Prezydent Bush nie zna ADB
Redaktor: Katarzyna Maksymczak   

Kilka lat temu dr hab. Janusz Szajna, prezes zielonogórskiej spółki ADB, rozpoczynał działalność gospodarczą z 17 pracownikami.

Do niedawna zielonogórska spółka Advanced Digital Broadcast Polska zamknięta była przed ciekawskimi na cztery spusty. Żadne informacje nie wypływały na zewnątrz. Nawet dziennikarze odchodzili z kwitkiem. Tylko na ludzi zatrudnionych w spółce koledzy patrzyli z zazdrością. Wiedzieli jedno - firma dużo wymaga, ale dobrze płaci. Pracownicy ADB, pytani o szczegóły, nabierali wody w usta.


Janusz Szajna

Polityka informacyjna spółki zmieniła się w ubiegłym roku. ADB uchyliło drzwi i w prasie pokazały się pierwsze informacje o tej międzynarodowej firmie. w 2002 r. posypały się nagrody w ogólnopolskich konkursach: "Lider Zarządzania Zasobami Ludzkimi" (pod patronatem Prezydenta RP i Prezesa NPB), "Inwestor w kapitał ludzki" (pod patronatem ministra gospodarki) oraz Nagroda Marszałka Województwa Lubuskiego za światowe osiągnięcia w projektowaniu dekoderów cyfrowej telewizji satelitarnej, kablowej i naziemnej. Dziś dyplomy wiszą w holu, od progu powiadamiając o sukcesach. Uważnego obserwatora może zdziwić fakt, że firma istnieje już kilka lat, ale kolejnych etapów jej rozwoju (nagród, dyplomów i statuetek) nie widać. To tak, jakby zarządzający potraktowali całą spółkę jako produkt, który gotowy był do pokazania na zewnątrz dopiero po 5 latach od chwili powstania.

Dr Janusz Szajna, prezes spółki ADB, potwierdza politykę zamkniętych drzwi. - Co się zmieniło? Okrzepliśmy. Wyszliśmy z pionierskiego stadium. Obawialiśmy się konkurencji, wyciągania pracowników. Tuż obok niemiecki program oferował informatykom atrakcyjną pracę. Można było wyśledzić zdolności naszych kolegów i ich przejąć.

Ostatnio zarząd spółki przestał obawiać się łowców głów. Firma stworzyła pracownikom warunki, które nie odbiegają od światowych standardów. Choć kilkupiętrowy biurowiec w niczym nie przypomina domu, w środku oferuje przyjazną atmosferę. Program "rozpieszczania" pracowników prowadzony przez Departament Human Resources pod kierownictwem Jagody Niśkiewicz jest szeroki, brakuje miejsca, by wszystko wymienić.

Joanna Legierska (odpowiadająca za kontakty z mediami) oprowadza po piętrach. Rozmawiamy szeptem, by nie rozpraszać ludzi skupionych przy monitorach. Widać ich przez szybę odgradzającą boksy do pracy. Nasze kroki tłumi wykładzina. Oni nie zwracają na nas uwagi. Zespół twórców, jak ich nazywa J. Szajna, pracuje nad kolejnymi projektami. Choć tego nie widać, spieszą się, by zdążyć przed tygrysami.

- Konkurujemy z wielkimi korporacjami - tłumaczy prezes - Sony, Microsoft, Samsung i inni też zajmują się telewizją satelitarną. i mają olbrzymie zespoły, kapitał, tradycje organizatorskie. Co prawda mamy już swoją pozycję na rynku światowym, jednak wciąż nie jesteśmy ani lwem, ani tygrysem. Może, co najwyżej, wilkiem.

Zielonogórska spółka ADB codziennie staje do wyścigu. Żeby nie wypaść z rynku, musi być choć o sekundę prędzej na mecie. Janusz Szajna potwierdza: - Musimy być bardziej wydajni, lepiej zorganizowani, dużo pracować i mieć świetną kadrę. Przyznaje, że koszty pracy są w Polsce mniejsze niż w bogatych krajach, choć jak mówi - płaca to delikatny instrument: - Nasi koledzy mają propozycje zatrudnienia z całego świata: USA, Japonii, Australii, więc musimy wzajemnie o siebie dbać. Symbolem troski ADB o załogę może być 17 gatunków herbaty, stojących do wyboru dla pracowników.

Spółka nic nie sprzedaje na polskim rynku. Ani projektów (elektroniki cyfrowej, analogowej, układów scalonych i oprogramowania), ani produktu końcowego Grupy ADB, czyli cyfrowych odbiorników telewizyjnych. Wszystkie, nawet najdrobniejsze, dokumenty przygotowuje po angielsku, bo tylko w tym języku przyjmie je zagraniczny klient. Prezes ubolewa, że musi odmawiać przyjęcia do pracy ludzi z dużymi możliwościami intelektualnymi i dobrze wykształconych, ale nie posługujących się w ogóle angielskim. Znalazł jednak sposób na "podciąganie" zaległości językowych. Spółka stworzyła swój wewnętrzny Uniwersytet Korporacyjny. ADB na stałe zatrudnia dwóch nauczycieli angielskiego. Ale Uniwersytet ADB nie tylko tym się zajmuje, prowadzi również wykłady specjalistyczne. Jagoda Niśkiewicz, dyrektor Departamentu HR wyjaśnia: - Wiedza podręcznikowa często nie wystarcza, a żywy wykład, podający już "obrobioną", syntetyczną wiedzę jest niezastąpiony.

Wszystko w ADB jest przemyślane i ułożone w harmonijną strukturę organizacyjną. Skąd ta dbałość o detale? Prezes przyznaje, że niestety, tej wiedzy nie podają na krajowych uczelniach. On zdobywał szlify podczas rocznego stażu w Anglii. Organizacja, jak sam mówi, to jego pasja, więc zwracał uwagę na najdrobniejsze elementy: kserował ogłoszenia, bo widział w nich przemyślaną formę, robił notatki z zebrań, bo ich prowadzenie nie było przypadkowe, obserwował zachowania swoich zagranicznych kolegów, bo wydawały się celowe. Pytał Anglików, na jakich fundamentach zbudowali swoją potęgę. w pierwszej kolejności wymieniali dobrą organizację. Po takiej odpowiedzi Szajna był już pewien, że zmierza w dobrym kierunku.

Podczas angielskiego stażu pracował w centrum projektowo-badawczym firmy Thomson. Jego koledzy z zielonogórskiej uczelni robili w Anglii drugi dyplom magisterski, a kilka osób doktoraty na współpracujących z angielską firmą uniwersytetach. Wśród absolwentów uczelni brytyjskich są, między innymi, członkowie zarządu zielonogórskiej spółki ABD: Krzysztof Kolbuszewski i Mariusz Walkowiak. Tu też zielonogórzanie przekonali się, że wiedzą specjalistyczną w niczym nie ustępują zagranicznym kolegom. Znikły więc kompleksy naukowców zza wschodniej granicy Europy.

Po powrocie do Zielonej Góry kontynuowali pracę w Instytucie Informatyki i Elektroniki Politechniki. Wraz z kolegami nawiązywali kolejne więzi z zagranicznymi ośrodkami i korporacjami. Ale tempo pracy zielonogórskiego zespołu badawczego, narzucone przez zewnętrznych partnerów, wyprzedzało system organizacyjny uczelni. Dodatkowym impulsem do założenia firmy była postać Andrzeja Rybickiego, jak mówi Janusz Szajna: - Najważniejszej osoby w Grupie ADB. Rybicki to człowiek o szerokiej wiedzy i dużej renomie w świecie.

Współpraca tych dwóch osób oraz kilkunastu ich kolegów naukowców stworzyła fundamenty pod rozwój dzisiejszej Grupy ADB, czyli: spółki ADB Polska z siedzibą w Zielonej Górze, która jest biurem projektowym z filiami we Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach, oddziałem inżynierskim na Filipinach oraz centrum logistycznym Grupy - ADB Ltd. w Tajpej na Tajwanie, kierowane przez dr. Andrzeja Rybickiego. w skład Grupy wchodzą też biura marketingowe i marketingowo-inżynierskie, m.in. w Genewie, Madrycie, Sydney, Johannesburgu, Manilii oraz w Chicago.

W takim towarzystwie główne biuro projektowe w Zielonej Górze jawi się dość egzotycznie. Jednak Janusz Szajna jest innego zdania. Mówi, że co prawda prezydent Bush nie myśli o ADB i Zielonej Górze, ale spółka jest znana w intensywnie rozwijającym się świecie telewizji cyfrowej. Dodaje też, że w najbogatszych krajach istnieje już zakaz używania telewizji analogowej i wszystko wskazuje na to, że tak będzie w kolejnych państwach. Przyszłość stoi przed cyfrą. Nowe rynki otworzą się przed Grupą ADB, która już dziś w milionach sztuk sprzedaje swoje odbiorniki.

Mimo dynamicznego rozwoju spółki, Zielona Góra nie ma co liczyć na budowę w mieście zakładu robiącego np. urządzenia telewizji cyfrowej. Ten pociąg już odjechał. Grupa ADB produkuje swoje odbiorniki na Tajwanie i w Tajlandii. - Tam jest świetnie rozwinięty przemysł elektroniczny - tłumaczy Szajna. Spółka ADB Polska zajmuje się projektowaniem kompletnych odbiorników (tj. elektroniki, układów scalonych oraz oprogramowania systemowego), ale samą produkcją zajmuje się ADB Ltd. w Tajpej. Nie będzie więc w Zielonej Górze fabryki telewizorów. Trudno. i tak olbrzymim sukcesem miasta jest spółka budująca fundamenty pod światowy koncern w dziedzinie najnowszych technologii. Pojawia się tylko jedno pytanie: czy Uniwersytet stanie się naturalnym zapleczem naukowym dla dynamicznie rozwijającej się spółki. - My pracujemy innym tempem - dyplomatycznie odpowiada dr Szajna. - Musimy gonić światową konkurencję, a życie uczelni wygląda inaczej...

To smutna prawda, bo nawet w projekcie "Strategii rozwoju Uniwersytetu Zielonogórskiego do roku 2010" nie ma ani słowa o współpracy z lokalnymi firmami high-tech. Ani z tym wielkimi, ani z małymi.

Katarzyna Maksymczak
PULS (nr 55), marzec 2003