Lubuska Racja Stanu Drukuj Email
Redaktor: Piotr Maksymczak   

Miesięcznik Puls, Radio Zachód i Gazeta Wyborcza zorganizowali 28 kwietnia 2005 r. debatę poświęconą Lubuskiej Racji Stanu. Do udziału w dyskusji zaprosiliśmy: prof. Czesława Osękowskiego, Henryka Macieja Woźniaka, dr. Stanisława Iwana, Józefa Lenarta, Józefa Grzelaka, Lesława Batkowskiego i Leszka Banacha. Sponsorem debaty była zielonogórska spółka „Diament”. Moderował Krzysztof Chmielnik.

Od lewej: Leszek Banach, Józef Lenart, prof. Czesław Osękowski, Henryk Maciej Wożniak

Krzysztof Chmielnik (miesięcznik Puls) – Pretekstem do naszej rozmowy jest tekst Henryka Macieja Woźniaka pt. „Lubuska Racja Stanu” opublikowany w lutowym wydaniu Pulsu (nr 2/78). Panie Henryku, uprzejmie proszę o przypomnienie najważniejszych tez tego tekstu.

Henryk Maciej Woźniak (wiceprzewodniczący Samorządu Województwa Lubuskiego) – W moim przekonaniu Lubuska Racja Stanu powinna opierać się na trzech filarach: politycznym, emocjonalnym i ekonomicznym. Czynnik polityczny to trwałość i integralność województwa lubuskiego. Czynnik emocjonalny to identyfikacja z własnym regionem, to rozbudzenie patriotyzmu lubuskiego i dumy z własnej historii. Czynnik ekonomiczny to wspólnota interesów powstała w efekcie zderzenia naszego położenia geograficznego z globalnymi procesami gospodarczymi.

Józef Grzelak (Polskie Towarzystwo Ekonomiczne) – Pamiętam napięcie towarzyszące wydarzeniom z 1998 r. Wtedy decydowano o liczbie nowych województw. W Katowicach pani Zyta-Gilowska z mównicy wołała do trzystu osób siedzących na sali: „Co to takiego Lubuszanin, pokażcie mi choć jednego!”. Muszę powiedzieć, że wtedy wstałem i powiedziałem z dumą - „Ja jestem Lubuszaninem”.

Dziś artykuł pana Woźniaka odbieram jako zapowiedź kontynuacji województwa lubuskiego. Mam nadzieję, że po wygranych wyborach nie będzie powrotu do idei 12 województw, pod którą podpisała się czołówka Platformy Obywatelskiej.

Krzysztof Chmielnik – Spróbujmy odpowiedzieć, czym jest tożsamość lubuska. Czy o województwie naszym wciąż pokutuje wyobrażenie typu „laski, piaski i Lębaski”? Drugie nasze pytanie dotyczy flagowych produktów lub cech regionu, dzięki którym możemy być natychmiast rozpoznawani nie tylko w Polsce. Trzecie pytanie dotyczy jakości lubuskich kadr, czyli jakości lubuskiego potencjału intelektualnego.

Józef Grzelak – Dla tożsamości lubuskiej przełomowym rokiem był rok 1998, w którym Lubuszanie jednoznacznie opowiedzieli się za powstaniem wspólnego regionu. Ludzie chcieli województwa lubuskiego, bo uważali, że jest dla nich wartością. Jeśli politycy będą potrafili przełożyć wizję wspólnego rozwoju na wizję indywidualnego rozwoju każdego Lubuszanina, to będziemy mogli spać spokojnie, bo tożsamość lubuska będzie się tylko wzmacniać. Ale jeśli politycy nie rozwiążą podstawowych problemów materialnych, jeśli nadal utrzymywać się będzie wysoka stopa bezrobocia, jeśli nadal tylu młodych ludzi będzie emigrować w poszukiwaniu pracy, to z lubuską tożsamością będzie źle, może nam się po prostu rozpłynąć.

Artur Łukasiewicz (Gazeta Wyborcza) – Pisałem już o tym w tekście opublikowanym na łamach miesięcznika Puls: jakoś nie bardzo mogę wyobrazić sobie połączenia motywacji materialnych z tożsamością. Dla mnie tożsamość wprost czerpie z korzeni, z tradycji i historii rodzinnych, czyli z długotrwałych więzi łączących ludzi. Dla mnie mówienie o tożsamości lubuskiej jest tematem zastępczym, mającym przykryć różne niedostatki. Nie zadaję pytania – czy jestem Lubuszaninem, bo jestem Polakiem, zielonogórzaninem i to mi wystarczy. Jesteśmy biednym regionem przygranicznym, a lubuskość nie jest jego najważniejszą cechą. Dlatego szalenie irytują mnie sztuczne zabiegi w rodzaju etykiet: „Śląsk lubuski”.

Krzysztof Chmielnik – Ponoć Wielkopolanie mają zwyczaj mawiać, że ludzie dzielą się na pnioki, krzoki i ptoki. Pnioki to potomkowie rodzin zasiedziałych w jednym miejscu od dziada pradziada. Krzoki to ludzie ledwie zakorzenieni, a ptoki nie przywiązują się do żadnego miejsca.

Leszek Banach (dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Zielonej Górze) – Od roku jesteśmy w Unii Europejskiej. Granice naszego państwa tracą na swej wyrazistości. Ich miejsce przejmuje tożsamość regionalna, jako jeden z podstawowych elementów identyfikacji emocjonalnej. W globalizującym się świecie nie wystarcza już identyfikacja narodowa, dziś pojawia się silne zapotrzebowanie na identyfikację z miejscem zwanym „małą ojczyzną”. To są właśnie te wielkopolskie pnioki i krzoki.

Józef Lenart (wiceprzewodniczący Organizacji Pracodawców Ziemi Lubuskiej) – Pochodzę z Podkarpacia, ale uważam się za Lubuszanina. Być może jestem dopiero krzokiem wedle wielkopolskiej typologii, ale pokochałem ten region i uważam, że tu jest moje miejsce na ziemi. Nie wiem, czy mój syn pozostanie na zawsze w Zielonej Górze. Nie wiem, czy moje wnuczki pozostaną tu na stałe. Wiem tylko, że zawsze tu będą powracać, jak do źródeł. W Europie trzeba się czymś różnić, pięknie różnić i tożsamość regionalna jest właśnie taką piękną okazją do odmienności w europejskim miksie.

Krzysztof Chmielnik – Z dotychczasowych wypowiedzi wynika, że tożsamość jest czymś przede wszystkim emocjonalnym, a mniej intelektualnym.

Prof. Czesław Osękowski (rektor-elekt Uniwersytetu Zielonogórskiego) – Najpierw nawiążę do wypowiedzi red. Łukasiewicza – termin „Śląsk lubuski” jest czymś całkowicie sztucznym, wręcz fałszywym. Mówiąc o tożsamości, powinniśmy nie tylko podkreślać wymiar historyczny, czyli nasze korzenie, ale również wymiar współczesny, łącznie z wizjami rozwoju. Tworząc wizje rozwoju, automatycznie potwierdzimy naszą identyfikację z lubuskością, bo plany snuje się tylko wobec sytuacji, która zyskuje naszą trwałą akceptację.

Henryk Maciej Woźniak – Tożsamość to nie tylko wspólnota przeszłości, ale również wspólnota przyszłości. Dziś trzeba mówić o Lubuskiej Racji Stanu, bo ludzie potrzebują drogowskazów. Lubuszanie mają prawo wiedzieć, do czego, jako region, zmierzamy, co chcemy osiągnąć, jakie są granice naszych ustępstw wobec innych regionów.

Prof. Czesław Osękowski – Mieszkańcy tzw. starych regionów, np. Wielkopolski, mają od dawna zdefiniowaną tożsamość. Nasza jeszcze do końca się nie uformowała i podlega ciągłej „obróbce”. Ale proszę zwrócić uwagę na ciekawe zjawisko. Po wojnie Warszawę zasiedlili nowi mieszkańcy. A jednak żaden z nich nie powie, że nie ma tożsamości warszawskiej, że nic go nie łączy z poprzednikami. Ciągłość historyczna została zachowana. Podobny proces ma miejsce i u nas. Być może potrwa trochę dłużej niż w Warszawie, ale efekt będzie taki sam – tożsamość lubuska przybierze dojrzałą postać.

Henryk Maciej Woźniak – Bez tożsamości lubuskiej nie będzie wspólnej historii dla Gorzowa i Zielonej Góry. Bez wspólnej tożsamości oba miasta utworzą osobne miniregiony i zaczną żyć bez punktów wspólnych. Być może Gorzów pomaszeruje do Pomorskiego, Zielona Góra do Dolnośląskiego. Bez wspólnej tożsamości nie ma mowy o przetrwaniu wspólnoty politycznej w postaci wspólnego województwa. A bez wspólnego województwa nie może być mowy o wspólnej przyszłości.

Lesław Batkowski (przewodniczący zielonogórskiej Rady Miasta) – Tomasz Florkowski twierdzi, że racja stanu może dotyczyć tylko państwa i narodu. Trudno, aby dotyczyła województwa. Rozumiem więc, że Lubuska Racja Stanu to forma prowokacji intelektualnej na potrzeby naszej dyskusji. Wracając do tożsamości lubuskiej – urodziłem się w Witnicy koło Gorzowa i, jak sięgam pamięcią - zawsze mówiłem o sobie „Lubuszanin”. Ale poza emocjami ważny jest również interes.

Gdyby Wielkopolska i Dolnośląskie były większe niż obecnie, to Poznań i Wrocław byłyby w I lidze preferencji, Gorzów i Zielona Góra spadłyby do II, a Żary, Nowa Sól i Słubice trafiłyby do III. Innymi słowy, kolejka po pieniądze i możliwości rozwoju byłaby znacznie dłuższa niż obecnie. Patrząc tylko z tego punktu widzenia, łatwiej zrozumieć, jaką dzwignią rozwoju jest posiadanie własnego województwa.

Dr Stanisław Iwan (były wojewoda lubuski) – Bardzo długo moja tożsamość orientowała się wyłącznie na były region zielonogórski, bo do Winnego Grodu sprowadziłem się dwa lata po powstaniu województwa gorzowskiego. Teraz konsekwentnie uczę się nowej optyki i złość mnie bierze, gdy słyszę prognozę pogody w rodzaju: „jutro będzie padał deszcz nad Wielkopolską oraz Gorzowem i Zieloną Górą”. Dla mnie oba te miasta tworzą Ziemię Lubuską i dlatego chcę, abyśmy byli postrzegani przez „resztę” Polski jako całość. I jeszcze jedna sprawa. Ziemia Lubuska to konglomerat wielu narodowości. Dla mnie lubuskość jest jednak ważnym elementem mojej tożsamości narodowej. Chciałbym, aby tworząca się na naszych oczach tożsamość lubuska dawała gwarancję bezpieczeństwa mojej polskości. Ta gwarancja jest ważna w kontekście rosnącej wagi regionów w Unii Europejskiej, przy jednoczesnym spadku znaczenia państw narodowych.

Konrad Stanglewicz (Radio Zachód) – Zbigniew Czarnuch w gorzowskim „Trakcie” opublikował artykuł analizujący perspektywy trwałości naszego regionu. Czarnuch zwrócił uwagę, że gdy w Gorzowie dyskutują o niemieckich korzeniach miasta, to po chwili mówią o Nowej Marchii, a w Zielonej Górze o Śląsku lubuskim. To ciekawe, jak przy pomocy historycznych narzędzi podkreśla się całkiem współczesne podziały. W tym kontekście warto przypomnieć o narzędziach wzmocnienia tożsamości lubuskiej.

Według Henryka Woźniaka, pilnie potrzebujemy regionalnego wydawnictwa społeczno-kulturalnego oraz instytucji naukowo-badawczej o roboczej nawie Instytut Lubuski. Powracając do postulatu uruchomienia regionalnego wydawnictwa – w warszawskich urzędach rodzą się projekty scentralizowania już istniejących mediów publicznych, czyli podporządkowania Radia Zachód oraz Telewizji Lubuskiej wprost Warszawie. Te pomysły zaowocują przerwaniem dialogu Lubuszan o własnych sprawach.

I ostatnia sprawa. Region lubuski odczuwa dotkliwy brak pisma idei ukazującego się na terenie całego województwa. Szkoda, że większość inicjatyw podejmowanych przez Puls trafia siłą rzeczy wyłącznie do mieszkańców Zielonej Góry. Być może władze samorządowe powinny rozważyć możliwość dotowania Pulsu, aby umożliwić kontakt z jego publikacjami czytelnikom z całego województwa.

Józef Grzelak – Najważniejszym elementem Lubuskiej Racji Stanu jest utrzymanie wojewódzkiego statusu. Bez województwa na dłuższą metę nie utrzymamy wspólnoty lubuskiej. Z tej perspektywy zaniepokoił mnie jeden z akapitów w artykule Henryka Woźniaka. Otóż autor napisał, że najbardziej pożądanym modelem jest dwustopniowy podział administracji samorządowej: wojewódzki i gminny. Z tego zapisu wynika zgoda autora na likwidację powiatów.

Dr Stanisław Iwan – Jestem członkiem zespołu pracującego z Henrykiem Woźniakiem nad dokumentem programowym „Lubuska Racja Stanu” i pamiętam, że już podczas warsztatów zgłosiłem protest przeciwko koncepcji likwidacji powiatów, argumentując, że wówczas i tak będziemy musieli tworzyć kolejne organizmy administracyjne, choćby w postaci urzędów rejonowych. Zapisy w końcowym tekście nie przesądzają jednak o ostatecznym kształcie rozwiązań.

Krzysztof Chmielnik – Według psychologów o trwałości wspólnoty decyduje wspólnota przeszłości, czyli historia, oraz wspólnota celów. W tym momencie warto przypomnieć moje drugie pytanie – co może być naszym regionalnym okrętem flagowym. Co jest lub powinno być naszym wspólnym celem?

Józef Grzelak – Otaczają nas ośrodki miejskie o bardzo dużej dynamice rozwoju. Koncentracja kapitału w Szczecinie, Poznaniu i we Wrocławiu może skutkować przestawieniem Lubuskiego na tory jeszcze wolniejszego rozwoju. Tak się nie stanie, jeśli będziemy mówić i pisać po polsku, ale myśleć po europejsku. To dlatego istotną cechą naszej Racji Stanu musi być otwartość, bo tylko dzięki otwartości zdołamy nawiązać owocny dialog z kulturą i gospodarką europejską.

Konrad Stanglewicz – A nie boi się Pan, że Lubuskie będzie tylko pasem tranzytowym dla strumienia ludzi i towarów podążających ze Wschodu na Zachód i odwrotnie?

Józef Grzelak – Nie obawiam się tego z powodu trzech „R”: renty położenia, renty unijnej i renty edukacyjnej.

Lesław Batkowski – Z materiałów dotyczących przyszłego polsko-niemieckiego Regionu Odry [PULS 6/70, 2004 r.] wynika, że metropolią i centrum tego megaregionu będzie Berlin. Powinniśmy z tego faktu wyciągnąć daleko idące wnioski i dążyć do zbudowania, przede wszystkim za unijne pieniądze, sieci nowoczesnych połączeń drogowych nie tylko z Berlinem, ale również pomiędzy Gorzowem i Zieloną Górą oraz z południem Niemiec i Europy. A wracając do postulowanego przez red. Chmielnika lubuskiego produktu flagowego: wydaje mi się, że na wielkie inwestycje przemysłowe nie mamy już co liczyć i dlatego najważniejszą naszą gałęzią „produkcji” powinna być nauka i Uniwersytet oraz ośrodki badawczo-rozwojowe...

Konrad Stanglewicz – ...których nie mamy.

Lesław Batkowski – Nie mamy, a pilnie potrzebujemy. Przecież naszą specjalnością mogą się stać produkty elektroniczne, mechanika precyzyjna, biotechnologie. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi mi o branżę hi-tech. Ale dziś najważniejsza jest droga szybkiego ruchu łącząca Szczecin z Gorzowem, z Zieloną Górą i prowadząca dalej na południe Polski. Wojewódzka Strategia Rozwoju przygotowana przez Urząd Marszałkowski pierwotnie przewidywała, że trasa ta będzie miała dwie jezdnie tylko do Sulechowa. Dopiero oddolne, obywatelskie naciski spowodowały, że do planów trafił drugi pas i w efekcie nasze Lubuskie Trójmiasto: Sulechów, Zielona Góra i Nowa Sól - skomunikowane zostaną dwujezdniową trasą. Teraz musimy stworzyć silne lobby, aby termin oddania tej inwestycji został wyznaczony najpóźniej na 2010 r., zamiast na 2015 czy jeszcze później.

Krzysztof Chmielnik – Budowa trasy Gorzów–Zielona Góra to jeden z najbardziej oczywistych celów Lubuskiej Racji Stanu. Czy kolejny cel powinien dotyczyć integracji obu lubuskich środowisk akademickich?

Konrad Stanglewicz – Z badań prof. Krzysztofa Dzieńdziury wynika, że województwo lubuskie ma najniższy wskaźnik wykształcenia obywateli i najmniejszą liczbę studiujących w Polsce.

Prof. Czesław Osękowski – Integracja obu lubuskich środowisk jest możliwa. Przecież niektóre gorzowskie szkoły mogą wejść w struktury Uniwersytetu Zielonogórskiego. Gdyby np. gorzowski AWF zechciał zintegrować się z UZ, to wówczas Uniwersytet wzbogaciłby się o biologów i chemików, dzięki którym można by uruchomić kolejne kierunki nauczania. Jako region przegapiliśmy na początku lat 90. powstanie Colegium Pollonicum w Słubicach. Nikt nie zabiegał w Zielonej Górze i w Gorzowie o współpracę z Viadriną i tu Poznań wykazał większą dojrzałość.

Konrad Stanglewicz – Mam pytanie do prof. Osękowskiego i Henryka Woźniaka: czy Gorzów powinien myśleć o powołaniu własnego uniwersytetu, czy też Gorzów i Zielona Góra powinny stworzyć wspólną uczelnię?

Prof. Czesław Osękowski – Jeśli gorzowskie środowisko naukowe oraz władze Gorzowa zdołają doprowadzić do powstania kolejnego uniwersytetu, to fakt ten będę interpretował jako bardzo korzystny dla całego regionu.

Henryk Woźniak – Pytanie o lubuski okręt flagowy to w istocie pytanie o słabe i mocne strony województwa, w tym o zasoby kapitałowe i o jakość zasobów ludzkich. Tych pierwszych nie mamy. Kapitał trzeba zdobyć. Zwłaszcza kapitał innowacyjny, bo cóż nam po kapitale, który wybuduje fabrykę oferującą prostą pracę, typu wiązanie drutów elektrycznych lub zbijanie palet. Dziś halę fabryczną stawia się w trzy miesiące, a rozbiera w tydzień. Dlatego powinniśmy zabiegać o kapitał, który sprowadzi w region technologie innowacyjne.

Nawiązując do pytania red. Stanglewicza - co nam po powstaniu kilku kolejnych uczelni w regionie, kiedy nadal nie wiemy, czego miałyby uczyć. Przeszłość w tożsamości lubuskiej to my już zdefiniowaliśmy, prawdziwy problem mamy z przyszłością. Wciąż nie potrafimy wykazać młodym ludziom: dlaczego warto wiązać swoją przyszłość z regionem lubuskim.

Leszek Banach – Trudno oprzeć przyszłość regionu o jeden produkt, a przecież prawie 50% Ziemi Lubuskiej to lasy. Z tego faktu trzeba wyciągną dwa wnioski. Mamy duży potencjał turystyczny, choćby w postaci 2 tys. ha ścisłych rezerwatów przyrody – to jeden produkt regionalny, a kolejny to głęboko przetworzone produkty drzewne. W najbliższym czasie będziemy świadkami dużej koncentracji kapitału w branży drzewnej, a jej efektem będzie odejście od prostej produkcji palet na rzecz produkcji szlachetnej. Przykładem może być produkcja drewnianej galanterii ogrodowej. Lubuskie firmy już teraz kontrolują kilka procent zachodniego rynku w tej dziedzinie.

Konrad Stanglewicz – Jednak z badań socjologicznych jednoznacznie wynika, że Lubuszanie najbardziej krytycznie w Polsce oceniają jakość swojego życia. Na pocieszenie dodam, że badania prof. Izdebskiego wskazują z kolei, że Lubuszanie są najbardziej zadowoleni ze swego życia seksualnego.

Krzysztof Chmielnik – I tą przewrotną pointą skończymy naszą debatę. Dziękuję wszystkim uczestnikom za interesujące wypowiedzi, a zielonogórskiej spółce Diament za pomoc okazaną przy organizacji debaty.

Wybór i opracowanie: Piotr Maksymczak
Wypowiedzi nieautoryzowane

Oświadczenie: Lubuski Consensus

Jako uczestnicy debaty poświęconej Lubuskiej Racji Stanu wyrażamy przekonanie o konieczności osiągnięcia zgody społecznej wokół najważniejszych dla regionu spraw. Zgoda ta powinna być wolna od politycznych różnic i partykularnych interesów. Uważamy, że podstawą sukcesu województwa lubuskiego w przestrzeni europejskiej będzie:

  • Przetrwanie: powinniśmy dążyć do zachowania integralności regionu i przeciwdziałać próbom jego podziału.
  • Rozwój gospodarki: powinniśmy tworzyć niezależność ekonomiczną regionu oraz wspierać przedsiębiorczość na poziomie lokalnym i regionalnym.
  • Szkolnictwo wyższe: powinniśmy dążyć do integracji środowisk akademickich Gorzowa i Zielonej Góry oraz wspierać powstanie społeczeństwa informatycznego.
  • Tożsamość lubuska: powinniśmy promować i wspierać lubuskich twórców kultury oraz chronić wspólne dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze.
  • Otwarcie na Europę: powinniśmy wykorzystać bliskość Berlina i Niemiec, jako bramy do Europy, poprzez organizację wspólnych przedsięwzięć gospodarczych i kulturalnych.

Podpisali:
Maciej Henryk Woźniak – wiceprzewodniczący Samorządu Województwa Lubuskiego,
Józef Lenart – wiceprzewodniczący Organizacji Pracodawców Ziemi Lubuskiej,
prof. Czesław Osękowski – rektor-elekt Uniwersytetu Zielonogórskiego,
dr Stanisław Iwan – były wojewoda lubuski,
Józef Grzelak – Polskie Towarzystwo Ekonomiczne,
Lesław Batkowski – przewodniczący zielonogórskiej Rady Miasta,
Leszek Banach – dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Zielonej Górze


Zielona Góra, 28.04.2005 r.
{moscomment}
 
Debaty o przyszłoœci
Debaty o przyszłoœci