Komputerowe sznurki Drukuj Email
Redaktor: Katarzyna Maksymczak   

Rozpoczynałem od zera – mówi Henryk Sypniewski, właściciel jednoosobowej firmy i spółki z o.o. noszącej nazwę od jego nazwiska. Miałem wiertarkę i podręczne narzędzia z samochodu. Dziś firmą zarządzam przy pomocy programu komputerowego, który sam stworzyłem.

Henryk Sypniewski: umysł ścisły, inżynierski, praktyk aż do bólu. Mówi o sobie: - Jestem człowiekiem działającym szybko, może trochę ryzykownie, żona to tonuje i wychodzi środek.

Halina Sypniewska: zrównoważona, dokładna, z sercem. Prowadzi finanse firmy. Kiedy mąż opowiada o wydarzeniach sprzed lat, zatrzymuje go i spokojnym tonem wtrąca: Heniu, to było znacznie wcześniej...

Ich dzieci: Grzegorz, Dorota, Paweł.

Najstarszy syn od 2000 r. kieruje spółką „Sypniewski”. Rodzina nie miała wątpliwości, czy właśnie Grzegorzowi powierzyć tę odpowiedzialną funkcję. Produkcję plastykowych obudów dla tablic licznikowych i rozdzielczych zorganizował od zera. Wcześniej, przez ponad piętnaście lat, firma ojca specjalizowała się w produkcji skrzynek metalowych dla energetyki, a od siedmiu już produkuje elementy z obu materiałów. Grzegorz chciał jednak zbudować oddzielną spółkę zajmująca się produkcją z tworzyw sztucznych. Rodzice w pomyśle syna dostrzegli głębszy sens. Przedyskutowali w domowym gronie i wspólnie podjęli decyzję: podzielimy produkcję na dwie firmy. I tak zrobili. Dziś w spółce, z Grzegorzem pracuje jego żona.

Córka Dorota skończyła studia ekonomiczne. Razem z mamą prowadzi finanse w firmie ojca. Podczas rozmowy wchodzi do gabinetu, podsuwa dokumenty pod nos ojca. Henryk Sypniewski nie czyta tylko od razu podpisuje. Ma zaufanie do córki.

Michał, mąż Doroty, też tu pracuje. Ma odpowiedzialną funkcję – kierownik działu produkcji. Wcześniej pracował w firmie handlowej. U Sypniewskich roboty jest znacznie więcej i często zostaje do późna. Ale tu czuje, że jest u siebie.

Najmłodszy Paweł w tym roku skończy studia. - Miejsce dla syna już jest – z dumą mówi senior. – A skąd Pan wie, że przyjdzie do firmy rodzinnej? - Na razie nic nie wiemy o jego innych planach. Za to Paweł od dawna zna nasze plany, ale jeśli będzie chciał działać w innej branży, to nic nie stoi na przeszkodzie. Proszę bardzo, droga wolna.

Przeszłość – lata 80.

Senior Sypniewski zaczynał jako rzemieślnik w Sulechowie. Pracował sam. Jak było więcej zamówień, prosił kolegę o pomoc. Żona pracowała w banku. Wkrótce przenieśli się pod Zieloną Górę, do Chynowa. Wtedy postawili pierwszą własną halę – 200 m kw.

Rozpoczynając działalność rzemieślniczą, przyjęliśmy następującą zasadę – opowiada Halina Sypniewska - jeśli zrobimy wszystko, żeby rozwijała się firma, to i nasza rodzina będzie dobrze żyła. Jak zaplanowali, tak zrobili. Nie liczył się dom, meble, telewizor i remonty. Nie liczyła się konsumpcja. Przez wiele lat nie myśleli o tym, by pojechać gdzieś na urlop. Wszystkie zyski przeznaczali na inwestycje. W firmę pakowali swój najlepszy czas i zarobione pieniądze. Ale rozbudowywali się stopniowo: - Pamiętam, jak wybuchły pierwsze strajki. Wokół stawała produkcja, a my rozbudowywaliśmy właśnie halę, bo było nam za ciasno. Rosła ilość zamówień, stopniowo zatrudnialiśmy coraz więcej ludzi.

Wczesny kapitalizm

Na początku wciąż trudno było o materiały. Po każdą śrubkę musieli jechać do producenta lub hurtownika. Co prawda istniały już spedycje pocztowe, ale nikomu nie było po drodze, by zapakować towar w paczkę i wysłać klientowi. Senior Sypniewski nie miał wyjścia. Sam wsiadał do samochodu i jeździł „z kolędą” po kraju.

- Jak nastał kapitalizm, życie od razu nabrało innego wymiaru. Pojawiła się możliwość dynamicznego rozwoju, bo uzyskałem dostęp do nowych technologii, wiedzy oraz maszyn – wspomina z nostalgią Henryk Sypniewski. Wszystko było prawie pod ręką.

W tym samym czasie firma Sypniewskiego budowała dział marketingu i, jak mówi senior: zaczęła stosować nowoczesne metody pozyskiwania klientów i kreowania wizerunku firmy. Nie żałowali pieniędzy na promocje, pokazy, udział w branżowych imprezach targowych. Osobiście docierali do projektantów, by już na wstępnym etapie mieć zaklepane, że to ich elementy trafią na plac budowy.

W 1998 r. przyszedł czas na uzbrojenie zakładu w sprzęt najnowszej generacji. Rodzina postawiła na nowoczesne maszyny cyfrowe. Kosztowały sporo. Za dwa automaty dali 1,5 mln zł. Ale dzięki nim są elastyczni. Robią obudowy metalowe z blachy stalowej, aluminiowej oraz z tworzywa sztucznego. Wielkości różne – pod zamówienia klienta. Sprzęt pozwala również na produkcję złączy kablowych, rozdzielni i tablic elektrycznych, a nawet pulpitów sterowniczych i szaf komputerowych. Właściwie wszystkiego, co wiąże się z przyłączami energetycznymi. Hale produkcyjne zajmują dziś około 5 tys. m kw. Pracuje w nich 120 osób.

Współczesność

Pojawiły się zlecenia z Zachodu. Spółka wykonuje na rzecz zachodniego koncernu ABB obudowy. Robotę mają też od dwóch innych firm niemieckich. Dla przemysłu samochodowego robią kłonice na samochody ciężarowe. Zadanie zleciła firma (z kapitałem niemieckim) z Kożuchowa. Unowocześniona lakiernia przygotowuje powierzchnię z fosforanowaniem cynkowym, a robot spawalniczy dokańcza zadanie.

Henryk Sypniewski: - Wyroby z tworzywa sztucznego mamy w swoim portfelu już od siedmiu lat. Znalazłem niszę rynkową, ale od 1998 zaczęło się pojawiać sporo konkurencji – polskiej i zachodniej. W kraju są cztery znaczące firmy w naszej branży, właściwie na tym samym poziomie, co nasza.

Choć w Lubuskiem nie ma innego producenta, niewiele to zmienia. Problem odległości i czasu dostarczenia produktu nie istnieje. Jak firma Sypniewskiego zdobywa klientów? Wygrywa przetargi i prowadzi działania marketingowe. - Wystawiamy się na typowo specjalistycznych targach związanych z energetyką: w Bielsku-Białej, Gdańsku Katowicach i Warszawie. W Zielonej Górze nie, bo tu mamy klientów w zasięgu ręki.

- Obecność na targach jest ważna – dowodzi Halina Sypniewska. Z kontrahentami zachodnimi to nie jest tak, że dziś przychodzą, a od jutra mamy zlecenia. Oni najpierw penetrują rynek, potem wybierają i dopiero wtedy zaczynają rozmowy. Od tego momentu do pierwszego zamówienia mija czasem kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. Pół roku negocjacji to krótki okres.

Zanim przyjdzie Unia

Za kilka lat trafimy do Unii. Dla Haliny Sypniewskiej perspektywa unijna ma mgliste kontury: - Nie jest tak, że się niczego nie obawiam, bo choć o Unii sporo wiem, to jednak nie jestem w stanie wszystkiego przewidzieć.

Senior Sypniewski jest większym optymistą. Choć prorokuje zalanie polskiego rynku wysoką falą unijnych towarów. Jego branża powinna jednak się obronić, bo tworzą ją firmy zatrudniające maksimum 150 osób. Większych w Polsce nie ma. A w Unii są i mali, i kolosy. Widać dla wszystkich starcza miejsca.

Pewność jutra u polskich producentem jest tak duża, że żaden z nich nie występuje z propozycją konsolidacji kapitałów. Uważają, że są mocni. To hurtownie szukają wspólnego mianownika. Firma rodziny Sypniewskich jest przygotowana do walki z unijną konkurencją. Ma nowoczesne maszyny, opanowaną produkcję, wyszkoloną załogę. Przygotowuje się do norm unijnych, oprócz tego wdraża procedury ISO.

- Mamy porządek organizacyjny i zarządzanie firmą poprzez system komputerowy - mówi z dumą Henryk Sypniewski. - Nawet sam go stworzyłem. W ogóle nie znam się na informatyce, za to na organizacji pracy. Program komputerowy powstał przy udziale firmy Salbit, pod okiem pana Waldemara Seleniaka. To moduł sieciowy, pasujący do każdej branży niezależnie od ilości stanowisk. Podobne programy - zarządzające produkcją - są na rynku, tylko prawie siedem razy droższe. Mój jest tani, a posługuję się nim pociągając za komputerowe sznurki.

Senior Sypniewski sprawdzał, jak koledzy z innych branż prowadzą swoje firmy. Okazało się, że większość nie korzysta z programów zarządzających produkcją. - Muszę ich przekonać, że są nieszczęśliwi, prowadząc swoje firmy bez pomocy komputerowego zarządzania, bo oni jeszcze o tym nie wiedzą. Jak zobaczą program, będą wiedzieli, ile czasu marnują i ile mogą zaoszczędzić pieniędzy.

Katarzyna Maksymczak
PULS nr 51, listopad 2002

{moscomment}
 
Debaty o przyszłoœci
Debaty o przyszłoœci