Prowincja zabita dechami Drukuj Email
Redaktor: Krzysztof Chmielnik   

Idea Lubuskiego Trójmiasta powinna sięgać do Świebodzina i dlatego ważne, by poprawa standardu drogi S3 trafiła do naszych regionalnych priorytetów.

Rozwój Zielonej Góry nie może iść tylko w stronę wesołego miasteczka z wodnymi igraszkami, planetarium, swojskim jedzeniem, kręgielniami i multikinem. Turystyka i uprawa wina nie zapewnią nam dostatniej przyszłości. Tylko rozwój branży hi-tech przyciągnie do Zielonej Góry ludzi z aspiracjami i z pomysłami.

Prowincja zabita dechami

Współczesny rozwój gospodarczy ma swoje źródła w sprawnym transporcie, niskich kosztach produkcji, wysokich kwalifikacjach oraz w łatwym dostępie do informacji. Na tych czterech filarach należy opierać wizję rozwoju regionu. Niestety, nam od lat doskwiera brak wizji rozwoju, wynikający z naszego intelektualnego prowincjonalizmu, a tak naprawdę z braku odwagi w myśleniu. Odwagę zastępuje wieczne czekanie na łaskę rządu z Warszawy, komisji z Brukseli lub na deszcz mądrych rad z Berlina.

Debaty, jakie w Pulsie prowadzimy, nasze utarczki z rozmaitymi urzędnikami, politykami, a także rodzimego chowu intelektualistami ujawniają wszystkie nasze prowincjonalne kompleksy. Większość barier rozwojowych tkwi bowiem w nas samych, w naszych ułomnościach, w psychologii stada blokującego śmiałość wizji i strachu przed byciem mądrzejszym od władzy. Dopóki będziemy uważać, że mądrzy mieszkają tylko w Ameryce, gospodarni w Poznaniu, a dobrze zorganizowani w Berlinie, dopóty będziemy prowincją.

Nowe centrum

Moja wizja rozwoju Zielonej Góry ma swoje centrum w Świebodzinie, pod który od południa „podwieszone” jest Lubuskie Trójmiasto. To tu, w miejscu skrzyżowania szlaków A3 i A2, powinno powstać wielkie centrum logistyczne o powierzchni ok. 1000 ha, które przez kilka najbliższych lat powinno być premiowane rozmaitymi ulgami. W ogólnym rachunku nie jest istotne, ile zjazdów z autostrady A2 łaskawie przydzieli nam pan Kulczyk, ale raczej, co my przy tych zjazdach zbudujemy.

Ogromny teren inwestycyjny w okolicach Świebodzina, powstały nawet kosztem wycięcia lasu, opłaci się nam wszystkim. Jeżeli w geograficznym kontekście tego skrzyżowania dostrzeżemy i lotnisko w Babimoście, i węzeł kolejowy w Zbąszynku, to ujawi nam się także możliwość powołania dużego centrum logistycznego. Zagraniczni inwestorzy będą w nim szukać miejsc do budowania własnych logistycznych przyczółków. Stwórzmy im zatem szansę właśnie pod Świebodzinem.

Idea Lubuskiego Trójmiasta powinna sięgać do Świebodzina i dlatego ważne, by poprawa standardu drogi S3 trafiła do naszych regionalnych priorytetów. Warto przy tym pamiętać, że autostrada to także możliwość tworzenia sieci informatycznej. Przecież koszt kilometra infostrady stanowi drobny procent kosztów budowy kilometra podrzędnej drogi. Nawet gigantyczny serwer nie jest więcej wart od paru kilometrów autostrady. Umieszczenie takiego komputera w strefie inwestycyjnej w okolicach Świebodzina natychmiast uczyni to miejsce niezwykle atrakcyjnym.

Dobre drogi oraz infostrada łącząca miasta południa województwa przekształci Zieloną Górę, Nową Sól, Sulechów i Świebodzin w jeden spójny organizm. Na ten cel są pieniądze. W tym kierunku już rozwijają się niektóre miasta w Polsce. Gospodarka będzie potrzebować wielkich centrów komputerowych, z serwerami o wielkiej mocy i pojemności. Możemy tą drogą iść także my, bo analitycy dostrzegają już pierwsze sygnały globalnej reorientacji z Dalekiego Wschodu ku Europie Wschodniej. Ale aby przenoszenie inwestycji do Europy Wschodniej nastąpiło, właśnie niezbędna jest sprawna infrastruktura komunikacyjna, która zrekompensuje wyższe koszty pracy.

Infrastruktura komunikacyjna to nie tylko autostrady, ale głównie centra logistyczne, bazy przeładunkowe i magazynowe, miejsca segregowania strumieni towarów, detalizowania, przepakowywania i kompletowania dostaw. Do tego niezbędna jest informatyka, telekomunikacja i wysoko kwalifikowani fachowcy. To dzięki informatykom, upowszechnieniu internetu i wiedzy informatycznej możemy wziąć udział w wyścigu cywilizacyjnym i w budowaniu społeczeństwa opartego na wiedzy. Musimy tylko opracować politykę powstrzymywania ucieczki najlepiej wykształconych, a potem wspierać w rozmaity sposób rozwój przedsiębiorczości opartej na wiedzy.

Wizja wielkiej inwestycji pod Świebodzinem to wizja wymagająca zmiany dotychczasowej koncepcji rozwoju Zielonej Góry, Sulechowa i Świebodzina.

Redefinicja idei

Zielonogórska oraz wojewódzka władza samorządowa powinny porzucić mrzonki o zielonogórsko-gorzowskim duopolu. Z powodu zmian politycznych i decentralizacji państwa rzeczywistą stolicą województwa będzie Zielona Góra. Dziś przede wszystkim na prezydentach Zielonej Góry spoczywa olbrzymia odpowiedzialność za przyszłość regionu, bo zarząd województwa już dawno odwrócił się tyłem do Winnego Grodu. To z Zielonej Góry musi wyjść wizja rozwoju obejmująca swoim rozmachem południe województwa, a zielonogórskie elity powinny zacząć myśleć kategoriami regionu, a nie kategoriami inwestycyjnych gadżetów, takich jak basen, planetarium, winorośla na skwerkach i wirtualna strefa inwestycyjna „Spalony las”. Jak najszybciej należy powołać grupę ekspertów, którzy wskażą konkretne dziedziny i konkretne firmy najbardziej zwiększające szanse prawdziwego rozwoju miasta, a władze Zielonej Góry powinny zawrzeć z tymi firmami stosowne porozumienia, aby określić wzajemne relacje. Tylko odważna wizja może zintegrować środowisko gospodarcze i polityczne. Tylko duża inwestycja może ożywić gospodarkę Zielonej Góry i całego regionu.

Powtórzę raz jeszcze - rozwój miasta nie może iść w kierunku wesołego miasteczka z wodnymi igraszkami, planetarium, swojskim jedzeniem, kręgielniami i multikinem. Turystyka i uprawa wina nie zapewnią Zielonej Górze dostatniej przyszłości. Tylko rozwój branży hi-tech przyciągnie do Zielonej Góry ludzi z aspiracjami, ambitnych i z pomysłami. Nikt nie zabrania Zielonej Górze utworzenia celowych funduszy pożyczkowych i stypendialnych. Nikt nam nie zakaże subwencjonowania zatrudnienia w ważnych dla nas branżach. Nikt nam wreszcie nie zabroni selektywnych ulg podatkowych. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi. Gotowych pomysłów jest mnóstwo, wystarczy tylko chcieć po nie sięgnąć. Przecież pieniądze w europejskich funduszach strukturalnych właśnie są po to, aby zwiększać konkurencyjność regionu

Ekologiczna alternatywa

Na koniec warto powiedzieć prawdę o zmianach w polityce Unii i o tym, co one dla Polski niosą. Europa w najbliższych latach będzie stawiać przede wszystkim na wzrost konkurencyjności regionów, i to w skali europejskiej, co oznacza dotowanie tylko tych regionów, które wykorzystują własne szanse rozwojowe. Maruderzy dostaną na otarcie łez zasiłek socjalny i prawo emigracji do lepiej rozwiniętych części Europy.

Prawdę tę brutalnie odsłania koncepcja Nowego Obszaru Gospodarczego, jaką rządy Polski i Niemiec szykują dla lubusko-brandenburskiego pogranicza, zwanego też Regionem Odry (Puls 77-78). Czarnym scenariuszem, jaki przewidziano dla nas w Narodowym Planie Rozwoju, jeśli nie skorzystamy z szans rozwojowych, jest pozostanie rekreacyjnym grajdołkiem w cieniu Berlina i Poznania. I tym właśnie - zabitą dechami prowincją - możemy stać się do 2050 roku, jeśli nie wykorzystamy istniejących szans.

Krzysztof Chmielnik

{moscomment}
 
Debaty o przyszłoœci
Debaty o przyszłoœci