Wokół Lubuskiej Racji Stanu
Redaktor: Adam Antoń   

Szwajcaria jest dobrym przykładem na rzecz tezy, że nie położenie geograficzne ma decydujące znaczenie dla rozwoju. W przeciwnym razie Szwajcaria winna być regionem rekreacji i polowań, a nie miejscem licznych i poważnych inicjatyw biznesowych.

Posłużę się przykładem Bawarii. Tak się składa, że jako zielonogórski LUMEL od szeregu lat mamy w tym kraju partnerów, modnie nazywanych biznesowymi. Bawarczycy są dumni ze swej pozycji w RFN. Jeżeli przypomnimy sobie, że przez wieki Bawaria należała do najbiedniejszych landów, to powinniśmy zastanowić się nad źródłami obecnej pozycji tego kraju. W Bawarii jest centrum niemieckiej elektroniki, tutaj powstają samochody BMW, tutaj odbyła się letnia olimpiada, a kluby sportowe z Monachium znane są na całym świecie.

Myślę, że głównym źródłem sukcesu Bawarczyków była długofalowa strategia stawiająca na wiedzę jako siłę napędową regionu. Nie bez znaczenia była też pracowitość i zmysł praktyczny. Bawarczycy nawet okres okupacji wojsk amerykańskich wykorzystali, aby podpatrzeć i skorzystać z doświadczeń i rozwiązań przyniesionych zza oceanu. Mniej pewnie energii poświęcali na rozpaczanie i rozpamiętywanie przeszłości.

Szwajcaria jest równie dobrym przykładem, że nie położenie geograficzne ma decydujące znaczenie dla rozwoju. W przeciwnym razie Szwajcaria winna być regionem rekreacji i polowań, a nie miejscem licznych i poważnych inicjatyw biznesowych. Ale dosyć już porównań i przykładów. Powróćmy do czynników tworzących pozycję regionu. Upraszczając powiem, że o pozycji regionu decydują dzisiaj dwa elementy: infrastruktura komunikacyjna, czyli autostrady, drogi, lotniska i sprawna telekomunikacja oraz potencjał umiejętności.

Co to jest infrastruktura komunikacyjna, wiemy wszyscy. Wyjaśnienia wymaga, co rozumiem pod pojęciem umiejętności. Umiejętności to takie zastosowanie wiedzy, które tworzy nową wartość dodaną. Nie należy mylić umiejętności z kwalifikacjami rozumianymi jako formalne zaświadczenie o ukończeniu studiów, kursów, szkoleń itp. Coraz częściej mamy do czynienia z wyraźnym rozziewem między kwalifikacjami, a umiejętnościami.

Co należy zrobić, aby wymienione wcześniej elementy decydujące o pozycji regionu stały się rzeczywistością? Znowu upraszczając: niezbędny jest długofalowy plan rozwoju regionu oraz jego konsekwentna realizacja.

Działając regionalnie, nie należy zapominać, że żaden region, a szczególnie Ziemia Lubuska nie egzystuje w izolacji. Plan regionalny powinien uwzględniać wspólnotę interesów z sąsiadami i możliwości oddziaływania naszych posłów, senatorów i działaczy na centralne ośrodki decyzyjne państwa. Przykładem takiego zadania, które powinno zaangażować do współpracy sąsiadów z południa i północy, aby wykorzystać nasze możliwości i kontakty w centrali jest budowa autostrady A3. Absurdalna wojna gorzowsko-zielonogórska odsuwa ten projekt ad calendas grecas.

Czy mamy strategię i plan rozwoju regionu? Formalnie tak, ale jest to dokument mało znany, zalegający w biurkach urzędów, a do jego meritum można mieć wiele zastrzeżeń. Myślę, że w zakresie planowania strategicznego mamy do czynienia z działaniem prawa Kopernika: gorszy pieniądz wypiera lepszy. W przeszłości mogliśmy imponować przybyszom perspektywistycznym planem rozwoju Zielonej Góry, wewnętrznym układem komunikacyjnym i deptakiem w centrum miasta. Dziś nie mamy równie jasno sformułowanej wizji przyszłości. Przecież nawet obwodnica miejska to współczesna realizacja projektów z przeszłości. Zamiast dobrej kontynuacji mamy fakty marnowania dorobku poprzedników. Dzisiaj już pewnie niewielu zielonogórzan pamięta, że mieliśmy kiedyś dzielnicę przemysłową wzdłuż Trasy Północnej. Obecnie Zielona Góra nie ma dobrej oferty dla inwestorów. Za to w stworzeniu dobrych warunków rozwoju znacznie wyprzedziły nas inne miasta regionu: Gorzów, Żary, Świebodzin, Nowa Sól, Sulechów czy Iłowa. Jeśli mówimy o interesie regionu to w tym zakresie wskazana jest współpraca między miastami, a nie ich rywalizacja. Dla Zielonej Góry szansę widzę w tworzeniu organizmu Trójmiasta z Nową Solą i Sulechowem.

Gdzie widzę największą szansę dla regionu? Taką szansą jest wzrost potencjału umiejętności. Mamy w Lubuskiem dobrze rozwiniętą sieć szkolnictwa podstawowego i średniego oraz szkoły wyższe z największą i najstarszą uczelnią - Uniwersytetem Zielonogórskim. Niestety, te liczne szkoły produkują absolwentów o określonych kwalifikacjach i o bardzo znikomych umiejętnościach. Szkolnictwo to oczywiście temat rzeka. Ograniczę się tutaj do stwierdzeń, że na żadnym poziomie edukacji nie kształci się umiejętności syntezy. Uczniowie od szkoły podstawowej do wyższej otrzymują nie powiązane ze sobą porcje wiedzy z różnych dziedzin. Nieznane są też umiejętności pracy zespołowej. A przecież czas samotnych wynalazców dawno minął. Dziś rozwój wymaga koncentracji sił intelektualnych i materialnych.

Mimo tych kilku krytycznych zdań o systemie edukacji jednak właśnie w edukacji dostrzegam największe szanse regionu. Ograniczę się tutaj do kilku spraw. Pierwsza to konieczność nowego podejścia do kształcenia zawodowego na poziomie zasadniczym i średnim. Teza głosząca anachroniczność tego typu szkół oceniam jako fałszywą. Domyślam się że powstała w wyniku braku koncepcji, tak jak niegdyś stwierdzenie jednego ważnego ministra, że najlepszym planem rozwoju gospodarczego kraju jest brak takiego planu.

Oczywiście, trzeba uczyć dla współczesnej gospodarki, a pewne umiejętności tworzące kulturę pracy są niezbędne w każdym otoczeniu technologicznym. Rzeczywistym problemem w tym zakresie jest brak odpowiednich nauczycieli zawodu. Małych przedsiębiorstw, tak werbalnie popieranych, po prostu nie stać na kształcenie we własnym zakresie. Trudności w naborze pracowników mimo wysokiego poziomu bezrobocia potwierdzają tezę o niedostatku umiejętności.

Druga sprawa to kierunki kształcenia wynikające z potrzeb regionu. Przykładem niedopasowania niech będzie skromna oferta szkolnictwa adresowana do branż wykorzystujących produkty lasu, tego bogactwa naszego regionu. Szkolnictwo wyższe techniczne (bo o takim tylko mogę coś powiedzieć) tkwi w głębokim kryzysie w skali kraju. Niech nas nie mylą wskaźniki ilościowe. Metoda kształcenia mistrz - uczeń została zaniechana. Kontakt studentów z kadrą profesorską jest utrudniony ze względu na proporcje liczbowe, a i z prawdziwymi mistrzami jest krucho.

W szkolnictwie technicznym narasta następujące zjawisko: na szewców uczy majster, który sam nie widział kopyta. Chyba sytuacja studentów kierunków artystycznych i ekonomicznych jest znacznie lepsza. Tutaj wykładowcami są często wybitni artyści, a profesorowie ekonomii biorą czynny udział w życiu gospodarczym. Profesorowie szkół technicznych w większości nie mają doświadczenia przemysłowego, a laboratoria i pracownie uczelniane w niewielkim stopniu realizują rzeczywisty kontakt studentów z techniką.

Zjednoczenie zielonogórskiej Politechniki i WSP w jedną uniwersytecką strukturę odbieram jako złą wróżbę dla przyszłości kierunków kształcenia technicznego. Szansą dla naszego regionu jest uczelnia z niewielką liczbą wydziałów, ale mocno związanych z gospodarką. Przykładem może być Politechnika w Ilmenau. Nasze obecne wzorowanie się na wielkich uniwersytetach krajowych nie jest dobrym pomysłem. Jest jednak wiele oznak działań środowiska uniwersyteckiego świadczących o dostrzeganiu wagi problemów. Uniwersytet powinien być wspierany przez władze samorządowe i państwowe, instytucje publiczne i zakłady nie tylko poprzez udział w uroczystościach inauguracji roku akademickiego.

W lubuskim oddaleniu od Warszawy i w ogólnym kryzysie szkolnictwa technicznego widzę nieco przekornie wielką szansę. Kto pierwszy otrząśnie się z marazmu i zrzuci pęta niewydolnych procedur, ten zyska ogromną premię akceptacji rynku i środowiska. Prawdziwą i w zasadzie jedyną barierą rozwoju jest bowiem bariera umiejętności. Kapitał krąży po świecie w poszukiwaniu umiejętności, tego głównego czynnika tworzącego wartość dodaną. Świętą górę umiejętności zdobyć można z pomocą sprawnego systemu edukacji preferującego jakość. Siły i środki do zdobycia tej góry mamy. Główny wysiłek winniśmy skoncentrować na skierowaniu wektorów sił ludzi i instytucji w zgodnym kierunku, którym jest dobrostan Ziemi Lubuskiej.

Adam Antoń
Autor jest prezesem zarządu zielonogórskiej spółki LUMEL
{moscomment}