to nie ich kompetencje) Strehl zamyka krótko: – To tylko projekt, w rzeczywistości właściciel może postąpić zupełnie inaczej.

Jasno widać, że przed zielonogórską spółką stoi wielkie wyzwanie. I mimo że obaj prezesi świetnie maskują swoje emocje, już wiadomo – chętnie podniosą rękawice i staną w szranki z nowymi wyzwaniami. Właściwie można powiedzieć, że pracowali na ten moment sześć lat. Od początku narodzin spółki.

W 1996 r., kiedy zarządzający Zielonogórskimi Zakładami Energetycznymi postanowili wydzielić z Zakładów dwa wydziały: telekomunikacyjny i informatyczny, aby uczynić z nich oddzielną firmę, na czele nowej spółki-córki stanęli Mirosław Jagoda i Tomasz Strehl. Tak obaj panowie opowiadają: wspólnie prowadzimy firmę. – Jak to wspólnie? – pytam. Nie ma jednego stanowiska podzielonego na pół. - U nas tak to mniej więcej jest – odpowiada Jagoda. Niech pani zobaczy, jak wygląda nasz gabinet: dwa biurka stoją obok siebie. Tytularnie – ja jestem prezesem spółki, a Tomek wiceprezesem. Natomiast, jeśli chodzi o kompetencje, to wspólnie podejmujemy decyzje i obaj ponosimy konsekwencje. Co prawda czasami mamy różne poglądy na jakiś temat, ale tak długo dyskutujemy, aż osiągniemy porozumienie.

Chyba wciąż muszą ze sobą dyskutować, bo, jak sami podkreślają, w ich branży wszystko jest w ruchu. Od momentu, w którym powstała spółka, przeminęła cała epoka informatyczno-telekomunikacyjna. Niemal codziennie muszą decydować, w którym kierunku pójść. Choć, jak twierdzi Strehl, strategia spółki jasno wyznacza cel, ale dróg do niego może być wiele.

Rozmawiamy o zadaniach spółki. Czuję, że rozmówcy zwracają się do mnie jak do klienta, którego nie należy peszyć obco brzmiącymi fachowymi określeniami. Z największą ostrożnością dobierają słowa i argumenty, by laik zrozumiał, o czym mówią. Materia, z którą mają do czynienia na co dzień, jest tak skomplikowana, że właściwy dobór pojęć ma duże znaczenie. Bo jak np. sprzedać usługę klientowi, skoro on sam nie wie: po pierwsze, że coś takiego istnieje, a po drugie - nie uświadamia sobie, że to ułatwi mu pracę i w dodatku obniży koszty firmy.

IT SERWIS radzi sobie z tym problemem. Najpierw potrzebne jest zaufanie. Potem po prostu wysyłają swoich specjalistów do konkretnego przedsiębiorstwa, by tam nawet przez kilka dni rozpoznawali potrzeby klienta i poznali procesy zachodzące w firmie. Dopiero na końcu dobierają odpowiednie urządzenia. Cały szkopuł polega jeszcze na tym, by tak dobrać podzespoły, aby za rok albo nawet kilka lat pasowały do wciąż rozwijającej się technologii. To duże wyzwanie dla pracowników spółki. Ale chyba jeszcze większym jest rozwiązywanie problemów, jak to określa prezes Strehl, Zielonogórskich Zakładów Energetycznych:

- Kiedyś fachowcy z Zakładów sami wybierali jedną z dróg rozwiązania problemu i rozglądali się na rynku za wykonawcą i dostarczycielem urządzeń. Dziś najpierw rozmawiają z nami. Rozpoznajemy ich potrzeby, znajdujemy rozwiązanie i bierzemy odpowiedzialność za efekty. Oczywiście, na takie zaufanie pracowaliśmy kilka lat.

Oprócz wymienionych wyżej zadań IT SERWIS zajmuje się mniej złożonymi czynnościami. - Pierwszą rzeczą, którą się zajęliśmy po powstaniu spółki (oprócz usług dla ZZE) była sprzedaż towarów z branży informatycznej – opowiada Jagoda. Wtedy był bardzo dobry okres dla handlu komputerami. Rynek był dużo bardziej chłonny niż dziś a konkurencja mniejsza. Z czasem wyrobiliśmy sobie lepsze kontakty na rynku informatycznym – kontynuuje Strehl. Wprowadziliśmy obrót materiałami i urządzeniami tej branży. Aż w 2000 roku uzyskaliśmy tytuł największego przedsiębiorstwa teleinformatycznego woj. lubuskiego.

Dziś klienci indywidualni kojarzą spółkę IT SERWIS ze sprzedażą telefonów komórkowych PLUS GSM oraz SIMPLUS. - Zajmujemy się też telefonią stacjonarną – dodaje prezes. Sprzedajemy urządzenia i centrale telefoniczne dla tradycyjnej sieci. Dla przedsiębiorstw robimy więcej. Mamy jasną strategię, wiemy, co chcemy zrobić, nie staramy się łapać dziesięciu srok za ogon - przekonuje. Obaj panowie przyznają jednak: - Spektrum naszych usług jest dość szerokie. Inaczej wyglądają nasze zadania z punktu widzenia klienta indywidualnego, a inaczej dla firm i instytucji.

Kiedy pytam, która gałąź daje największe zyski, w odpowiedzi słyszę: - Staramy się mieć kilka źródeł utrzymania, ponieważ tylko takie podejście zabezpiecza byt i rozwój firmy. Duże pieniądze dziś są tu, a jutro w innym miejscu.

Obaj panowie nie mówią tego wprost, ale tak naprawdę stabilność spółce zapewniają wysokiej rangi specjaliści. To dlatego ciągle podkreślają znaczenie załogi. Szczególnie w dziedzinie telekomunikacji i informatyki, gdzie tak szybko wszystko się zmienia. Wszyscy pracownicy wciąż uczestniczą w specjalistycznych szkoleniach. Prezesi prowadzą mnie do sali wykładowej. Wszystkie ściany szczelnie obwieszono dyplomami i certyfikatami zdobytymi przez pracowników. Taka galeria osiągnięć robi rzeczywiście wrażenie. Pewnie niejednemu klientowi rozwiała wszelkie wątpliwości, czy może zaufać IT SERWIS.

Sześć lat temu spółka przejęła z ZZE dwudziestu pracowników. Dziś, w sumie, zatrudnia 70 specjalistów. Jagoda tłumaczy, że nowe osoby najczęściej od razu wysyłane są na dokształcenie. Trudno w ich dziedzinie o gotowych fachowców, bo branża jest specyficzna. – Stosujemy dużo unikalnych rozwiązań, które są wykorzystywane tylko na terenie ZZE czy innych dużych przedsiębiorstw. Rekrutowane przez nas osoby z reguły nie miały szans wcześniej się z nimi spotkać, np. z urządzeniami do sieci światłowodowych. Każde rozwiązanie jest specyficzne, dostosowane do określonego przedsiębiorstwa. Inny przykład to specjalistyczne urządzenia do transmisji po liniach energetycznych. Tak zwana energetyczna telefonia nośna. Tego praktycznie poza zakładami energetycznymi nie ma, bo linie wysokiego napięcia są tylko w energetyce.

Tomasz Strehl, jakby czytał w moich myślach, bo dodaje: - Proszę nie mylić z internetem w gniazdku elektrycznym. To, o czym mówi kolega, wykorzystywane jest od lat w energetyce. – No właśnie, a internet w gniazdku?- pytam.

- Sprawdzaliśmy sami, jak to funkcjonuje – kontynuuje prezes. Otrzymaliśmy dobre wyniki dla samodzielnych obiektów, np. hotelu lub zespołu budynków. Przy większych odległościach przesyłowych dostępne na rynku urządzenia nie sprawdzają się. Ale prace badawcze nadal trwają.

- Gdyby odszedł Pan ze spółki – pytam prowokacyjnie prezesa Jagodę – co by Pan zrobił? – Od wielu lat jestem związany z firmą telekomunikacyjną i bardzo łatwo mógłbym uruchomić podobną działalność nawet na naszym rynku. – Czy musiałby mieć Pan do tego spory kapitał? - drążę dalej. - Myślę, że to nie byłoby konieczne, bo ta branża wymaga przede wszystkim dostępu do informacji. – Czyli komputer wystarczyłby jako podstawowe narzędzie pracy? – Tak, pada krótka odpowiedz. – I co, pisałby Pan programy? - Chciałaby pani poznać moją tajemnicę, a tę wolałbym zachować dla siebie – ucina prezes.

Tomasz Strehl przysłuchuje się naszej wymianie zdań i kiwa głową: - Nawet pani nie wie, ilu ciekawych tematów dotknęła w tej chwili. Oczywiście, robiłbym to, co mi i mojej rodzinie przynosiłoby pieniądze. A kontakty i wiedza pomogłyby w założeniu podobnej firmy.

Na koniec słyszę jeszcze: - To nie jest branża komfortu psychicznego, bo sama się nie kręci. Tu trzeba trzymać rękę na pulsie i szybko reagować.

Katarzyna Maksymczak
PULS nr 54, luty 2003

{moscomment}