Zielonogórska zdrada klerków? Drukuj Email
Redaktor: Piotr Maksymczak   

6 grudnia 2004 r. w Instytucie Politologii Uniwersytetu Zielonogórskiego odbyła się konferencja naukowa pt. „Wpływ elit na rozwój społeczno-gospodarczy i polityczny w regionie lubuskim”. Ostatnim punktem konferencji był panel przygotowany przez miesięcznik Puls. Debatę przygotował i moderował Piotr Maksymczak.

Piotr Maksymczak (Puls) – Miejsce zajmowane przez elity opiniotwórcze zostało przejęte przez polityków i ikony kultury masowej. To politycy oraz telewizyjni bohaterowie dyktują, jak powinniśmy żyć, jaki powinniśmy preferować styl życia. Dochodzi nawet do tego, że bohaterowie masowej wyobraźni dyktują, jaką hierarchię wartości powinniśmy wyznawać. Jednocześnie widzę, że tradycyjnie rozumiane elity jakoś niespecjalnie bronią się przed wypchnięciem z przestrzeni publicznej. Mam nawet wrażenie, że inteligencja pogodziła się z podstawowym aksjomatem nowych czasów – jeśli nie jesteś rynkowo użyteczny, to siedź cicho i nie przeszkadzaj. Jako dziennikarz, obserwuję w Zielonej Górze dziwną zmowę milczenia, zwłaszcza wśród profesorów i doktorów Uniwersytetu Zielonogórskiego. Państwa nie ma, praktycznie rzecz biorąc, w przestrzeni publicznej. Czyżby zielonogórscy klerkowie podporządkowali się brutalnej etyce konkurencji i zapomnieli o intelektualnej bezinteresowności?

Tadeusz Zaborowski – Myślę, że powinniśmy zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze: elity naukowe bez wsparcia elit medialnych nie są w stanie wszystkiego załatwić. I jeśli dojdzie do porozumienia między elitami medialnymi a elitami naukowymi, to moim zdaniem pojawi się szansa na kreację takich postaw, takich wartości, które będą przyjęte przez ogół, które będą stanowiły cenną wartość i będą nam pomagały minimalizować patologie w naszym społeczeństwie.

Głos z sali – Uważam, że zielonogórskie elity nie podporządkowały się etyce brutalnej konkurencji. Przykładem profesor Marian Eckert (gromkie brawa).

Piotr Maksymczak – Załóżmy, że jestem przybyszem z obcego kraju. Niech Pan mi wykaże, na przykładzie prof. Eckerta, że elity zielonogórskie nie podporządkowały się etyce brutalnej konkurencji.

Głos z sali – Prof. Eckert jest aktywnym działaczem samorządu terytorialnego, jest radnym. Jeśli popatrzymy na społeczną aktywność profesora, popatrzymy na to, co profesor robi w samorządzie, to możemy zauważyć, że kreatywna rola profesora jest znaczna, ale sam, w pojedynkę, nie jest w stanie zniwelować wielu rzeczy.

Piotr Maksymczak – Albo przyjmiemy, że prof. Eckert jest emanacją zielonogórskich elit, albo stwierdzimy, że prof. Eckert jest nietypowym przykładem, bo tylko on jeden uczestniczy w życiu instytucji publicznych. Który z tych tropów jest słuszny?

Prof. Wiesław Hładkiewicz – Oczywiście, że ten drugi. Ale to nie jest tak, że my gdzieś sobie balansujemy, że pałętamy się po kątach. Uniwersytet Zielonogórski jest coraz bardziej mobilny i czynny poprzez naszych kolegów z różnych instytutów, którzy wypowiadają się np. poprzez ekspertyzy. Natomiast z goryczą, wręcz z żalem, konstatuję negatywny stosunek elit samorządowych i elit politycznych chociażby do dzisiejszej debaty. Ich brak to skandal.

Krzysztof Romankiewicz (starosta zielonogórski) – przykład prof. Eckerta jest dobrym przykładem na to, że elity naszego województwa nie są wykorzystywane dla dobra województwa. Skąd to się bierze? Uniwersytet Zielonogórski jest uczelnią, która przygotowuje kadry na potrzeby naszego regionu. Natomiast nie widzę, aby uczelnia była, nieładnie mówiąc, wykorzystywana dla potrzeb rozwoju województwa. Trudno sobie wyobrazić, aby naukowcy na siłę próbowali robić politykę. Potrzebna jest nam tutaj wola współpracy. Jest potrzeba okazania takiej woli ze strony władz województwa.

Henryk Markuszewski (nauczyciel) – Ponadto prasa, radio i telewizja są ośrodkami hermetycznymi i nie wszyscy ci, którzy chcieliby się wypowiedzieć, potrafią się dostać na łamy gazet. A media to dziś jedyne źródło komunikacji.

Prof. Marian Eckert – Wypychanie elit czy bierność elit? Jedno i drugie. My pracujemy przede wszystkim w ciszy. Dlatego zadaniem partnerów naszych, w tym mediów, jest, aby wyrywać z naszych gabinetów naukowych te wartości, które mogą zostać upowszechnione. I niektórzy dziennikarze to robią. My publikujemy mnóstwo prac. Byliście państwo dzisiaj przed południem świadkami bardzo ciekawych wystąpień opartych na badaniach empirycznych, na dokładnej znajomości teorii, tylko że pies z kulawą nogą tego nie czyta, nikt nie chce przedrzeć się przez te teksty, a tym bardziej nikt nie chce tych tekstów użyć.

Podam państwu pewien przykład. Został powołany zespół doradczy dla wojewody. Zebraliśmy się dwa razy. Potem wojewoda był już tak mądry, że nie potrzebował doradców. Przyszedł następny wojewoda, on też poprosił nas o powołanie eksperckiego zespołu. Skończyło się na trzech spotkaniach. I tak jest cały czas. Zgadzam się z panem redaktorem, że za mało nas widać. Zgadzam się, że elity mogłyby być bardziej pożyteczne, ale chcę też prosić o to, żeby spojrzeć łaskawszym okiem na nasze środowisko naukowe i dostrzec w nim ciekawe i ważne rzeczy. Bo my mamy absolwentów, którzy wydają książki poza granicami kraju, mamy profesorów, którzy uruchomili szereg nowych specjalności naukowych, mamy prawa habilitowania, o które nie tak łatwo.

Piotr Maksymczak – Dlaczego w takim razie lubuska klasa polityczna nie sięga po wasze umiejętności, po wasz warsztat i po wasz dorobek?

Dr Jan Andrykiewicz – Wypada jednak odnieść się do pierwszej tezy, którą pan redaktor Maksymczak postawił, że tradycyjne elity opiniotwórcze są wypierane przez polityków. W warunkach zielonogórskich jest to po prostu nieprawda. W roku ‘89 to elity ówczesnej WSI i WSP współkształtowały nowe realia polityczne. Pierwszy wojewoda Barańczak - doktorant i pracownik naukowy WSI. Drugi, chyba najlepszy, co do tego nie mamy wątpliwości, prof. Eckert, trzeci wojewoda – prof. Miłek, a więc do ’98 roku elity intelektualne obecnego Uniwersytetu kształtowały środowisko władzy wojewódzkiej. Dodać tu trzeba jeszcze prof. Bilińskiego, który był bardzo mocno zaangażowany po obu stronach. Ci trzej ostatni to przecież rektorzy Wyższej Szkoły Inżynierskiej, a następnie Politechniki, więc to oddziaływanie było. Spójrzmy na wybory do europarlamentu. Na liście startujących co najmniej połowę kandydatów stanowili pracownicy naukowi Uniwersytetu, więc jest to zainteresowanie.

Piotr Maksymczak – Pan to mówi jako polityk czy jako naukowiec?

Dr Jan Andrykiewicz – Jedno i drugie. Jestem politykiem PSL i doktorem Uniwersytetu Zielonogórskiego, jestem z nim związany, publikowałem tu, ale politycznie w ‘90 roku zaangażowałem się w ruch ludowy i kontynuuję to zaangażowanie, ale w jakiejś mierze na obydwu polach.

Dariusz Jacek Bachalski (lubuski poseł Platformy Obywatelskiej) – Przepraszam, nie chciałbym nikogo dotknąć, ale wydaje mi się, że czasami lubuskim elitom nie staje intelektu, czasami może mamy nie te priorytety, czasami nie takie same motywacje. Natomiast przyznam się, że tu, w województwie, może przez nawał pracy, jaki mam, specjalnie nie eksplorowałem lubuskiego środowiska akademickiego. Być może dlatego, bo nie mamy wcale silnego ośrodka akademickiego, żeby się „posilać” naukowcami. Generalnie jesteśmy słabym województwem, nie tylko politycznie, ale i akademicko.

Prof. Bogdan Idzikowski – Dlaczego głos środowiska naukowego jest tak wątły i mało słyszalny w Zielonej Górze? Może środowisko naukowe jest bardziej ostrożne, może jest pełniejsze obaw, może bardziej waży słowo. Widzimy przecież wokół siebie wiele pustych deklaracji. Mistrzami w tym względzie są politycy, ale nie tylko, także dziennikarze nie są tutaj bez winy. Być może środowisko naukowe jest bardziej autorefleksyjne, czyli bardziej ostrożne. Może też ma więcej pokory w tym sensie, że jeżeli nie ma empirycznych dowodów, nie ma twardych wyników, to woli nie gdybać. Popatrzmy, jak to wygląda w Warszawie, która ma wiele uczelni, ma olbrzymie środowisko intelektualne, ma na pewno uznane autorytety naukowe i równocześnie media centralne. Proszę państwa, można na palcach, no może dwóch rąk w porywach, policzyć tzw. dyżurnych ekspertów czy profesorów w telewizji. To są ciągle te same twarze. My nie mamy mediów centralnych i jesteśmy bardzo skromnym środowiskiem naukowym, właściwie na dorobku. Więc gdyby zważyć te dwa potencjały, to wcale nie jest lepiej w Warszawie, a być może nawet relatywnie gorzej.

Piotr Maksymczak – Ja państwa nie pytam o naukowy warsztat. Nawet nie śmiem postawić takiego pytania, bo jestem w tym zakresie zupełnym profanem. Natomiast mam prawo zapytać - dlaczego czytelnik Gazety Lubuskiej, dlaczego czytelnik Gazety Wyborczej, dlaczego słuchacz Radia Zachód nie może poznać waszego stosunku do prywatyzacji PEDiZ-u, dlaczego nie może poznać waszego stosunku do pomysłu wybudowania potężnego i kosztownego basenu w Zielonej Górze, dlaczego nie zna waszej opinii o wielu strategicznych decyzjach podejmowanych przez lubuskich polityków, a które cieniem będą się odciskały przez kolejne dziesiątki lat?

Prof. Wiesław Hładkiewicz – To będzie smutne, co powiem. Narasta we mnie postawa niechęci do świata polityki. Ta rzeczywistość mnie po prostu mierzwi. Mierzwi mnie, bo widzę bezsiłę w tej całej grze publicznej. I widzę bezsiłę, niestety, również pana, panie pośle Bachalski, a przecież trzeba wreszcie na tej lubuskiej agorze zrobić porządek. Po prostu politycy muszą zrobić porządki publiczne. Jeśli świat polityki nie będzie reagował na symptomy tego, co my publicznie wyrażamy, to zaczniemy budować dwa różne światy. Politycy pójdą swoją drogą, a uczeni zamkną się w swojej wieży jeszcze bardziej.

Piotr Maksymczak – Dziś nie oceniamy polityków, tylko klerków.

Prof. Wiesław Hładkiewicz – Ja nikogo nie oceniam, ja tylko wyrażam pewną gorycz. No bo tak się chyba ostatnio dzieje, że zaczynamy wracać do zaciszy swoich gabinetów, bo świat polityki coraz bardziej się brutalizuje. I to wszystko. To nie jest wypad do pana posła Bachalskiego, broń Boże, ja tak postrzegam sytuację jako historyk i politolog.

Piotr Maksymczak – A może w Zielonej Górze nie ma klerków, może w Zielonej Górze są tylko wyrobnicy nauki?

Dr Bogumiła Burda – Czy jesteśmy wyrobnikami? Czy łączymy swoją wiedzę naukową z polityką? A czy dziennikarze zielonogórskich mediów gwarantują nam odpowiedni poziom dyskusji? A niby dlaczego mamy reagować na telefoniczne prośby o natychmiastowy wywiad lub natychmiastowe odpowiedzi, i to bez prawa do namysłu? Przeżyłam taką sytuację podczas kampanii wyborczej. My, wykładowcy, my, wyrobnicy, mamy dużo do powiedzenia tylko nie zawsze nasze środowisko dziennikarskie wie o tym i nie zawsze chce usłyszeć, co chcemy powiedzieć, bo dziennikarze lubią mieć stałą kontrolę nad osobami, które mają telefonicznie odpowiadać na ich pytania.

Piotr Maksymczak – W trakcie naszej dyskusji wielokrotnie padało słowo „agora”, jako symbol miejsca wspólnej debaty o sprawach publicznych. I jeśli przestaliśmy wspólnie debatować, jeśli ze świata nauki nie płyną wyraźne sygnały - jaki jest wasz pogląd na bieg spraw publicznych, a my, profani, nie chcemy was słuchać, to może na naszych oczach rozpadła się wspólnota agory?

Prof. Marian Eckert – Ujmę ten problem inaczej - wspólnota jeszcze się nie narodziła. Przez szereg lat budowaliśmy w Zielonej Górze środowisko naukowe i nasza energia była skierowana na zapewnienie kadr, na kształcenie młodych ludzi, na doktorantów, na habilitacje, na rozbudowę potencjału materialnego, na zakup aparatury itd. W związku z tym żyliśmy wszyscy i żyjemy jeszcze do dziś w takich gettach: elektrycy osobno, mechanicy osobno, historycy i poloniści osobno, germaniści i politolodzy osobno. W tym sensie rzeczywiście tej wspólnoty jeszcze nie ma, a idea uniwersytetu od XIII wieku jest jedna - „universitas”, czyli wspólnota.

Uniwersytet ma być wymianą myśli intelektualnej, ma być możliwością powstawania różnych grup. Otóż na razie jeszcze nie jesteśmy na tym etapie. Proszę zrozumieć, że dopiero krzepniemy i dopiero teraz będziemy zmierzać ku temu, żeby wyłonić spośród tej całej wspólnoty akademickiej te 5, 8, 7 czy może 10 procent takich, którzy zechcą zaangażować się poza swoją czysto naukową pracą w działalność bardziej publiczną, bardziej społeczną. Mówiąc po marksistowsku - „ilość musi przejść w jakość”.

Chciałbym zapewnić wszystkich, że już postawiliśmy pierwsze kroki na tej ścieżce do wspólnoty i na tej drodze do wyłonienia elit, bo już w tej chwili są osoby, są całe grupy o europejskim i światowym dorobku naukowym. Naprawdę. Ale tych grup, które by były w stanie opinię jakoś kształtować, jeszcze nie urodziliśmy. To jest przed nami i mamy świadomość, że to jest jeden z ważniejszych celów, ku któremu Uniwersytet musi zmierzać. Uniwersytet musi być widoczny coraz bardziej jako potencjał zapładniający, doradzający, ekspercki itd. Natomiast nie jako potencjał rekrutacji kadr politycznych, dlatego że z bardzo dobrego profesora niekoniecznie musi być dobry polityk.

Dariusz Jacek Bachalski – Jeżeli pod adresem polityków można kierować zarzut, że monopolizują media i monopolizują życie publiczne, to tak się dzieje na życzenie środowiska naukowego. Z całą mocą stwierdzam, że do lubuskiej Platformy nie zapisał się nikt, kto ma tytuł profesora. Nie pamiętam, żeby był docent, no, może jest jakiś doktor. Czasami mam wrażenie, że naszemu środowisku naukowemu brakuje po prostu odwagi.

Niestety, naukowcy świetnie nauczyli się pływać w rzeczywistości kapitalistycznej, gdzie mamy do czynienia z różnymi budżetami, funduszami, dotacjami i projektami. Nie wiem, czy tak jest właśnie w Zielonej Górze, że po prostu jesteście trochę koniunkturalistami, może konformistami. Może wy jesteście wcale nie tak bardzo różni od polityków? To bardzo śmiała teza. Ja nie muszę być politykiem, radziłem sobie świetnie jako przedsiębiorca, ale namawiam: jeżeli chcemy stworzyć wspólnotę, to po prostu nie mamy innej recepty, niż wziąć aktywny udział w życiu publicznym.

Jakub Chudzio (student UZ) – Elity naszego regionu są bardzo skłócone. Właściwie uczestnictwo w życiu publicznym polega w dużej mierze na tym, żeby coś wykłócić, wywalczyć, a taki człowiek, jak profesor, wie, że pewna rzecz jest prawdą, inna rzecz nie jest prawdą i tutaj nie ma nad czym dyskutować. Jednak nie każdemu chce się występować w roli żołnierza, który będzie się bił ze wszystkimi o świętą prawdę.

Piotr Maksymczak – Zielonogórscy naukowcy robią kariery, znakomicie potrafią poruszać się w dżungli, jaką jest współczesny kapitalizm, więc bardzo proszę, nie kreujmy publicznego wizerunku naukowca zielonogórskiego jako tego, który jest dziewicą orleańską.

Konrad Stanglewicz (Radio Zachód) – Politycy rzeczywiście rozepchnęli się w życiu publicznym, zabierając miejsce innym. W Radiu Zachód w dni powszednie emitowana jest dziesięciominutowa audycja polegająca na rozmowie z politykiem. W sobotę również mamy taką debatę na antenie z udziałem polityków. Wyobrażam sobie, jaki krzyk byłby się podniósł, gdyby te 10 minut codziennie rano wypełniał naukowiec, a nie polityk, a tę sobotnią debatę wypełniliby profesorowie: socjologowie, politologowie, na przykład dyskutując o tym samym, o czym dziś dyskutują politycy. Podniósłby się straszliwy krzyk.

Krzysztof Chmielnik (Puls) – Uniwersytet jest perłą w koronie województwa. Bez Uniwersytetu nasze województwo jest kompletnie bez sensu, ale środowisko uniwersyteckie ma charakterystyczną cechę, a mianowicie, tak jak politycy, jesteście państwo odwróceni plecami do społeczeństwa. Potwierdzeniem takiej tezy są badania pani Agnieszki Opalińskiej – przedstawione podczas referatowej części naszej konferencji. Według nich, w świadomości społecznej Uniwersytet Zielonogórski kompletnie nie istnieje. Na pierwszym miejscu jest turystyka, na drugim usługi, na trzecim przemysł, a na czwartym miejscu rolnictwo. O Uniwersytecie Zielonogórskim cisza.

Dr Ewa Narkiewicz-Niedbalec – Na zapytania dziennikarzy, a one nie są liczne, odpowiadam w taki sposób: jeżeli mam coś do powiedzenia, to oczywiście odpowiedzi udzielam, jeżeli natomiast nie mam nic do powiedzenia, to kieruję się zasadą, którą kiedyś wypowiedział Julian Tuwim, który dodał swoje słowa do błogosławieństw wypowiedzianych na Górze: „jeśli ktoś nie ma nic do powiedzenia, niechaj nie ubiera tego faktu w słowa”.

Wybór i opracowanie: Piotr Maksymczak
Wypowiedzi nieautoryzowane

{moscomment}
 
Debaty o przyszłoœci
Debaty o przyszłoœci