Przyszłość Hi-Tech w LT Drukuj Email
Redaktor: Piotr Maksymczak   

W lutym 2005 r. miesięcznik Puls, Radio Zachód, Gazeta Wyborcza oraz Centrum Biznesu zorganizowali debatę poświęconą branży hi-tech. Całość dedykujemy radnym Zielonej Góry, Nowej Soli i Sulechowa, rektorowi Uniwersytetu Zielonogórskiego oraz twórcom Lubuskiej Strategii Innowacji. Sponsorem debaty była zielonogórska spółka LUMEL. Moderował: Piotr Maksymczak.

Piotr Maksymczak (miesięcznik Puls) – Dwa lata temu Puls, Centrum Biznesu i spółka ADB zorganizowali konferencję „Zielona Góra miastem hi-tech”. Dzięki niej udało się wprowadzić do debaty publicznej ideę rozwoju Zielonej Góry w oparciu o branżę wysokich technologii. Z perspektywy dwóch lat stwierdzić jednak muszę, że tamta konferencja osiągnęła tylko promocyjny efekt. Polityka gospodarcza Zielonej Góry, Nowej Soli oraz Sulechowa do dziś nie uwzględnia firm hi-tech. Wyręczmy zatem polityków i odpowiedzmy na trzy pytania. Po pierwsze - czy z wysokimi technologiami w obrębie Lubuskiego Trójmiasta jest dobrze, źle czy też bardzo źle? Po drugie – czego branża hi-tech ma prawo oczekiwać od władz LT? I po trzecie - jak ułożyć relacje z Uniwersytetem Zielonogórskim, aby wsparcie intelektualne ze strony UZ nie było pustą deklaracją?

Od prawej Lechosław Ciupik, Roman Ferster, Marek Kurzawa

Jerzy Dobrzyński (Ośrodek Badawczo-Rozwojowy) – Wysokie technologie to temat szeroko pojętej innowacyjności, dotyczy nie tylko technologii, ale instytucji finansowych, handlowych, instytucji otoczenia biznesu. Odpowiedź jest bardzo trudna, dzisiaj jest trochę szaro.

Dr Janusz Szajna (spółka ADB Polska) – z punktu widzenia mojej firmy jest OK. Funkcjonujemy w światowym układzie gospodarczym, konkurujemy innowacyjnością swoich produktów, mamy około 200 projektantów...

Piotr Maksymczak – ...sam Pan niedawno narzekał, że ADB ma coraz większe problemy z pozyskaniem świeżej krwi na zielonogórskim rynku, coraz trudniej wam o nowych informatyków.

Dr Janusz Szajna – Jestem dosyć krytyczny w tej materii. Moje negatywne doświadczenia dotyczą jakości uniwersyteckiej dydaktyki, która bardzo wiele pozostawia do życzenia. Absolwenci z innych uczelni są znacznie lepsi. Absolwenci UZ są również znacznie słabsi w zakresie organizacji i zarządzania. W Zielonej Górze w ogóle nie możemy pozyskać fachowców tej specjalności. Z uniwersytecką organizacją i zarządzaniem jest coś nie tak.

Konrad Stanglewicz (Radio Zachód) – Być może do Uniwersytetu Zielonogórskiego zgłasza się słabsza młodzież.

Janusz Szajna – Na ogół jest tak, że słabsza młodzież trafia do słabszych uniwersytetów. W ten sposób powstaje błędne koło. Uruchamia się selekcja negatywna po obu stronach barykady: z jednej strony są słabi wykładowcy, a z drugiej słabi studenci. Przykładem jest brak dobrych absolwentów wydziału organizacji i zarządzania. Z naszego punktu widzenia lepszymi okazują się absolwenci KUL-u, nawet muzycy. Wszyscy, tylko nie absolwenci UZ. Być może na uczelni nikogo nie obchodzi, jakie potrzeby w tym zakresie mają przedsiębiorstwa.

Od lewej Zbigniew Paruszewski, Artur Łukasiewicz, Adam Ruszczyński, Piotr Maksymczak

Dr Stanisław Iwan (Organizacja Pracodawców Ziemi Lubuskiej) – Słucham tego nie tylko ze smutkiem, ale i z pewnym przerażeniem. Przecież w naszym gronie jest co najmniej trzech absolwentów Wyższej Szkoły Inżynierskiej. Z waszych krytycznych opinii o dzisiejszej jakości dydaktyki uniwersyteckiej wynika przekonanie o znacznie wyższym poziomie nauczania akademickiego w Zielonej Górze w czasach, kiedy sami byliście jeszcze studentami.

Dr Janusz Szajna – Ja tylko porównuję jakość absolwentów zielonogórskich z absolwentami innych uczelni i to porównanie wypada bardzo niekorzystnie dla UZ.

Dr Marek Kurzawa (spółka RECTOR) – Janusz, nie uprawiajmy czarnowidztwa. To w dużej mierze sprawa statystyki. W dużych ośrodkach z tysiącami studentów łatwiej znaleźć wybitnych studentów. W mniejszych ośrodkach trudniej. Po drugie – statystycznie liczba ludzi inteligentnych w Polsce ani się nie zwiększa, ani nie maleje. Wrażenie obniżenia poziomu nauczania na UZ ma swoje źródło w umasowieniu studiów, czyli w dopuszczeniu do studiów również młodzieży o niższym poziomie kompetencji intelektualnych.

Dr Janusz Szajna – Takie rozumowanie doprowadzi nas do wniosku, że uczelnia nie jest potrzebna w ogóle. Tymczasem rzecz nie tyle w statystyce, co w jakości dydaktyki, bo studentów można uczyć dobrze, ale również źle.

Dr Marek Kurzawa – A Twoje dzieci gdzie studiują?

Dr Janusz Szajna – Córka studiuje na politechnicznej części UZ.

Dr Marek Kurzawa – Moja córka studiuje poza Zieloną Górą, bo wyznaję zasadę, że dzieci powinny studiować minimum 100 km od rodzinnego domu. Nie tylko po to, aby skutecznie przeciąć pępowinę, ale również z powodu nie najwyższych lotów Uniwersytetu Zielonogórskiego. Chcę zapewnić córce możliwie najlepszy start w dorosłe życie i dlatego posłałem moje dziecko na znacznie lepszą uczelnię.

Piotr Maksymczak – Szanowni panowie, może zamiast przeglądu rodzinnych anegdot powrócimy do pytania o kondycję hi-tech.

Dr Stanisław Iwan – Czarno nie jest, ale poza kilkoma spektakularnymi sukcesami dominuje przeciętność. Chyba czas już najwyższy, aby OPZL serio zainteresowała się branżą hi-tech, choćby po to, aby dokładnie zinwentaryzować jej potencjał.

Adam Antoń (spółka LUMEL) – Ja kondycję hi-tech w Zielonej Górze oceniam znacznie optymistyczniej. Przecież jesteśmy miastem o de facto powiatowym znaczeniu, a mimo to mamy nie tylko kilka dużych firm hi-tech, ale również sporo firm średnich i wiele firm małych, z których mogą wyrosnąć następcy ADB i Lumelu.

Konrad Stanglewicz – Macie panowie rozeznanie, jak to wygląda w mieście bliźniaczym, w Gorzowie?

Adam Antoń – Oceniając na tzw. oko, potencjał hi-tech w Gorzowie jest 5-6 razy mniejszy od zielonogórskiego. W tym zakresie Zielona Góra zdecydowanie się wyróżnia. Fakt ten łączę z naszą uczelnią. W czasach, kiedy w Zielonej Górze informatyki uczył prof. Wagner, informatyka zielonogórska miała najwyższy poziom w Polsce.

Od lewej Artur Łukasuewicz, Adam Ruszczyński, Piotr Maksymczak, Konrad Stanglewicz, Jerzy Dobrzyński

Dr Janusz Szajna – Należy dążyć do tego, aby w obrębie UZ pojawiła się osobowość na miarę prof. Wagnera. Osobowość łącząca wybitną wiedzę z wybitnym talentem dydaktycznym i z charakterem.

Piotr Maksymczak – Prof. Wagner miał atrakcyjną wizję?

Dr Janusz Szajna – Był po prostu dobry.

Konrad Stanglewicz – A czy drugi prof. Wagner nie mógłby wyrosnąć na zielonogórskim podwórku?

Dr Marek Kurzawa – Trudno, aby studenci, którzy nie mają dobrych wzorców, prezentowali po studiach dobry wzór nauczyciela akademickiego. Ale są kierunki na UZ, które bardzo dobrze sobie radzą i dziś, np. matematyka, z innymi jest trochę gorzej.

Adam Antoń – Wśród ok. 30 inżynierów, których każdego roku przyjmujemy do pracy w Lumelu, większość stanowią absolwenci uczelni wrocławskich. Na ich tle absolwenci UZ prezentują się znacznie gorzej. Dla równowagi chcę jednak podkreślić, że zielonogórska matematyka przemysłowa prezentuje bardzo wysoki poziom, a seminaria fizyka – prof. Dutki, gromadzą również informatyków, a nawet uczniów klas maturalnych. Tacy mistrzowie na pewno wychowają dobrych następców. Szkoda tylko, że prof. Dutka nie jest zbyt dobrze widziany na uniwersytecie. Być może dlatego, że zbyt często zielonogórscy profesorowie piszą książki nie po to, aby studenci mogli się czegoś nauczyć, ale po to, aby zaliczyć obowiązek napisania kolejnej pozycji.

Dr Roman Ferster (spółka INFAR) – Według mnie, nie jest dobrze, bo Uniwersytet w ogóle nie weryfikuje programów badawczych i dydaktycznych pod kątem aktualnych zapotrzebowań gospodarki. Firmy sobie, a UZ sobie. Teoretycznie powinno być jak najbardziej OK, ale nie jest.

Dr Lechosław Ciupik (spółka LfC) – Ja z dumą chcę stwierdzić, że mieszkam w mieście, które jest znane na Tajwanie. Takie samo uczucie dumy przepełniło mnie po rozmowie z rektorem Politechniki Warszawskiej, który nie szczędził komplementów pod adresem zielonogórskiej branży hi-tech. Takie opinie zawsze robią wrażenie.

Zbigniew Paruszewski (spółka GEDIA) – Według mnie, z branżą hi-tech w regionie jest szaro i słabo. Lubuskie nie tworzy w zakresie hi-tech żadnej realnej konkurencji. To prawda, są zalążki, parę firm powstało, ale potrzeba ich znacznie, znacznie więcej. Odpowiadając na drugie pytanie red. Maksymczaka - o sposoby wsparcia ze strony samorządów, to moja odpowiedź jest następująca: samorządy mogą wiele pomóc poprzez przyjazne procedury administracyjne. Urzędnik w ramach obowiązujących procedur może sprawę skutecznie opóźnić lub przyspieszyć. Sprawa jest ważna, bo branża usług informatycznych, aby się rozwijać, potrzebuje zaplecza w postaci zleceniodawców ulokowanych w regionie. Najlepiej dużych, a tych w Lubuskiem praktycznie nie ma.

I tu otwiera się prawdziwe pole do popisu dla samorządów, ale politycy muszą naprawdę chcieć, a nie udawać, że zabiegają o inwestorów. Ja bym bardzo chciał, aby włodarze Lubuskiego Trójmiasta stworzyli „mapę”, która będzie przedstawiała wspólne zasady obowiązujące w obrębie całego LT dla każdego inwestora, aby każdy chętny wiedział: gdzie, co, z kim i na jakich zasadach, aby proces inwestycyjny maksymalnie skrócić i uprościć. Chodzi również o to, aby interpretacja prawa w obrębie LT była taka sama. Mówiąc krótko, chodzi o to, aby w LT było inwestorom łatwiej niż gdzie indziej, bo dziś inwestor idzie tam, gdzie mu będzie taniej, szybciej i łatwiej.

Piotr Maksymczak – Pan mówi o rzeczach banalnych: ludzkiej życzliwości, uprzejmości...

Zbigniew Paruszewski – ...to nie jest kwestia życzliwości, to jest problem zrozumienia sposobu myślenia inwestora gospodarczego i przystosowania się do reguł wymaganych i akceptowanych w biznesie. Jeśli Zielona Góra, Sulechów i Nowa Sól będą potrafiły stworzyć taką wspólną wykładnię prawno-proceduralną, to natychmiast staniemy się atrakcyjniejsi niż obecnie. Ale chciałbym jeszcze powrócić do jakości kształcenia. Ta na UZ obniżyła się bez dwóch zdań. Mnie martwi jednak jeszcze jeden problem związany z edukacją: uczelnie kształcą inteligencję racjonalną i emocjonalną, a całkowicie zapomniały o inteligencji duchowej, bez której formalna wiedza i operacyjna sprawność są właściwie bezwartościowe. I co z tego, że absolwent UZ będzie miał znakomicie opanowaną wiedzę informatyczną, jeśli nie będzie wiedział, po co żyje i jaki sens chce nadać własnej egzystencji.

Piotr Maksymczak – Zanim wszystkich informatyków wyślemy na obowiązkowy kurs filozofii, porozmawiajmy o sposobach wsparcia branży hi-tech ze strony samorządowych władz. Dziennikarze Pulsu do katalogu narzędzi wsparcia zaliczyli park technologiczny, system stypendialny dla najlepszych studentów informatyki, system grantowy dla naukowców, aby mogli doprowadzić własny projekt do etapu prototypu, system pożyczkowy dla absolwentów UZ, aby zakładali firmy nie w Warszawie, Poznaniu lub Wrocławiu, ale w Zielonej Górze. Proponujemy również, aby z samorządowych pieniędzy – wzorem Łodzi – doprowadzić szerokopasmowy internet do każdego mieszkania na terenie Lubuskiego Trójmiasta. Można wspierać rozwój np. firm budowlanych albo hi-tech. Wybór należy do polityków.

Dr Marek Kurzawa – Dotknął pan wielu tematów. Ja chciałbym mówić wyłącznie o własnych doświadczeniach. Spółka Rector szukała nowych pomieszczeń. Pani prezydent Ronowicz nawet złożyła nam ofertę, że wyremontuje na koszt miasta proponowany nam budynek, ale ostatecznie nie dogadaliśmy się i wylądowaliśmy w gościnnym Lumelu. Oprócz tego jednego przypadku nie słyszałem osobiście o innej ofercie pomocy ze strony samorządu na rzecz firmy hi-tech. A przecież takie firmy nie mają tak naprawdę zbyt wielkiego majątku materialnego. Prawdziwym kapitałem firm hi-tech są pracownicy i dlatego mam zwyczaj mawiać, że kapitał mojej spółki idzie po 18:00 do domu.

Niestety, banki nie bardzo rozumieją specyfikę naszej branży i oczekują zabezpieczeń pod udzielane kredyty, np. w formie hipotek. Tymczasem firmy hi-tech na ogół nie mają żadnych nieruchomości. Potrzebują miejsca do ustawienia boksów z komputerami i dachu nad głową. Brak szybkiego dostępu do kapitału zmusza nas do powolnego rozwoju - trzeba najpierw zarobić, trochę odłożyć i taką żmudną metodą dojść do sum pozwalających na szybkie reagowanie na potrzeby rynku.

Dostępność do kapitału jest największą bolączką naszej branży. Jeśli chodzi o infrastrukturę techniczną – los tak chciał, że przeprowadziłem się 8 km za Zieloną Górę i już jestem odcięty od świata, bo ani telefonu, ani internetu. Idea doprowadzenia interentu do wszystkich mieszkań jest ideą godną poparcia i realizacji.

Piotr Maksymczak – A park technologiczny?

Dr Roman Ferster – Koncepcja parku technologicznego jest jak najbardziej godna uwagi. Szczególnie dla młodych firm, które na początku swojej działalności –często poza dobrym pomysłem na biznes nie mają zbyt wiele. Nie wystarcza im kapitału, aby samodzielnie poradzić sobie z dostępem do nowoczesnej infrastruktury.

Dr Marek Kurzawa – W naszym przypadku inwestowanie w mury jest niepotrzebną inwestycją i niepotrzebnym zamrażaniem środków. Na świecie firmy takie jak nasze idą na gotowe. Z naszego punktu widzenia idea utworzenia parku technologicznego jest bardzo sensowna.

Artur Łukasiewicz (Gazeta Wyborcza) – To co ma zrobić miasto, kupić budynki i oddać za małe pieniądze firmom hi-tech?

Dr Marek Kurzawa – Problem nie polega na tym, czy miasto odda budynki tanio czy drogo, tylko na tym, że Zielona Góra w ogóle nie ma obiektów nadających się dla naszej branży.

Dr Janusz Szajna – Samorządy polskie chyba na razie nie są przygotowane na myślenie w takich kategoriach, to jeszcze trochę potrwa, zanim ten mentalny proces dojdzie do finału w postaci akceptacji dla takich narzędzi wsparcia. A na razie musimy radzić sobie sami.

Dr Roman Ferster – Samorząd z całą pewnością mógłby zadbać o stan dróg naszego regionu. Dla nas sprawą istotną jest, aby nasi pracownicy mogli bezpiecznie wykonywać w terenie swoje obowiązki i bezpiecznie wracać do domu. W tym kontekście samorząd mógłby zrobić więcej, aby na przykład przybliżyć autostradę do Zielonej Góry.

Piotr Maksymczak – Tymczasem po drugiej stronie granicy Niemcy już przygotowują pod klucz obiekty dla firm hi-tech, żeby tylko chciały przyjść.

Od lewej Janusz Szajna, Stanisław Iwan, Adam Antoń, Marek Kurzawa, Roman Ferster

Dr Lechosław Ciupik – W polskich realiach oczekiwanie na jakieś szczególne ukłony ze strony administracji samorządowej traktuję jako mało realne. Jednak od samorządu regionalnego oczekuję wnikliwej identyfikacji szans rozwojowych, a zwłaszcza odpowiedzi na pytanie - które branże warto wspierać środkami publicznymi, a które lepiej pozostawić własnemu losowi. Według mnie, powinno się wspierać te branże, gdzie ryzyko wsparcia jest najmniejsze, czyli takie, które wykazały największe możliwości wzrostu. W ślad za tym uważam, że władza powinna rozmawiać z ludźmi hi-tech choćby po to, aby zdobyć rzetelną wiedzę o kondycji branży i szansach rozwoju.

Piotr Maksymczak – Panie doktorze [do Lechosława Ciupika], czy to nie jest dziwne, że spośród uczestników naszej debaty tylko pana firma uczestniczy w pracach nad Lubuską Strategią Innowacji? Właściwie wszystkie inne firmy zbojkotowały tę strategię. Czy to wotum nieufności wobec regionalnych władz?

Dr Lechosław Ciupik – Jak możemy oczekiwać wsparcia od samorządu, jeśli samorząd nic o nas nie wie, bo my sami nie pilnujemy swoich spraw. Moja obecność przy Lubuskiej Strategii Innowacji jest konsekwencją strategii rozwoju mojej firmy, która chce się wpisać w priorytety Narodowego Planu Rozwoju, a wpisać się mogę wyłącznie poprzez zgodność strategii mojej firmy z regionalną strategią innowacji...

Piotr Maksymczak – ...a czy to się nie skończy tym, że pan napisze tę strategię za urzędników?

Dr Lechosław Ciupik – Może za urzędników, a może dla siebie.

Dr Stanisław Iwan – Dziś najbardziej realną formą wsparcia ze strony samorządu jest realizacja idei Lubuskiego Trójmiasta. Jeśli jednak ta idea zatrzyma się na poziomie marketingowo-promocyjnym, to na pewno nie przełoży się na żadne gospodarcze efekty. A przecież LT nie tylko z punktu widzenia firm hi-tech ma obiecujący potencjał rozwoju. LT zamieszkuje ponad 200 tys. ludzi, którzy tworzą atrakcyjny rynek zbytu.

Te trzy miasta już dziś tworzą wspólny obszar gospodarczy. Samorządowcy powinni wreszcie zrozumieć, że nie tyle wspólna nazwa i logo zadecydują o sukcesie LT, ile przede wszystkim wspólna polityka gospodarcza, wspólne procedury obsługi życia gospodarczego oraz wspólna polityka wobec tzw. otoczenia biznesu z instytucjami kultury włącznie. To nie jest marzenie pięknoducha, tylko refleksja praktyka gospodarczego, który wie, że po przekroczeniu pewnej masy krytycznej potencjalne możliwości systemu tylko rosną.

Dr Janusz Szajna – To prawda, duży może więcej.

Piotr Maksymczak – A na razie nie mamy ani stowarzyszenia, ani związku celowego gmin o nazwie Lubuskie Trójmiasto.

Dr Stanisław Iwan – Nie wiem, która z tych form będzie najlepsza, ale absolutnie jestem za tym, aby LT jak najszybciej przyjęło instytucjonalną formę.

Adam Antoń – Gdyby nie zabiegi ówczesnych władz regionalnych, nigdy nie powstałaby WSP i WSI oraz kilka przedsiębiorstw, które już wtedy stworzyły fundament pod dzisiejszą branżę hi-tech w Zielonej Górze. Tamci włodarze mieli jakiś cel, jakąś wizję rozwoju. Tymczasem dzisiejsze władze regionalne chyba nie bardzo wiedzą, jak odpowiedzieć na podstawowe pytanie – jaki cel, jaki kierunek rozwoju? Przykładem może być UZ, którego władze próbują nieudolnie kopiować wielkie uniwersytety, z nierealnym planem powołania wydziału prawa włącznie, zamiast opracować model uniwersytetu mocno powiązanego z możliwościami regionu. Proszę zobaczyć – jesteśmy województwem z dużą liczbą lasów i z dużą liczbą firm zajmujących się przetwórstwem drewna, a na UZ ani jednego kierunku powiązanego z tą branżą.

Jerzy Dobrzyński – Powstawanie Lubuskiej Strategii Innowacji to proces otwarty dla wszystkich chętnych. Zielonogórskie firmy hi-tech jeszcze mogą wpłynąć na jej kształt.

Piotr Maksymczak – Nieobecność zdecydowanej większości firm hi-tech w pracach zespołu przygotowującego strategię innowacji jest wystarczająco wymowna.

Jerzy Dobrzyński – A wracając do samorządowych form wsparcia, to budowę szerokopasmowego dostępu do internetu uważam za ważne zadanie dla samorządu.

Wybór i opracowanie: Piotr Maksymczak
Wypowiedzi nieautoryzowane

Uczestnicy debaty na zakończenie przyjęli oświadczenie następującej treści:

Lubuskie Trójmiasto

W naszym głębokim przekonaniu – idea Lubuskiego Trójmiasta jest jednym z tych pomysłów, których realizacja powinna spotkać się z autentycznym poparciem samorządu: Zielonej Góry, Nowej Soli i Sulechowa. Lubuskie Trójmiasto stworzy wspólną przestrzeń gospodarczą. Jak najszybsze zakończenie prac nad powołaniem LT w formie stowarzyszenia lub związku celowego gmin ułatwi miejscowym firmom dostęp do środków strukturalnych Unii Europejskiej oraz pozwoli na sformułowanie wspólnej polityki ożywienia gospodarczego dla gmin jednoczących się pod wspólną marką LT. Tej szansy nie wolno nam przegapić.

Podpisali:
Adam Antoń - LZAE LUMEL S.A.,
dr Janusz Szajna - ADB POLSKA Sp. z o.o.,
Zbigniew Paruszewski - GEDIA Sp. z o.o.,
dr Lechosław Ciupik - LfC Sp. z o.o.,
dr Marek Kurzawa - RECTOR S.J.,
dr Roman Ferster - INFAR Sp. z o.o.,
dr Stanisław Iwan - OPZL,
Adam Ruszczyński - CB Sp. z o.o.,
Jerzy Dobrzyński – Ośrodek Badawczo Rozwojowy

 
Debaty o przyszłoœci
Debaty o przyszłoœci