Elektroniczne mapy RECTORA Drukuj Email
Redaktor: Katarzyna Maksymczak   

Mirosław Tworek, dyrektor generalny zielonogórskiej spółki RECTOR, z entuzjazmem opowiada o udziale firmy w międzynarodowym przedsięwzięciu. RECTOR, jako jedyna firma z Europy Środkowo-Wschodniej, został zaproszony przez francuskich partnerów do wspólnego projektu, w którym weźmie udział 12 przedsiębiorstw, z 11 europejskich krajów.


Marek Michalski, właściciel

Beneficjentem projektu jest największy na świecie producent samolotów Airbus. To właśnie na jego rzecz pracować będą specjaliści z europejskich państw. Zadanie zielonogórskiej spółki polegać będzie na: przygotowaniu programu informatycznego, który pozwoli na skanowanie istniejących schematów instalacji elektrycznych w samolotach, na przechowywaniu i przetwarzaniu informacji oraz na przygotowaniu oprogramowania do testowania nowych instalacji.

Dyrektor przyznaje, że w tym przedsięwzięciu nie dochody są najistotniejsze, lecz zaprezentowanie spółki na europejskim rynku. Tym bardziej, że przy jednym zadaniu można nawiązać kontakty z wieloma przedsiębiorstwami.

Natomiast Marek Kurzawa, współwłaściciel firmy, patrzy na „lotnicze” zadanie również z innej strony: - Rozmawiamy z partnerami już siedem miesięcy. Pracy jeszcze nie rozpoczęliśmy, ale rozmawiamy, ustalamy, podpisujemy umowy. Amerykanie w tym czasie pewnie wykonaliby całe zadanie. My, Europejczycy, projekt będziemy realizowali przez dwa lata. Nie wiem, jak będzie wyglądała współpraca dwunastu firm, być może jakoś się uda. Potem przez trzy kolejne lata będziemy rozliczać projekt. Więcej w tym biurokracji, niż konkretnej roboty.

M. Kurzawa ze smutkiem dodaje, że budując takie modele współpracy, nigdy nie dogonimy Ameryki. Wszyscy podkreślają: Unia jest nieruchawa, biurokratyczna i skostniała, ale nadal brniemy w tym kierunku. Zapisy Strategii Lizbońskiej, która pokazuje, jak dorównać prężnie rozwijającej się Ameryce, zdadzą się na nic. Zresztą, upraszczając, wygląda na to, że biurokraci przed południem wymyślają projekty, jak ten opisany powyżej, a po południu debatują, tworzą kolejne dokumenty, aby zmienić to, co wymyślili z rana.

RECTOR przystąpił do projektu, bo musi funkcjonować na takim rynku, jaki jest. A odbiurokratyzowaniem powinien zająć się ktoś inny.


Marek Kurzawa, właściciel

Właściciel spółki na polskim rynku widzi więcej elementów, które do siebie kiepsko pasują. Podaje przykład polskich uczelni. Dotąd finansowane z budżetu państwa, właściwie nie zabiegały o inne źródła wpływów, nie szukały też partnerów w przemyśle. Były królestwem dla siebie wystarczalnym. Kiedy zabrakło funduszy, zaczynają przyglądać się istniejącym obok nich przedsiębiorstwom. Ale biurokratyczne struktury szkół wyższych, nijak się mają do rynkowych reguł gry: zarówno teraz, jak i 10 lat temu, kiedy powstawała spółka RECTOR.

Nam się udało

Marek Kurzawa na początku lat 90. zatrudniony był w zielonogórskiej Wyższej Szkole Inżynierskiej jako pracownik naukowy. Z wykształcenia energetyk, zajmował się zastosowaniami informatyki. W tamtych latach amerykańska firma Inter Graff szukała kontaktu, by wprowadzić na polski rynek zachodnie technologie wraz ze swoimi produktami. Specjalistów znających problem słusznie szukali m.in. na zielonogórskiej uczelni. Propozycją współpracy z Amerykanami zainteresował się dr Kurzawa. Niemal przy pierwszym kontakcie okazało się, że uczelnia z wielu organizacyjnych i prawnych powodów nie była przygotowana na współpracę z komercyjną i w dodatku amerykańską firmą. Jedynym wyjściem, by móc współpracować z zagranicznym podmiotem, uczyć się od nich i wprowadzać nowoczesne technologie na polski rynek, było założenie własnej firmy. Marek Kurzawa szybko znalazł partnera – Marka Michalskiego, którego znał z uczelni. Znał również i ufał jego umiejętnościom informatycznym.

Przez pierwsze miesiące firma miała siedzibę w małym pokoju na terenie Wyższej Szkoły Inżynierskiej, a pracowali dla niej na umowę-zlecenie uczelniani asystenci. Obaj partnerzy: Marek Kurzawa i Marek Michalski (współwłaściciele RECTORA) już od początku istnienia firmy interesowali się sieciowym zarządzaniem majątkiem, a w tym systemem GIS.

M. Kurzawa wyjaśnia, że około 80% wszelkich informacji jest związanych z miejscem, mają konkretne położenie geograficzne. Podaje przykład: firma handlowa musi wiedzieć, jakie jest zagęszczenie ludności na wybranym terenie, jakie dochody mają mieszkańcy itp. I dopiero wtedy podejmuje decyzję o budowie marketu. Podobnie w energetyce, telekomunikacji, wodociągach, sieciach gazowych. Tutaj niezbędna jest znajomość usytuowania sieci w terenie, by w razie potrzeby szybko znaleźć miejsce awarii.

RECTOR jest liderem usług na polskim rynku dla tzw. przedsiębiorstw sieciowych. Energetyka pierwsza zaczęła korzystać z nowych technologii i wprowadzać u siebie systemy informatyczne. Dlatego dziś komputery mogą nam wystawiać rachunki, sterować sieciami i wskazywać miejsca awarii. Właśnie z firmami energetycznymi RECTOR zawarł pierwsze umowy i dla nich przygotował informatyczne systemy zarządzania majątkiem sieciowym. Dzięki temu wszystkie informacje potrzebne do funkcjonowania zakładów energetycy widzą na ekranie komputera. Oprócz informacji przestrzennej program tworzy prognozy i raporty.

- Tak się szczęśliwie złożyło, że energetycy byli przygotowani do wprowadzenia u siebie systemów GIS, kiedy nasza firma rozpoczynała działalność – opowiada M. Kurzawa. W dodatku, niemal w tym samym czasie, pojawił się amerykański Inter Graff ze swoimi technologiami. Tak to bywa - niekiedy właściwi ludzie spotkają się we właściwym miejscu. Nam się to udało.

RECTOR ma dziś w swoim portfelu sporo firm. Współpracuje m.in. ze spółką ENION, jedną trzecią grypy ENERGA, czyli zakładami energetycznymi w Olsztynie, Elblągu, Koszalinie, jak również z zakładami w Warszawie i Łodzi. Wykonuje także zadania dla dolnośląskiej firmy telekomunikacyjnej DIALOG oraz dla Komunalnego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Bydgoszczy.


Mirosław Tworek, Dyrektor Generalny

System GIS, czyli komputerowy zapis tego, co się dzieje w terenie, niezbędny jest niemal w każdej dziedzinie życia. Standardem w Zachodniej Europie są elektroniczne mapy zagospodarowania przestrzennego, które ma każda gmina. Dzięki nim, jeśli obywatel lub firma są zainteresowani kupnem ziemi bądź nieruchomości, wszystkie formalności, niezbędne zezwolenia na budowę, mogą załatwić w jednym miejscu. W Polsce nadal czeka ich cierniowa droga po różnych urzędach i instytucjach.

RECTOR swoje usługi zamierza zaproponować samorządom lokalnym. -Dorównamy wówczas europejskim normom obsługi klienta - mówi Mirosław Tworek.

Zanim to się wydarzy, zielonogórska spółka planuje uruchomić w tym roku Akademię GIS, by przygotować m.in. samorządowych informatyków do korzystania z dobrodziejstw systemu zarządzania majątkiem gminy. Dyrektor generalny spółki podaje przykład Urzędu Miasta Zielonej Góry, gdzie już istnieje, przynajmniej cząstkowy, system GIS. Nawet na stronie internetowej miasta można obejrzeć tereny inwestycyjne „z lotu ptaka”. Docelowo system powinien tak pracować, by w komputerach lubuskich gmin można było odczytać wszelkie informacje dotyczące zagospodarowania przestrzennego, łącznie z informacją o możliwościach podłączenia się do sieci wodociągowej, kanalizacyjnej, gazowej, energetycznej, telefonicznej, jak i wiele innych danych dotyczących różnych dziedzin życia.

Nie dla idei

Zielonogórska firma, oprócz szkoleń dla informatyków samorządowych, przygotowuje rozszerzenie współpracy z Uniwersytetem Zielonogórskim. Marek Kurzawa od lat prowadzi zajęcia na uczelni. Mówi studentom o systemach GIS, niektóre zajęcia odbywają się na terenie firmy. Ponadto zaprasza swoich słuchaczy na praktyki. Jak twierdzi - UZ finansowo i organizacyjnie nadal nie nadąża za przemysłem. Uczelni w wielu dziedzinach brakuje nowoczesnego oprzyrządowania, często studenci nie mają dostępu do fachowej literatury, a oprogramowanie, którego używają lubuskie przedsiębiorstwa, jest na dużo wyższym poziomie.

- Dla wielu firm atrakcyjność współpracy z Uniwersytetem, za wyjątkiem specyficznych działań, jest taka sobie – twierdzi Marek Kurzawa. Ale firma RECTOR zamierza uruchomić laboratorium, sfinansować jego wyposażenie, by zajęcia z zakresu systemów GIS mogły odbywać się na uczelni. Właściciele spółki twierdzą, że Uniwersytet Zielonogórski nie ma na to pieniędzy, a laboratorium jest dla RECTORA wbrew pozorom komercyjnym przedsięwzięciem. Chcą mieć dobrze przygotowanych pracowników, a im lepiej ich wykształcą, tym mniej roboty będą mieli z przygotowaniem absolwentów UZ w swojej firmie.

- Niektóre badania, mniejszym kosztem niż w firmie, można zrobić pod szyldem ćwiczeń laboratoryjnych czy prac dyplomowych na uczelni – dodaje Marek Kurzawa. Taka jest nasza idea. Ponadto wiedza, która jest niezbędna do stosowania systemów GIS, rozprzestrzeni się znacznie szybciej. Im więcej ludzi będzie się systemem posługiwało, tym łatwiej wejdziemy z nową technologią do różnych dziedzin.

Właściciel firmy przytoczył przykład korporacji IBM, która przed laty rozdawała, za darmo, swoje komputery różnym uczelniom. W rezultacie absolwenci nauczyli się ich obsługi, później zajęli kierownicze pozycje w przedsiębiorstwach, a za nimi przyszły komputery IBM. Sukces murowany.

Katarzyna Maksymczak
PULS nr 78, luty 2005

{moscomment}
 
Debaty o przyszłoœci
Debaty o przyszłoœci