Regionalne źródła bezrobocia
Redaktor: Stanisław Iwan   

Były wojewoda lubuski, dr Stanisław Iwan został zaproszony do udziału w konferencji zorganizowanej przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych. Swoje wystąpienie poświęcił regionalnym źródłom bezrobocia.

Do lubuskich źródeł zapaści gospodarczej zaliczam cztery monokultury. Do najszybciej rozpoznanej należy monokultura związana z państwowymi gospodarstwami rolnymi. Z analiz fachowców wynika, że tylko niewielki procent lubuskich rolników osiąga zyski z produkcji rolno-spożywczej. Większość z nich na wsi tylko mieszka, uprawiając ziemię na własne potrzeby. Ta duża armia ludzi nie może znaleźć zatrudnienia ani w sektorze usług, ani w sektorze produkcji, bo ich edukacja szkolna zatrzymała się na poziomie szkoły podstawowej. To między innymi dlatego region lubuski omijają poważni inwestorzy, obawiając się braku dobrze wykształconej klasy robotniczej dla swoich fabryk i przedsiębiorstw.

Kolejną groźną monokulturą lubuską jest duże nasycenie jednostkami wojskowymi. Przez dziesiątki lat region lubuski pełnił rolę strażnicy chroniącej państwo przed pokusami Zachodu. To właśnie dlatego lokowano na naszym terenie duże poligony i jednostki Wojska Polskiego, a obok nich liczne koszary Armii Czerwonej. Wokół jednostek powstały wyspecjalizowane zakłady rzemieślnicze, żyjące dzięki zamówieniom ludziom w mundurach. Dzięki armii i za pieniądze armii powstawały drogi, przedszkola, szkoły, szpitale, domy kultury, hotele, restauracje a nawet amfiteatry. Obecność wojska oznaczała pewność pracy, pewność zamówień i pewność wpływów finansowych. Dzisiejsze wyprowadzanie jednostek na tzw. ścianę wschodnią odbierane jest przez lokalne społeczności w kategoriach trzęsienia ziemi.

Trzecia monokultura wiąże się z nikłym nasyceniem demograficznym regionu lubuskiego. Nasze województwo ma jeden z najniższych wskaźników liczby mieszkańców na 1 kilometr kw. Mała gęstość zaludnienia ma proste konsekwencje ekonomiczne. Firmom produkcyjnym, usługowym i dystrybucyjnym, często nie opłaca się budować drogiego zaplecza logistycznego, bo zwrot zainwestowanych kapitałów zbyt przeciągnie się w czasie.

Czwarta monokultura ma charakter budżetowy. Aby zrozumieć jej istotę musimy znacznie cofnąć się w czasie. Po wojnie region lubuski stał się miejscem stałego zamieszkania dla dużych grup pozbawionych kulturowego korzenia. W wyniku zmiany granic państwowych, w Lubuskie trafili ludzie posługujący się nie tylko różnymi dialektami, ale przede wszystkim wyznający różne systemy wartości.

W sukurs naturalnemu w tamtej sytuacji uczuciu zagubienia przyszła oficjalna polityka państwa, które za cenę posłuszeństwa gotowe było zaspokoić podstawowe potrzeby mieszkańców zachodniej rubieży kraju. Jednocześnie atmosfera swoistego stanu wyjątkowego, obowiązującego na tych terenach aż do późnych lat 60-tych, potęgowała uczucie tymczasowości. W takiej atmosferze mało kto myślał o inwestycjach w przyszłość. Spora grupa Lubuszan, ciągle żyjąc na walizkach, przyzwyczaiła się do własnego uzależnienia od opiekuńczych funkcji państwa. To właśnie dlatego bardzo szybko powstało przekonanie wedle którego „państwo daje, bo się nam należy i już”.

Zupełnie współczesnego chowu jest monokultura bazarowa, wyrosła u progu lat 90-tych w wyniku różnic cenowych pomiędzy sklepami niemieckimi i lubuskimi targowiskami. Gospodarka bazarowa była niczym innym jak eksploatacją rezerw prostych, tkwiących w transgranicznym położeniu regionu. Obfitość nabywców oraz łatwość osiągnięcia wysokiego dochodu przyczyniły się do kolejnej fazy uśpienia Lubuszan. Części z nich wydawało się, że tak już będzie zawsze i dlatego niezłe dochody z handlu przygranicznego w dużej części przeznaczano na konsumpcję zamiast na inwestycje czy podnoszenie własnych kwalifikacji.

Lubuskie w porównaniu do innych regionów kraju mniej narażone jest na skutki monokultury związanej z dominacją bardzo dużych przedsiębiorstw, będących jedynym źródłem pracy. I choć upadek kilku dużych firm ma kluczowe znaczenie dla plagi bezrobocia w Nowej Soli czy Gubinie, to jednak dla całego regionu problem ten ma raczej niewielkie znaczenie. Dużo istotniejszym problemem jest zjawisko likwidacji średnich firm oraz redukcje zatrudnienia związane ze wzrostem wydajności i kurczeniem się rynków zbytu.

Czy na tak naszkicowanym tle można znaleźć promyczki nadziei? Oczywiście. Pod warunkiem, że regionalne szanse zostaną prawidłowo wykorzystane przez samorządy lokalne oraz samych mieszkańców. Największym atutem województwa lubuskiego jest ta sama granica, o której przed chwilą mówiłem w niezbyt miłym kontekście. Otóż jak wynika z analiz przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Gospodarki RFN, strategiczną szansą rozwojową Brandenburgii jest intensyfikacja współpracy gospodarczej z woj. lubuskim.

Według niemieckich analityków współpraca ta już dziś miałaby poważny wymiar, gdyby nie wąskie gardła w postaci przejść granicznych. Dominujące na rynku brandenburskim małe i średnie przedsiębiorstwa powstrzymuje zbyt kosztowna logistyka, związana z odprawami celnymi. Ta sytuacja powinna ulec zmianie po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Lubuskie już dziś ma największy współczynnik wartości eksportu w przeliczeniu na jednego mieszkańca. 1800 spółek z kapitałem niemieckim funkcjonujących na terenie woj. lubuskiego jest najlepszym dowodem dla przyszłych możliwości gospodarczych całego regionu.

Świadczą o tym dobitnie pozytywne doświadczenia niektórych miast lubuskich – np. Żar i Świebodzina, które potrafią osiągnąć najwięcej korzyści z transgranicznego położenia Lubuskiego. Granica, jak sądzę, jest również przyczyną znacznie większej liczby osób zatrudnionych w usługach, choćby w Zielonej Górze, w porównaniu do średniej krajowej.

Także nasze małe zaludnienie, zwłaszcza na najatrakcyjniejszych turystycznie terenach, stanie się naszym atutem z chwilą przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Wiedzą o tym dobrze w sąsiedniej Brandenburgii, która próbuje rozwijać własny przemysł turystyczny, aby stworzyć alternatywę dla lubuskich atrakcji.

Do równie dużych szans Lubuskiego zaliczam dobrze rozwinięty przemysł mięsny, zwłaszcza w zakresie produkcji wysokich jakościowo wyrobów wędliniarskich. Liczne nagrody lubuskich producentów, zdobywane na międzynarodowych targach spożywczych, dobitnie wskazują na pożądany kierunek ekspansji.

Kolejnym atutem Lubuskiego jest branża meblarska już dziś przyczyniająca się do większości wpływów dewizowych województwa. Nasze meble, niestety najczęściej pod obcą marką, trafiają na rynek UE, USA i rynki wschodnie. Największą naszą szansę upatruję jednak w potencjale lubuskich szkół wyższych. Ich możliwości ilustruje przykład firmy ADB, którą od zera stworzyli absolwenci i pracownicy naukowi Politechniki Zielonogórskiej. Dziś firma ta posiada 150-cio osobowy zespół inżynierów wyspecjalizowanych w projektowaniu najnowocześniejszych rozwiązań i patentów w zakresie satelitarnego przesyłu sygnałów telewizji cyfrowej dla największych światowych firm.

Do rozwoju innych małych i średnich firm lubuskich brakuje nam jednak dużych inwestorów, aby nadali regionowi większej stabilności ekonomicznej.

Z tego też powodu mogę Państwa zapewnić o jednym - za kilka lat region lubuski będzie należał do najszybciej rozwijających się w Polsce.

dr Stanisław Iwan

Fragmenty wystąpienia byłego wojewody lubuskiego, dr Stanisława Iwana na konferencji zorganizowanej przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych. Swoje wystąpienie poświęcił regionalnym źródłom bezrobocia.

{moscomment}