Zanim odpali komputer Drukuj Email
Redaktor: Piotr Maksymczak   

Miesięcznik Puls, spółka Centrum Biznesu w Zielonej Górze oraz Radio Zachód zorganizowali pod koniec października 2000 r. debatę poświęconą przyszłości lubuskiego społeczeństwa informatycznego. Scenariusz i moderacja – Piotr Maksymczak.

Piotr Maksymczak (miesięcznik Puls) – Bez rozwoju gospodarczego nie ma mowy o powstaniu lubuskiego społeczeństwa obywatelskiego. Bez powstania społeczeństwa obywatelskiego nie może być mowy o prawdziwym rozwoju regionalnym.

Wnioski powyższe wykorzystajmy jako punkt wyjścia do dyskusji o przyszłości lubuskiego społeczeństwa informatycznego. Całą rozmowę proponuję oprzeć o trzy proste pytania:
* Czy już możemy mówić o powstaniu lubuskiego społeczeństwa informatycznego?
* Jakie szanse rozwoju regionalnego daje nam współczesna technika informatyczna?
* Jakie bariery uniemożliwiają masowy dostęp do współczesnych zdobyczy technik informatycznych?

Prof. Wielisława Osmańska-Furmanek (Instytut Zarządzania Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze) – Nasz temat jest szalenie aktualny i gorący. Świadczą o tym choćby ostatnie nagrody Nobla przyznane naukowcom, których badania wpłynęły na rozwój technologii informacyjnych. Decyzja Komitetu Noblowskiego wskazuje na znaczenie współczesnych technologii dla rozwoju naszej kultury i całej ludzkiej cywilizacji. Tymczasem z ostatniego raportu ONZ wynika, że koszt połączeń internetowych w Polsce, zwłaszcza w zestawieniu ze średnimi dochodami, jest jednym z najwyższych w świecie. To jest jedna z największych barier opóźniających naturalny rozwój lubuskiego społeczeństwa informatycznego.

Prof. Janina Stankiewicz (Instytut Organizacji i Zarządzania Politechniki Zielonogórskiej) – Według T. Gabana-Klasa społeczeństwo informatyczne to takie, które ma nie tylko rozwinięte środki przetwarzania informacji i jej upowszechniania (dystrybuowania), lecz również są one podstawą tworzenia dochodu narodowego i dostarczają źródła utrzymania większości jego członkom. Zdaniem A. Tofflera - autora „Szoku przyszłości”, w społeczeństwach informacyjnych ponad połowa osób czynnych zawodowo pracuje w usługach. Natomiast w Polsce, według danych z rocznika statystycznego, usługi absorbują około 30% populacji zdolnej do pracy. Jak widać daleko nam do niektórych krajów Zachodu, które już w usługach zatrudniają około 70%, np. USA. Na tym tle województwo lubuskie wypada podobnie do innych regionów Polski. Podobnie, czyli ma wiele do nadrobienia.

Adam Jeske (prezes zarządu Max Elektronik S.A.) – Już w latach 70. ukazał się raport Klubu Rzymskiego, który mówi tak - końcówka XX wieku przyniesie narodziny społeczeństwa informacyjnego z dominującą rolą komputera i jeśli ktoś wtedy nie będzie umiał posługiwać się komputerem, to ten ktoś zostanie swoistym analfabetą. Z tego punktu widzenia mogę stwierdzić, że lubuskie społeczeństwo jeszcze nie jest społeczeństwem informatycznym.

Prof. Wielisława Osmańska-Furmanek – Pojęcie „społeczeństwo informacyjne” po raz pierwszy pojawiło się w 1966 roku podczas obrad pewnego szacownego grona, które rozważało kierunek dalszych zmian w gospodarce japońskiej. To właśnie wtedy zwrócono uwagę na rosnące znaczenie technik służących do przekazywania szeroko pojętej informacji. Dziś ponad połowa światowego produktu brutto jest wytwarzana w sferze informacji. I choć wielu specjalistów toczy spory o zakres tego pojęcia, to jednak śmiało możemy powiedzieć, że lubuskie w tym procesie kroczy mocno opóźnione.

Prof. Janina Stankiewicz – Na terenie naszego województwa mamy do czynienia ze zjawiskiem wysp informatycznych. Istnieje kilkanaście przyczółków, znakomicie zorganizowanych i wyposażonych w sprzęt informatyczny, ale też są i obszary technologicznej pustyni. To właśnie dlatego mamy tyle paradoksów. Z jednej strony mamy mieszkańców lubuskich wsi, którzy nawet nie wiedzą, jak się włącza komputer, z drugiej - studentów naszych zielonogórskich uczelni, którzy potrafią wykorzystywać różne programy, np. wspomagające zarządzanie. Są też i tacy, którzy samodzielnie założyli sklepy internetowe. Prowadziłam pracę magisterską „Organizacja sklepu internetowego. Uwarunkowania jego efektywnego funkcjonowania”. Trzeba zauważyć, iż mamy obok siebie jakby dwa odmienne lubuskie światy.

Piotr Filipiuk (szef marketingu w zielonogórskim oddziale Telefonii Lokalnej Dialog S.A.) – Według mnie jest jeszcze gorzej. Co prawda każdy pracodawca wymaga znajomości obsługi komputera, ale 90% lubuskich biur wykorzystuje komputer wyłącznie jako maszynę do pisania i do układania pasjansów. Wystarczy pracownika biurowego typowej lubuskiej firmy zapytać o umiejętność tworzenia np. korespondencji seryjnej, to zamiast odpowiedzi zobaczymy oczy szeroko otwarte ze zdumienia.

A przecież ci młodzi ludzie dostali pracę z powodu posiadania umiejętności obsługi komputera. Jak to jest możliwe? To proste. Przyjmujący ich do pracy sami o komputerach nie mają wielkiego pojęcia. Dzieje się tak również dlatego, bo informatyka w szkołach podstawowych czy gimnazjach jest przeważnie na bardzo archaiczny poziomie. Potem dzieci w domu, po południu, korzystają z prywatnego komputera jak z kolejnej zabawki. Rodzice kupili komputer, bo tak nakazuje moda. Nie mają jednak ani czasu, ani ochoty, aby milusińskich wdrożyć do odpowiednich procedur.

Krzysztof Baług (Radio Zachód) – Myślę, że najważniejszym elementem nie jest nauka włączenia i wyłączenia komputera, ale umiejętność pracy w internecie. Dopiero sieć daje podstawy rozwoju społeczeństwa informatycznego. Nie tak dawno Clinton we Włoszech apelował: „Europo, obudź się, bo będzie za późno, Europo, zajmij się internetem”. Internet dał w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie i w Meksyku bardzo dużo miejsc pracy.

Głos z sali – Dwa miliony w samych Stanach Zjednoczonych.

Krzysztof Baług – W krajach Unii Europejskiej nie jest z tym najlepiej. A jeszcze gorzej w Polsce. O regionie lubuskim nie ma w ogóle co mówić. Po prostu czarna rozpacz.

Prof. Leszek Gołdyka (Instytut Socjologii WSP) – Zgadzam się. Nie jesteśmy ani społeczeństwem obywatelskim, ani informatycznym. I długo nie będziemy. Dlatego chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt czarnej rozpaczy, o której wspominał Krzysztof. Otóż w obrębie lubuskiej zbiorowości dopiero (zaledwie) pojawiają się elementy charakterystyczne dla społeczeństwa informatycznego. Badania socjologiczne pokazują, obok tego, co nowe i mało jeszcze istotne, na znaczne zaawansowanie procesów wyłączania (marginalizacji) z uczestnictwa w obiegu cywilizacyjnym wielu kategorii społecznych.

Marginalizacja może być czasowa lub trwała. Na przykład poborowi są czasowo wyłączeni z obiegu ogólnospołecznego. Po opuszczeniu koszar muszą sporo wysiłku włożyć w ponowne w ten obieg wejście. Bezrobocie i miejsce zamieszkania są częścią mechanizmu trwałej marginalizacji społecznej i ona właśnie jest problemem. Dzisiaj spora część mieszkańców wiosek oraz małych lubuskich miast, objęta procesem trwałego wyłączenia, staje się obywatelami drugiej kategorii. Za kilka lat wraz z rozwojem technologii informatycznych osiągną taki poziom marginalizacji, od którego może nie być odwrotu. Przepaść pomiędzy nimi a uczestnikami rewolucji informatycznej będzie nie do pokonania. Warto o tym pamiętać, zachwycając się technicznymi możliwościami współczesnej elektroniki.

Piotr Maksymczak – Osobiście znam kilku zielonogórzan, którzy mają karty płatnicze, ale cierpiąc na wtórny analfabetyzm, nie potrafią w pełni wykorzystać ich możliwości.

Adam Jeske – Karta bankowa jest naturalnym krokiem do społeczeństwa informacyjnego. To życie wymusi opanowanie umiejętności posługiwania się kartą, bo za kilka lat nie będzie bankowych kas. Ten sam proces dotyczy przedsiębiorców, o których mówiliśmy, że nie potrafią prawidłowo korzystać z komputera i internetu. To prawda. Jeszcze nie potrafią, ale już dziś wszyscy przedsiębiorcy wiedzą, że bez opanowania nowych technologii informatycznych nie będą mogli prowadzić interesów za dwa lub góra trzy lata.

Ta oddolna świadomość przyspiesza nasz bieg w kierunku społeczeństwa informatycznego. Proszę zobaczyć: jeszcze kilkanaście lat temu nie istniały skomputeryzowane biblioteki w Zielonej Górze. A dzisiaj i biblioteka wojewódzka i biblioteka WSP i biblioteka Politechniki są całkowicie skomputeryzowane. Jeszcze trochę, a czytelnik w Zielonej Górze będzie mógł zamówić książkę poprzez wypożyczalnie biblioteczne na całym świecie. Te przykłady pokazują, że małymi kroczkami biegniemy w pożądanym kierunku.

Prof. Janina Stankiewicz – Ewoluujemy ku temu społeczeństwu, pytanie tylko na jakim jesteśmy etapie.

Leszek Lewandowski (dyrektor Centrum Biznesu Sp. z o.o.) – Jeszcze nie tak dawno byliśmy biednym krajem, który miał najwięcej magnetowidów w przeliczeniu na jednego mieszkańca. I co się stało? Czy magnetowidy posłużyły do edukacji społeczeństwa? Do tego, aby zniwelować zapaść pomiędzy miastem, a wsią? Nie, one posłużyły do zabicia czasu przez byłego pracownika zlikwidowanego PGR-u. To samo stało się z antenami satelitarnymi.

Jestem pewny, że za 5 lat będziemy mieli jeden z największych współczynników skomputeryzowania ognisk domowych w Europie. Ekrany posłużą za pole bitwy różnych elektronicznych bohaterów. Młodzi spędzą po kilkanaście godzin dziennie przed elektroniczną planszą kolejnych zjadaczy czasu. Z takiego sposobu wykorzystania komputerowego sprzętu nie wyłoni się świadome swych możliwości lubuskie społeczeństwo informatyczne.

Prof. Leszek Gołdyka – Chciałbym nawiązać do wypowiedzi dyrektora Lewandowskiego. Można mówić o dwóch społecznych mechanizmach: włączania i wyłączania społecznego, wprowadzania w obieg i marginalizacji. Sądzę, że mocniej działa mechanizm drugi. Przykład magnetowidu. Masowe ich kupowanie przez Polaków jest elementem wyłączania z obiegu, w tym przypadku z rynku usług związanych z kulturą. Tańszym staje się wypożyczenie kasety dla rodziny i sąsiadów, niż zakup biletu do kina. Podobnie jest z zakupem innych dóbr trwałego użytku. Wariant ludyczny komputeryzacji, korzystanie z elektronicznych gier - na miarę epoki sposób spędzania czasu wolnego, bez konieczności opuszczenia domu i komunikowania się z innymi, jest również odmianą społecznego wyłączenia.

Adam Jeske – Oczywiście, poważnym zagrożeniem społeczeństwa informatycznego jest alienacja.

Prof. Leszek Gołdyka – Ja nie mówię o alienacji. To jest zupełnie odmienne zjawisko.

Prof. Janina Stankiewicz – Mechanizm wyłączania społecznego związany z przebywaniem przed ekranem komputera ma jeszcze jeden negatywny wymiar. Uczy użytkownika komputera nowej bezradności. Człowiek, związany wieloma niewidocznymi nićmi z usługami oferowanymi przez technologie informatyczne, nie ma czasu na opanowanie prawidłowych zachowań w realnym, a nie komputerowym świecie. Kiedy po odejściu od komputera staje twarzą w twarz z drugim człowiekiem, to ma spore kłopoty z komunikowaniem się bezpośrednim, z uważnym i refleksyjnym czy empatycznym słuchaniem itd.

Piotr Maksymczak – Grozi nam, że za kilka lat staną naprzeciw siebie dwie sfrustrowane grupy Lubuszan. Jedna, z rodowodem wiejskim, czyli zapóźniona cywilizacyjnie. Druga, wielkomiejska, ze świeżo wyuczoną nową bezradnością. Jak te dwa światy mają wspólnie uczestniczyć w procesie demokratycznym? Jak mają wspólnie decydować o wspólnej przyszłości? Czy zamiast świata argumentów pojawi się świat prostych manipulacji emocjonalnych?

Marek Piwek (dyrektor regionalny Linii Telefonicznych Dialog w Zielonej Górze) – Statystyki mówią, że około 30% polskich gospodarstw domowych ma sprzęt komputerowy. Czyli osiągnęliśmy całkiem dobry wynik, jak na polskie warunki materialne. Wystarczy jednak popatrzeć na te same wskaźniki z punktu widzenia ruchu telekomunikacyjnego, aby nam trochę mina zrzedła. Okazuje się bowiem, że tylko od 5 do 10% osób, które mają telefon, korzysta z usług internetu. Pomimo że ludzie mają komputery, to nadal nie korzystają z ich olbrzymich możliwości. Czasami zastanawiam się, jak przełamać wciąż funkcjonujące bariery. Jak i kto miałby to zrobić: państwo, samorząd regionalny czy wyłącznie kapitał prywatny?

Krzysztof Baług – Myślę, że powinno zacząć państwo. Istnieją proste metody, np. „zeznania” do ZUS-u, urzędów podatkowych i innych powinny docierać poprzez internet. Jeżeli każda firma będzie musiała posługiwać się internetem, to pracownik każdej firmy będzie musiał potrafić posłużyć się nim. Do tego potrzebny jest nam drobiazg - bezpłatny dostęp do sieci.

Dr Piotr Gawłowicz (Instytut Organizacji i Zarządzania Politechniki Zielonogórskiej) – Administracyjny przymus ma sens dopiero wtedy, gdy projekty informatyczne, np. podatkowe, są prawidłowo przygotowane. Akurat przykład ZUS-u jest przykładem, jak tego nie należy robić. A przy okazji przymusu państwowego pojawia się jeszcze problem dostępności do koniecznej infrastruktury technicznej. Pan dyrektor Piwek mówił, że tylko 5-10% abonentów telefonicznych korzysta z internetu. Widocznie dla pozostałych właścicieli komputerów domowych problem cen usług telekomunikacyjnych jest problemem bardzo istotnym. Zresztą ta sprawa ma znacznie szerszy aspekt społeczny. Pan Adam najlepiej wie, ile kosztuje przeciętny komputer osobisty.

Adam Jeske – Średnio 3 tys. zł.

Dr Piotr Gawłowicz – Proszę do tego dodać wysokość opłat telekomunikacyjnych i wyjdzie nam, kogo stać na bycie aktywnym członkiem lubuskiego społeczeństwa informatycznego.

Leszek Lewandowski – Jeśli każdemu przedsiębiorcy każemy wysyłać wszystkie obowiązkowe zeznania internetem, to informacja nie wyjdzie z jego firmy. To tak, jakbyśmy wszystkim kierowcom kazali jechać do Warszawy tylko jedną wąską drogą. My po prostu nie mamy autostrad informacyjnych. Na tym tle pojawia się pytanie: czy obecne firmy telekomunikacyjne mają je wybudować samodzielnie? Jeśli tak, to będziemy musieli uzbroić się w cierpliwość na długie lata. Dziś bowiem firmy te wykorzystywane są przez budżet państwa jako dojne krowy. Potwornie wysokie opłaty koncesyjne, zamiast trafić na rynek w formie nowych inwestycji infrastrukturalnych, trafiają do zachłannego budżetu, aby pokryć kolejną dziurę w kasie państwa. Potem te pieniądze firmy próbują odzyskać w formie wysokich opłat za abonament i za każdy impuls, hamując wzrost gospodarczy.

Alfred Kruchlik (dyrektor Telekomunikacji Polskiej S.A., Obszar w Zielonej Górze) – Jeżeli można, chciałbym polemicznie odnieść się do tego, o czym Pan wspomniał. Istotnie, jeśli np. o godz. 15 osoby, które posiadają dostęp do sieci telekomunikacyjnej, chciałyby skorzystać jednocześnie z internetu, to naturalne, że wszystkie tego dostępu nie uzyskają. Nasze urządzenia, myślę, że kolega Piwek potwierdzi moje słowa, projektowane są na tzw. nieszczytowe uderzenia. Co oznacza, że obowiązkowe raporty można wysyłać o różnych porach, unikając internetowego korka.

Chcę przy tym państwu powiedzieć, że ilość osób korzystających z internetu jednak rośnie, i to lawinowo. Firmy telekomunikacyjne z każdym miesiącem odnotowują wzrost zainteresowania internetem. Właśnie z tego powodu moja firma ponosi coraz większe nakłady na budowę infrastruktury ułatwiającej dostęp do internetu. A są to sumy ogromne.

Zgodzę się jednak, że mówienie o powstaniu lubuskiego społeczeństwa informatycznego to dość odległa perspektywa. Jedyne, co w tej chwili można zrobić, to zabiegać, aby owych informatycznych wysp było jak najwięcej. Zresztą, ich liczba będzie stale rosła, bo nie ma ucieczki od tego procesu. I albo się w niego włączymy, albo zostaniemy wypchnięci na martwy brzeg.

Piotr Maksymczak – Mam w ręku raport lubuskiego Urzędu Statystycznego poświęcony usługom telekomunikacyjnym. Jest to raport sprzed miesiąca. Wynika z niego, że woj. lubuskie zajmuje ostatnie miejsce w kraju w ilości telefonicznych łączy głównych. Oto, jaki dystans mamy do pokonania choćby w skali Polski.

Adam Jeske – W ten sposób przechodzimy do powiązań rozwoju społecznego z rozwojem gospodarki. Tych spraw nie da się oddzielić: bez rozwoju gospodarczego nie może być mowy o rozwoju regionalnym. A rozwój łączy telekomunikacyjnych i budowa społeczeństwa informacyjnego są tej zależności istotnym składnikiem. Wystarczy popatrzeć - Zielona Góra, Sulechów, Nowa Sól - nasze miasta umierają powolną śmiercią. Ja nie wiem, co się dzieje? Nie widzę warunków dla rozwoju biznesu. Mówi się pięknie o turystyce, współpracy międzynarodowej, a nie dostrzega spraw naprawdę istotnych i pilnych.

Prof. Janina Stankiewicz: – Problem budowy lubuskiego społeczeństwa informacyjnego został zmarginalizowany w Strategii Lubuskiej, a chyba nie tak powinny władze regionu podchodzić do naszych najważniejszych szans rozwojowych. Zwłaszcza, że takie podejście bardzo łatwo znajduje odwzorowanie na niższych szczeblach samorządności terytorialnej.

Krzysztof Baług – Władze samorządowe nie uzmysławiają sobie jeszcze dokładnie: co niesie ze sobą informatyka i jakie tworzy szanse na kreację nowych miejsc pracy. Inna sprawa, że również sami przedsiębiorcy nie wywierają na urzędy regionalne żadnej presji w tej sprawie.

Adam Jeske – Proszę zrozumieć lubuskiego przedsiębiorcę. Większość firm nie przynosi zysków, nie ma koniunktury na ich rozwój, stąd nigdy nie będą inwestowały ani w badania naukowe, ani w rozwój regionu.

Prof. Janina Stankiewicz – Bardzo mocno pan powiedział - nigdy... Szalenie pesymistycznie.

Adam Jeske – Ale taka jest prawda. W województwie lubuskim nie ma przedsiębiorstw, które mają wolne środki finansowe. Ja sam zatrudniam 80 pracowników. Nieźle zarabiają, to jest około 2,5 tys. zł średnio.

Prof. Janina Stankiewicz – Czyli więcej niż niektórzy profesorowie na zielonogórskich uczelniach.

Adam Jeske – Jak policzę, ile muszę zarobić pieniędzy, aby zapłacić pensje pracownikom, za ZUS i podatki, to mi się słabo robi. Na Ziemi Lubuskiej nie ma gdzie tych pieniędzy zarobić. Dlatego uciekam ze swoją działalnością poza region. Zakładam filie na Śląsku, w Warszawie i Poznaniu, bo tam można jeszcze zarobić. W tym moim pesymizmie jest jednak nuta optymizmu. Mimo wszystkich kłopotów materialnych, około 3 mln komputerów rocznie kupują członkowie społeczeństwa polskiego. Około 6 mln ludzi już ma komórki.

Prof. Leszek Gołdyka – Ale jak z nich korzystają? W Stanach Zjednoczonych jest kilka milionów broni palnej w prywatnych rękach, ale mało kto z niej strzela. Oby podobnie nie było z naszymi komputerami.

Wybór i opracowanie: Piotr Maksymczak
Wypowiedzi nieautoryzowane

{moscomment}
 
Debaty o przyszłoœci
Debaty o przyszłoœci