Cień Hegla nad spalonym lasem
Redaktor: Krzysztof Chmielnik   

Wszyscy spotykamy się z licznymi przejawami postawy, którą nazywam postawą prohibicyjną. Oto prosty przykład: w Zielonej Górze trzeba odtworzyć tradycję winobraniową. Jej istotnym elementem jest picie wina na ulicach, nawet w dużych ilościach. Ale u nas politycy wymyślili prawo uniemożliwiające sprzedawanie wina pod gołym niebem. Podatki, akcyzy, zakazy: bo za blisko szkoły lub kościoła. Nie jest więc możliwy Festiwal Wina w Zielonej Górze.

Efektem postawy prohibicyjnej jest zanik lokalnej aktywności i utrata tysięcy spontanicznych pomysłów mogących upiększyć nasze życie. Większość ludzi czeka bezwolnie na ofertę biurokracji, uznając, że tak jest inteligentniej. Może dlatego aż tylu niezależnie myślących nie uczestniczy w demokratycznych procedurach, bo te, tak naprawdę, nie służą demokracji.

Rządowa i samorządowa biurokracja zaanektowały na potrzeby własnych karier prawie wszystkie pola obywatelskiej aktywności. Zamiast lokalnej inwencji proponują centralny standard. To właśnie dlatego wszystkie lokalne "Dni Tradycji" sprowadzają się do organizowania kolejnej głupawki, czyli piwnych ogródków, publicznego grillowania i kiermaszów z tandetą.

Socjolodzy, analizując mapę spożycia alkoholu w Polsce, dowodzą, że odwzorowujemy podziały jeszcze zaborowe. W dawnym rosyjskim do dziś pije się najwięcej. To dowód trwałości polityki społecznej prowadzonej w tamtych okolicach ponad 100 lat wcześniej. Profesor Czapliński twierdzi, że najsilniejszą samorządność mamy w dawnej Galicji, czego dowodem jest góralska przedsiębiorczość wynikająca z faktu, że górale nigdy nie byli chłopami pańszczyźnianymi. Większość Polaków nigdy góralami nie była. To pozwala zbudować tezę, że znaczna część naszej inteligencji ma mentalność chłopa pańszczyźnianego.

Zielonogórska tradycja inteligencji jest mikra, a na dodatek niegóralska. Jej upańszczyźnienie w czasach realnego socjalizmu pozbawiło społeczeństwo wzorców do naśladowania, zasad obywatelskich postaw, rezerwuarów alternatywnego myślenia i stabilnych odnośników. Efekty widać gołym okiem: w Zielonej Górze za kolosalne pieniądze odmalowano Starówkę niczym krawężniki w koszarach. Supermarketom otwarto szeroko bramy miejskie, niszcząc lokalnych przedsiębiorców. Na stary wiadukt kolejowy nad ul. Kożuchowską wydano wyrok śmierci, tracąc możliwość stworzenia ciekawej trasy rowerowej, mimo że władza wciąż mówi o budowie specjalnych ścieżek. "Polską Wełnę", chcąc płacić niższe podatki, najpierw wpisano do rejestru zabytków, aby teraz stosować sztuczki w celu pozbycia się zbankrutowanego kłopotu.

Na marginesie powyższych "drobiazgów" warto postawić kilka pytań zielonogórskim elitom: gdzie się podziali artyści, specjaliści od zarządzania, ludzie kompetentni i zawodowo przygotowani? Na dno jakich szuflad trafiły dyplomy radnych, skoro godzą się na dyscyplinę partyjną dla przeforsowania działań sprzecznych z logiką? A gdzie są inteligenci z Uniwersytetu Zielonogórskiego, skoro ich nie ma w życiu społecznym i politycznym miasta? Szkoda, że Uniwersytet ugrzązł w wewnętrznych rozgrywkach i nie promieniuje na miasto mądrością swoich profesorów.

To przede wszystkim specjaliści od zarządzania, historii i socjologii mogliby skutecznie przeciwstawić się dziwacznym pomysłom na rozwój Zielonej Góry, forsowanym przez kolejne władze.

Próżni wywołanej brakiem inteligencji lokalnej nie wypełni "import". Nie ma planu pięcioletniego i nakazów pracy. Nie da się implantować nowego pokolenia inteligencji z ościennych województw. Tę dziurę wypełniają zielonogórscy inteligenci pańszczyźniani. Bez nawyku samodzielnego myślenia. Niewolnicy: własnego ugrupowania, szefa, żony czy Gazety Lubuskiej. Miasto bez aktywnej inteligencji de facto jest wsią albo jak Gorzów stadionem wypełnionym szalikowcami, dla których ważne jest jedynie zwycięstwo "naszych".

Środowisko uniwersyteckie musi odnaleźć swoją misję w życiu miasta. Jeśli nie odnajdzie, umrze jako nieprzydatne społecznie. Zielona Góra już niedługo stanie wobec konieczności przeciwdziałania ucieczce młodych i wykształconych ludzi. Z powodu pasywności lokalnej inteligencji narasta w mieście atmosfera prostactwa: tępi się ludzi z inicjatywą, a o tym, kto ma być dyrektorem teatru, decyduje wszechstronnie przystosowany Mecenas Pańtak.

Powszechne zgłupienie zniechęca ludzi młodych do powrotu ze studiów do rodzinne-go miasta. Ci mniej zdolni idą na Uniwersytet, potem zostają na miejscu i wtapiają się w naszą nijakość. Wybitniejsi. jeśli mogą, uciekają, bo miasto nie ma im nic do zaoferowania. Nie chodzi zresztą o miejsca pracy, świątynie rozrywki czy lekkie i przyjemne życie, ale o pole do pełnoprawnego uczestniczenia w życiu społecznym.

Zielona Góra takich pól nie tworzy. Władza miejska wie wszystko najlepiej. Jeśli więc nawet pojawią się jakieś inicjatywy, to stara się je zlekceważyć lub zniszczyć. Lokalna inteligencja albo wiernie służy rektorowi, albo gorliwie klaszcze władzy. Wielu jej przedstawicieli patrzy na świat przez telewizor, a wyglądając przez okna mamrocze - "...ale syf".

Miasto Jena ma łatwiej. Tamtejsi Niemcy za duże pieniądze z poprzednich korzeni hodują nowe pędy. Stwierdzono tu zatem: Vorhandene Traditionen und gewachsene Kompetenzen ermoeglichten den Ausbau zu einem zukunftsorientierten High-Tech-Standort. Co na polski się tłumaczy: "Istniejąca tradycja i rosnące kompetencje umożliwiają stworzenie zorientowanego ku przyszłości miasta trwałego rozwoju zaawansowanej techniki". Tradycja i kompetencje, na jakie powołuje się powyższa myśl, to Uniwersytet Schillera w Jenie, Wyższa Szkoła Zawodowa Turyngii i kilka instytutów będących filiami innych placówek badawczych z Instytutem Maxa Plancka włącznie.

Nie można rozwoju miasta opierać na kilku hektarach spalonego lasu, nawet jeśli spłonął 15 lat temu. To pomysł godny sołtysa anegdotycznego Wąchocka. Rozwój miasta należy oprzeć o lepsze tradycje. Jest nią choćby lokalna inteligencja i środowiska naukowe. Muszą się jednak one uaktywnić, by przeciwstawić się pomysłom zamiany kurnika w jeszcze bardziej wesoły kurnik metodą pobielania wapnem.

Krzysztof Chmielnik

{moscomment}