Wiązanie sznurówek Drukuj Email
Redaktor: Katarzyna Maksymczak   

Dziesięć lat temu rozstali się w gniewie. Teraz wracają, ale ostrożnie. Nie kochamy się - potwierdza Eugeniusz Garbera, prezes zielonogórskiej spółki BEST, ale to nieprawda, że dwóch Polaków nie może się dogadać. Łączymy kapitały, by wzmocnić siły przed przystąpieniem do Unii Europejskiej. Inaczej firmy zachodnie nas wytną.

Zaczynali razem. Zaraz po studiach założyli firmę. Szybko się okazało, że mają różne wizje i każdy poszedł własną drogą. Konkurowali ze sobą ostro. To była wojna. Chcieli się nawet zniszczyć. Początkowo taka zawziętość przynosiła zyski. Zdobywali rynek z podwójną motywacją - muszę rozwijać firmę i - pokażę, że jestem lepszy. Wreszcie obaj dostrzegli, że ciągłe obniżanie cen prowadzi donikąd. Przecież spółka BEST musi mieć 170 tys. zł miesięcznie na płace, nie mówiąc o innych kosztach. - Po połączeniu będziemy największą firmą w Polsce, ale teraz proszę nie pisać, o kogo tu chodzi - namawia Eugeniusz Garbera, prezes spółki BEST.

12 lat temu Eugeniusz Garbera był handlowcem, kierowcą, sekretarką i sprzątaczką w maleńkiej, ale własnej firmie. Dziś daje pracę ponad stu ludziom. Firma BEST jest obecna od Szczecina po Wałbrzych. Prezes konsekwentnie budował oddziały w większych miastach, by przedstawiciele handlowi firmy mieli bliżej do klienta.

Bezpieczeństwo za grosze

Na początku BEST zajmował się wyłącznie dystrybucją odzieży roboczej i ochronnej. Teraz jeszcze samodzielnie szyje, robi na zamówienie nadruki na ubraniach zgodnie z wymaganiami klienta. Dziś firmy coraz częściej dbają o wygląd zewnętrzny pracowników, zwłaszcza tych pracujących „na oczach” klientów. Wraca powiedzenie „jak cię widzą, tak cię piszą”.

Prezes jest czuły na reakcje rynku. Kiedy uruchamiał szwalnię, myślał już o kolejnych usługach. Od lat sprzedaje sprzęt przeciwpożarowy. Dawno wiedział, że może świadczyć kolejną usługę - przegląd i naprawa gaśnic.

Eugeniusz Gerbera wyjaśnia: - Przepisy narzucają na właściciela firmy obowiązek posiadania sprzętu gaśniczego. Zazwyczaj strażak lub inspektor pracy sprawdza, czy na gaśnicy znajduje się kontrolka. Żaden z nich nie docieka, kto przystawił pieczątkę. Odbywa się to w następujący sposób - przychodzi człowiek i dokonuje legalizacji gaśnicy poprzez założenie naklejki. Zazwyczaj firmy zajmujące się legalizacją gaśnic nie posiadają własnego warsztatu albo ich firmy mieszczą się w garażu bez specjalistycznego sprzętu. Oczywiście, usługi firm garażowych są tanie, bo klepią młotkiem na kowadle, a proszek przesypują przez sito. Nie robią właściwego przeglądu, a jeśli już - to bez jakichkolwiek gwarancji.

Garbera opowiada o inwestowaniu w zakład legalizacji gaśnic. Wyposażenie kosztowało około 300 tys. zł. Wie, że włożone pieniądze zwrócą się nie wcześniej niż za 7 lat. Warto było? - Oczywiście - potwierdza. Wkrótce będziemy w Unii. Skończy się proceder przystawiania pieczątek bez porządnej kontroli. Żadna firma ubezpieczeniowa nie ubezpieczy obiektów bez właściwych zabezpieczeń. W przypadku pożaru na pewno będą sprawdzać, czy urządzenia gaśnicze były sprawne i przez kogo legalizowane.

- Zakupiliśmy najnowocześniejsze maszyny niemieckiej firmy Branschutz i ubezpieczyliśmy swoje usługi od następstw złego wykonania pracy. Klient za naszą źle wykonaną pracę otrzyma odszkodowanie. Możemy mieć wyższe ceny za legalizację sprzętu, ale dajemy gwarancję. To jest nasza inwestycja w przyszłość. Podobnie jak ISO - dodaje.

Brak prostej pracy

Właściwie to klienci upominali się o serwis sprzętu gaśniczego. Podobnie było z zakładem pracy chronionej. Coraz częściej pytali, czy BEST daje odpisy na PEFRON. Nie? Szkoda, i odchodzili do konkurencji. Prezes przyznaje, że nie mieli wyjścia. Wydawało się, że stoją mocno na rynku, a tu nagle tracą klientów, bo nie dają odpisów. Garbera nie ukrywa: utworzył zakład pracy chronionej, by nie wypaść z rynku. Odpisy są wysokie. - Za złotówkę naszej pracy klient w zasadzie płaci 50 groszy - twierdzi.

W Polsce firmy zatrudniające powyżej 25 pracowników, a jednocześnie nie mające wśród załogi 7% osób niepełnosprawnych, muszą odprowadzać składkę na PEFRON. Jeśli nie zatrudniają niepełnosprawnych, a zakupią produkt, np. odzież roboczą, w zakładzie pracy chronionej, to otrzymują odpis na PEFRON od tego zakładu. Wówczas nie odprowadzają parapodatku na fundusz dla niepełnosprawnych. Firmy budowlane i wiele innych skrzętnie z tego zapisu korzysta.

Chcą odpisy? Niech mają - pomyślał prezes i tak zrobił. Wtedy właśnie powstała szwalnia. Zatrudnił osoby niepełnosprawne i posadził przy maszynach. Zakład wciąż się rozwija. Nawet dziś ma wakaty. Chętnie przyjmie do pracy osoby z grupą inwalidzką. Szef spółki denerwuje się na urzędników ministerialnych, którzy przebąkują o ograniczeniu miejsc pracy dla niepełnosprawnych. Nie po to przecież otwierał zakład, przystosowywał specjalnie pod potrzeby osób upośledzonych, by dziś zamykać.

- Nie dzielę ludzi na sprawnych i mniej sprawnych, ale na tych, co chcą i co nie chcą pracować - wykłada Eugeniusz Garbera. Skończyło się zapotrzebowanie na prostą pracę. Teraz potrzeba umiejętności i sporego zaangażowania.

Prezes twierdzi, że nikt nie uczy młodych ludzi, jak szukać pracy, jak zaprezentować swoje umiejętności. Po anonsie w prasie czasem dzwonią mamy lub babcie w sprawie swoich dzieci i wnuków. Garbera z góry ich przekreśla za brak samodzielności. Złości się, że często absolwenci uczelni i szkół średnich przychodzą pytać o pracę bez CV, a to według niego podstawa do pierwszej rozmowy. Na pytania o pracę w biurze przy papierkach, a tych jest sporo, odpowiada: - u mnie w biurze przy papierkach pracuje tylko sprzątaczka.

Od kilku miesięcy wisi w Urzędzie Pracy i na trzech wydziałach Uniwersytetu Zielonogórskiego oferta pracy BESTu dla absolwenta po marketingu. Wymagania: umiejętność obsługi komputera, prawo jazdy, znajomość języka angielskiego. Nie zgłosił się jeszcze nikt. Jest czy nie ma bezrobocia? - pyta retorycznie prezes.

Ani kroku do tyłu

BEST zatrudnia samych fachowców. Garbera przyznaje, że sam nie panuje nad oferowanym asortymentem. Ma od tego specjalistów. Mówi, że jeśli ktoś sądzi, że BHP to rękawiczki, gaz i gumowce, to jest w błędzie. - Takie produkty potrafi sprzedać każdy - twierdzi prezes. - My mamy 1500 rodzajów asortymentu. Jeśli człowiek przyjdzie i powie, że musi wejść do studzienki kanalizacyjnej, a ktoś mu sprzeda maskę przeciwpyłową zamiast gazowej, naraża klienta na niebezpieczeństwo. U nas to się nie zdarza.

Garbera mówi, że znalazł niszę. Obsługuje klientów kompleksowo. Może dlatego od 12 lat każdy rok dla przedsiębiorstwa jest lepszy. Mimo kryzysu po 6 miesiącach tego roku firma odnotowała prawie 8% wzrost sprzedaży. Zasada jest taka: ani kroku do tyłu - twierdzi prezes. Kilka miesięcy temu BEST otworzył oddział w Świdnicy. Teraz przymierza się do Szczecina, choć kłopoty stoczni opóźniają decyzję.

BEST cały czas utrzymuje bardzo duży zapas magazynowy, by zadowolić każdego klienta:

- Detal jest bardzo istotny, bo na rynku powstało wiele małych podmiotów gospodarczych i również klient, który przyjdzie po dwa buty lub rękawice, liczy się dla firmy.

W magazynie jest wiele polskich produktów, ale coraz częściej pojawiają się importowane. Rynek rękawic zdominowany jest przez import z Azji. - Nie ma możliwości, aby w Polsce wyprodukowano dobre rękawiczki za taką cenę, za jaką można sprowadzić je z Chin czy z Pakistanu - twierdzi Garbera. Wylicza: minimalna płaca w Polsce wynosi około 120 dolarów, a z kosztami pracy wychodzi 200. W Pakistanie za miesiąc pracy ludzie dostają równowartość 8 dolarów.

- Boję się o przyszłość polskiej produkcji, bo mamy za wysokie koszty pracy. Dlatego trzeba robić produkt jak najbardziej zaawansowany technologicznie. My nie produkujemy odzieży z najtańszych materiałów o prostym wzorze. Szansę ma produkcja jednostkowa pod konkretne zamówienia klienta i dobry produkt.

Prezes twierdzi, że odzież płynąca ze Wschodu zniszczyła przede wszystkim polskie spółdzielnie inwalidów. Ale zachodni producenci również penetrują nasz rynek. Wycięli już wielu krajowych producentów. Mają nowsze technologie i są znacznie silniejsi kapitałowo.

Wiązanie sznurówek

Szef spółki potwierdza ponownie, że musi wzmocnić firmę, łącząc siły ze starym partnerem. Będą bardziej odporni na konkurencję. - Nie będziemy padać przed nikim na kolana - zapewnia. Uważam, że firmy zachodnie w niczym nie są od nas lepsze. W niczym! Sznurówki powinni nam wiązać. Współpracujemy z firmami francuskimi, duńskimi i włoskimi. Niejednokrotnie zawalili terminy dostaw. I w dodatku mówią, że mają ISO. My też mamy ISO, ale dla nas klient jest najważniejszy.

- Jesteśmy w trakcie certyfikacji odzieży na znak bezpieczeństwa B. Odzież robocza nie wymaga certyfikatów, ale odzież ochronna tak. Eugeniusz Garbera jest przekonany, że mamy wiele firm w branży BHP, które niejednokrotnie przerastają jakością przedsiębiorstwa z Europy Zachodniej i nie mamy czego się obawiać. Jest tylko jeden ból. Brak dostępu do kapitału. - Nie mamy kapitału, który tam wytwarzano przez pokolenia. Dlatego trzeba kapitał zdobywać i inwestować, nawet kosztem wyrzeczeń.

Katarzyna Maksymczak
PULS nr 49, wrzesień 2002

{moscomment}
 
Debaty o przyszłoœci
Debaty o przyszłoœci