Region Odry
Redaktor: Konrad Stanglewicz   

Prof. Czesław Osękowski należy do zespołu ekspertów opracowujących koncepcję przyszłości Regionu Odry na zlecenie Komitetu Planowania Przestrzennego Polsko-Niemieckiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Regionalnej i Przygranicznej.

Rozmawia Konrad Stanglewicz: Jakie jest zadanie ekspertów?

Prof. Czesław Osękowski: — Opracowujemy koncepcję przestrzennego rozwoju i zagospodarowania pogranicza polsko-niemieckiego do 2020 roku w kontekście polskiego członkostwa w Unii Europejskiej.

Ten obszar to czworokąt wyznaczonym takimi miastami: Drezno, Berlin z Poczdamem, Rostock, Szczecin, Poznań i Wrocław.

Kwestią dyskusyjną może być zasięg terytorialny pogranicza. Węższe jego rozumienie nie obejmuje Berlina i Poznania. Ale eksperci opowiedzieli się za włączeniem do rozważań nad pograniczem tych dwóch wielkich aglomeracji, które mogą decydująco wpływać na procesy zachodzące w regionie, w najbliższych latach.

Dla porządku wyjaśnijmy jakie znaczenie ma ten ekspercki dokument.

Na razie to nie jest program. Choć może nim się stać, kiedy trafi pod obrady wspólnej międzyrządowej komisji polsko - niemieckiej. Na razie jest to diagnoza dnia dzisiejszego i symulacja sporządzona dla pogranicza w różnych obszarach, poczynając od kwestii społecznych poprzez samorządowe, na ekonomicznych kończąc. Chodzi o rozpoznanie słabości, które mogą się pojawić na pograniczu, takie jak odpływ kapitału, odpływ siły roboczej, spadek liczby mieszkańców, migracje ludności, przepływ kapitału ponad pograniczem. Z drugiej strony chodzi o wskazanie mocnych stron, które umożliwią rozwój dynamiczniejszy niż dziś.

Wśród ekspertów są Polacy i Niemcy. Czy na waszą pracę wpływa poczucie przynależności narodowej?

Podczas wielogodzinnej burzy mózgów różniliśmy się bardzo kiedy wypowiadaliśmy się o dzielących nas kwestiach mentalnościowych, historycznych, o potencjale, stosunku do pracy itd. Natomiast dosyć zgodni byliśmy rozmawiając o tym, co może decydować o rozwoju pogranicza. Nie było większych sporów co do tego, że dzielące Polaków i Niemców różnice mentalnościowe z czasem będą ustępować, kiedy w grę będzie wchodził wspólny interes ekonomiczny. Wzajemne uprzedzenia, choć pozostaną, to zejdą na plan dalszy. O rozwoju decydować będzie ekonomia, ilość ściąganego kapitału, preferencje dla firm, które powinny się tu pojawić. Zgodnie uznaliśmy, że na sytuację na naszym wspólnym pograniczu wpływać będą czynniki z czterech poziomów. Pierwszy, to oddziaływanie tego co jest związane z członkostwem w UE. Drugi, to poziom krajowy, bo od stosunku rządów do problemów pogranicza, od dotacji, preferencji, rozwiązań prawnych będzie zależał rozwój. Trzeci poziom - to województwa i landy. Poziom czwarty, najniższy, tworzą mieszkańcy i ich samorządy. Można jeszcze dodać poziom piąty - globalny, bo światowa sytuacja w aspekcie politycznym i ekonomicznym też może wpłynąć na nasze pogranicze.

Który poziom jest decydujący?

Idealna sytuacja byłaby wtedy, gdyby na wszystkich poziomach następowała harmonijna współpraca. Ale uznaliśmy, że największe rezerwy tkwią w samorządach, wśród ludzi. Od ich inwencji, od tego jak będą traktować przybyszów, jakie będą tworzyć im warunki, będzie zależała sytuacja pogranicza w przyszłości.

Dobry czy zły jest punkt wyjścia, ten od którego startujemy projektując przyszłość?

Dobry jest. Natomiast nie najlepsze są prognozy. Niekorzystny jest czynnik demograficzny. Ten obszar się wyludnia, zwłaszcza po stronie niemieckiej. Choć i po stronie polskiej prognozy są złe. Po wtóre - jeśli tu lokuje się kapitał, to są to najczęściej filie firm, których centrale są niestety gdzie indziej.

W sytuacji kryzysowej filie łatwo zlikwidować.

A ponadto one mniej czują się związane z regionem, w którym funkcjonują. To także także kwestia odpływu kapitału wygospodarowanego na pograniczu. On pojedzie do centrali, czy za granicę. Chodziłoby zaś o to, aby on tu, na pograniczu, był inwestowany w kolejnych polsko - niemieckich przedsięwzięciach.

Na obrzeżach Regionu Odry istnieją silne ośrodki gospodarcze z Berlinem na czele. Tymczasem wnętrze, czyli nasza Ziemia Lubuska z Gorzowem i Zielona Górą to słabizna. Grozi nam degradacja?

W scenariuszu pesymistycznym grozi nam regres. Ranga Gorzowa i Zielonej Góry będzie się zmniejszać, niezależnie od starań lokalnych władz, wskutek działania czynników obiektywnych. Nie zapominajmy wszak o dużej konkurencji pogranicza wschodniego, którego atrakcyjność dla kapitału będzie w przyszłości wzrastać, podobnie jak to było w latach dziewięćdziesiątych na pograniczu polsko - niemieckim. Wiele firm zamiast przychodzić do nas będzie lokowac się na pograniczu z Białorusią, Ukrainą, Rosją, po to by móc czerpać korzyści, które daje Unia Europejska.

Zimnym dla nas prysznicem jest projektowana mała liczba zjazdów z autostrady, która ma przebiegać przez Ziemię Lubuską. Jeśli inwestor nie widzi potrzeby ich budowy, to znaczy, że nisko ocenia szansę ekonomicznego rozwoju tego terenu. Po co budować węzeł, jeśli ma nie być wykorzystany.

Dla mnie jednak kwestią rozstrzygającą jest ściąganie do nas firm dużch, średnich i małych oraz uczynienie wszystkiego, aby kapitał wypracowany nie odpływał stąd. Dlatego palącą sprawą jest tworzenie przyjaznego otoczenia dla biznesu, i to w najszerszym rozumieniu. Nie chodzi tylko o ulgi, przywileje, zwalnianie z podatków. Dobrze, że w Zielonej Górze powstał uniwersytet, bo to on będzie pobudzał różne obszary życia w mieście i okolicach.

Na co jeszcze powinniśmy położyć nacisk, co powinniśmy rozwijać, co może być naszym atutem?

Na pewno turystyka, agroturystyka. Tu trzeba inwestować. Wielkie perspektywy otwierają się przed rolnictwem. Na pograniczu są ogromne obszary ziemi do lepszego niż dotąd zagospodarowania. Członkostwo w UE stwarza też możliwość przebranżowienia się rolników.

A czy nie ma konfliktu pomiędzy rozwojem turystyki a nadzieją na lokowanie u nas przemysłu?

Wymogi ochrony środowiska są dziś takie, że zagrożenia ekologicznego nie ma. Duże firmy, jeśli przyjdą, nie będą się lokowały w terenie dziewiczym, a raczej w pobliżu miast. Nie grozi więc konflikt pomiędzy przyrodą a przemysłem.

Wielu polityków zachłystuje się obecnie wzrostem po polskiej stronie wszelakich usług. Niemcy przyjeżdżają do polskiego fryzjera, kosmetyczki, dentysty.

Trzeba to wykorzystać. Sądzę jednak, że jest to przejściowa koniunktura, która zaniknie wraz z nieuchronnym w przyszłości wyrównaniem się cen po obu stronach granicy. Przetrwają te zakłady, które już teraz wyrobią sobie dobrą markę.

A czy nie grozi nam wyniszczająca rywalizacja, konkurencja z Niemcami?

Konkurencja w gospodarce rynkowej jest nieuchronna, stymuluje rozwój. Lepszy punkt wyjścia strony niemieckiej oczywiście grozi tym, że będą oni przechwytywać pewne inwestycje, wchodzić na wolne przestrzenie. Ale jest szereg obszarów które będą nas zbliżać. Na przykład ochrona środowiska, infrastruktura komunikacyjna, drogowa, bezpieczeństwo pożarowe, powodziowe, zwalczanie przestępczości.

Rola granicy w przyszłości jednak musi się zmniejszać.

Postulujemy budowę wielu mostów, kładek, przejść, po to aby przekroczenie granicy było bezkolizyjne, wręcz nie zauważalne. W tym kontekście szalenie ważna jest nauka języka, zwłaszcza niemieckiego przez Polaków, bo póki co Niemcy niechętnie, z większą rezerwą podchodzą do nauki języka polskiego. Idealna sytuacja byłaby wtedy, gdyby obie społeczności równie dobrze posługiwały się angielskim. Nieznajomość języka sąsiada jest bowiem jedną z głównych barier w rozwiązywaniu codziennych problemów natury organizacyjnej, mentalnościowej pojawiających się w kontaktach pomiędzy ludźmi, przedsiębiorstwami, politykami, samorządami.

Wzięto pod uwagę rewolucyjne zmiany zachodzące w informatyce? Rozwinięta sieć internetowa rozśrodkowuje np. miejsca pracy.

Dla sporej grupy przedsiębiorczych i dobrze wykształconych jest to ogromna szansa. Przetwarzać dane, projektować będzie można w zaciszu swoich domów. Taki styl pracy - jak sądzę - będzie się rozszerzał. Tu za stroną niemiecką pozostajemy w tyle. Zwłaszcza niewielkie miejscowości w dostępie do internetowej sieci wyraźnie odstają. Szeroko rozumiana infrastruktura telekomunikacyjna, informatyczna, kolejowa, drogowa - wymagają szybkich i dużych nakładów. Choć odczuwalne efekty, podobnie jak w nauce, przyjdą dopiero po dziesięciu czy dwudziestu latach.

Czy eksperci przewidują jakieś zasadnicze zmiany administracyjne w Regionie Odry?

Eksperci niemieccy wyrażali opinie, że podział administracyjny Polski dalece odbiega od tego co w swej reformie proponował prof. Michał Kulesza. Ich zdaniem większe regiony byłyby lepszymi partnerami dla niemieckich landów. Ja przekonywałem, że obecnie każda zmiana w kierunku zmniejszenia liczby województw byłaby niekorzystna dla regionu, który już okrzepł i uzyskuje własną tożsamość. W tym względzie eksperci z województwa Dolnośląskiego i Zachodniopomorskiego nie byli tak aktywni, ale generalnie zgadzali się ze mną, że w tej chwili poprawa administracyjnej mapy Polski nie byłaby wskazana.

Nie będzie więc zaleceń kolejnej reformy administracyjnej?

Nie, nie. W zaleceniach ekspertów pojawi się natomiast postulat udoskonalenia funkcjonowania administracji rządowej i samorządowej. Rozważana była także propozycja powołania makroregionów ponadwojewódzkich, gdyby zachodziła potrzeba realizacji konkretnych wspólnych interesów. Zdolność porozumiewania się dla wspólnych interesów powinny mieć też powiaty z różnych województw.

Jak dalej przebiegać będą prace nad koncepcją przyszłości Regionu Odry?

Po serii konferencji ekspertów dokument zaprezentowany zostanie odpowiednim władzom Polski i Niemiec, następnie trafi pod obrady komisji międzyrządowej ds. współpracy regionalnej i przygranicznej. Jeżeli zostanie przyjęty, to będzie miał duży, być może decydujący wpływ na to co będzie się działo na pograniczu polsko - niemieckim do 2020 roku.

A początek jego obowiązywania, to rok?

Chcemy aby wszedł w życie z początkiem 2007 roku, wraz z nowym okresem budżetowym w Unii Europejskiej. Bo członkostwo w Unii otwiera nowe możliwości dla Polski.

Czeka nas dobra przyszłość?

Ja uważam, że obojętnie który ze scenariuszy się zrealizuje, czy stagnacyjny, czy rozwojowy, to i tak region będzie funkcjonować swoim rytmem, bo koniec końców wszystko ostatecznie i tak zależy od ludzi. To mieszkańcy regionu najlepiej wiedzą jak urządzać sobie życie, w co lokować pieniądze. Aby ich inicjatywy nie trafiały w próżnię, nie spalały się na jałowym biegu, trzeba znosić wszelkiego rodzaju biurokratyczne bariery i prawne ograniczenia. Podkreślam, że nie ma jednego czynnika determinującego rozwój pogranicza. Przeciwnie, jest ich bardzo wiele i to różnych, na różnych obszarach. One zależą od miejscowego środowiska przyrodniczego, zasobów naturalnych w pobliżu danej miejscowości, od lokalnej infrastruktury, wreszcie od aktywności mieszkańców. Pogranicze jako całość jest specyficzne, ale ma też swoje wewnętrzne odmienności.

Dziękuję za rozmowę.


Prof. dr hab. Czesław Osękowski (rocznik 1951), historyk i politolog, rektor Uniwersytetu Zielonogórskiego. Autor m.in. książek odsłaniających kulisy komunistycznych fałszerstw: "Referendum 30 czerwca 1946 roku w Polsce" i "Wybory do Sejmu z 19 stycznia 1947 roku w Polsce", za którą w 2001 roku otrzymał prestiżową nagrodę tygodnika "Polityka".