III Debata - promocja LT Drukuj Email
Redaktor: Katarzyna Maksymczak   

Jak promować Lubuskie Trójmiasto? Jak skutecznie pozyskiwać kapitał inwestycyjny, intelektualny i demograficzny? Odpowiedzi szukali uczestnicy debaty zorganizowanej 6 listopada br. przez Stowarzyszenie Dialog-Współpraca-Rozwój, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Stowarzyszenie Zielonogórskie Perspektywy i Uniwersytet Zielonogórski. Patronat medialny: miesięcznik PULS, Radio Zachód, Gazeta Lubuska, Telewizja Przewodowa Zielona Góra. Realizacja radiowa - Oskar Strawiński, realizacja telewizyjna - Cezary Szamreta, moderacja - Piotr Maksymczak.


Piotr Maksymczak (miesięcznik Puls) - Co najmniej od średniowiecza konkurują ze sobą nie tylko państwa i ich stolice, ale również regiony i miasta. Celem ostrej rywalizacji są trzy kapitały: inwestycyjny, intelektualny i demograficzny. Czy miasta tworzące Lubuskie Trójmiasto, zabiegając o te trzy kapitały, powinny promować siebie oddzielnie, czy też stworzyć wspólną markę?


Krzysztof Chmielnik (reprezentant Stowarzyszenia Dialog-Współpraca-Rozwój) - Ani Zielona Góra, ani Sulechów, ani Nowa Sól nie mają strategii promocji, nie mają sprecyzowanych celów promocyjnych. Dowodem plakat „Zielona Góra miastem przyszłości". To przykład jakiejś niemocy intelektualnej. Zielona Góra jest miastem wina i ten element powinien być eksponowany przede wszystkim. Samo Lubuskie Trójmiasto jest nowym pojęciem i dziś trudno powiedzieć, kto miałby być odbiorcą wspólnej promocji.

Edward Mincer (reprezentant Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego) - Jeśli myślimy o Lubuskim Trójmieście poważnie, jak o bycie realnym, to oczywiście powinniśmy promować się razem.

Konrad Stanglewicz (reprezentant Stowarzyszenia Zielonogórskie Perspektywy) - Zielona Góra powinna się promować razem z pozostałymi miastami, przy czym do tego „razem" każde miasto powinno włożyć to, co ma najlepsze. Zielona Góra ma wino, choć dopiero się jego dorabia i ma Uniwersytet. To jest wkład zielonogórski.

Piotr Maksymczak - Pójdźmy tropem myśli Konrada Stanglewicza i zróbmy krótki przegląd „sreber rodowych" LT. Co mamy na tyle cennego, by mogło odegrać rolę magnesu przyciągającego kapitał inwestycyjny, intelektualny i demograficzny?

Krzysztof Chmielnik - Zieloną Górę od innych miast regionu, a może i Polski, odróżnia tradycja winiarska i to jest ten element, który powinniśmy promować na świecie oraz Janusza Szajnę i jego ADB. Więcej „sreber rodowych" w LT nie widzę.

Edward Mincer - Dołożyłbym jeszcze jedno „sreberko" w postaci Uniwersytetu Zielonogórskiego, co prawda to wciąż nieoczyszczone srebro, ale wartościowe. Dodam jeszcze Winobranie, festiwal kabaretowy, żużel oraz koszykówkę.

Konrad Stanglewicz - Dorzucę zapomnianą dziś tradycję w postaci sławnego przed laty biennale „Złote Grono", na którym spotykali się najwybitniejsi twórcy polscy. Tu również powstała idea pierwszego festiwalu polskich filmów fabularnych w Łagowie. Lubuskie Trójmiasto powinno się zatem kojarzyć z miejscem, gdzie dobrze się czują umysły twórcze, żywe, czasami niepokorne, gdzie powstają inicjatywy intrygujące.

Piotr Maksymczak - Konradzie, jesteś dziennikarzem, który uważnie obserwuje rozwój Uniwersytetu Zielonogórskiego. Kto, według Ciebie, urasta do rangi towaru eksportowego Zielonej Góry?

Konrad Stalglewicz - Prof. Izdebski, dziekan Wydziału Nauk Społeczno-Pedagogicznych, znany w Polsce z kontrowersyjnych badań i wypowiedzi na temat HIF, AIDS oraz seksualności Polaków. Kolejny przykład to grupa astronomów pracujących w Instytucie Astronomii UZ, z prof. Gilem na czele. Muszę tu również wspomnieć o profesorze Okrasińskim i jego zespole zajmującym się matematyką przemysłową (technomatematyka), warto uczynić wszystko, aby jego zespół uzyskał wsparcie miasta i regionu, ponieważ istnieje realne niebezpieczeństwo, że Wrocław wyssie nam tych wspaniałych ludzi, jeśli nie stworzymy im dobrych warunków do rozwoju.

Piotr Maksymczak - Z warsztatowego punktu widzenia, nie powinno się reklamować kilku produktów jednocześnie. Trzeba coś wybrać: albo będziemy promowali prof. Gila, albo wino; albo żużel, albo festiwal kabaretu... Co wybieracie?

Krzysztof Chmielnik - Najszybciej i najtaniej osiągniemy efekt promocyjny, eksponując tradycję winiarską. Oczywiście, elementy wysokiej jakości z naszego uniwersytetu też należy promować. Przy okazji warto podkreślić, że o wybitnych osiągnięciach UZ nie wiedzą nawet mieszkańcy LT, a cóż dopiero mówić o Polsce czy o świecie. To również wina nas, dziennikarzy. Nie widzę jednak powodu, aby promocję LT ograniczać do tak dramatycznie sformułowanego wyboru: albo - albo. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Winobranie obrastało imprezami kulturalnymi, czego niestety dotąd nie ma. Winobrania od wielu lat nie potrafimy wykorzystać do profesjonalnej promocji miasta.

Edward Mincer - Pytanie Piotra jest zbyt przewrotne, przypomina mi dylemat męża, który zaleca pięknej małżonce - wyeksponuj tylko nogi. Według mnie, nie można promocji LT sprowadzać tylko do promocji nauki albo tylko do promocji imprez kulturalnych. Promować należy wszystkie nasze „srebra rodowe".

Konrad Stanglewicz - Piotrze, zwalasz na nas odpowiedzialność, która w rzeczywistości ciąży na politykach. To oni powinni przy pomocy fachowców od promocji podejmować tego typu decyzje, i to na własne, polityczne ryzyko. Przykładem prezydent Wrocławia, który zaprosił Normana Davisa do napisania historii Wrocławia. Dzięki temu powstała gruba książka, która ukazała się w wydaniu polsko-, angielsko- i niemieckojęzycznym. Dzięki niej dosłownie cały świat dowiedział się o Wrocławiu. Drugi przykład to strona internetowa Wrocławia. Pojawiają się na niej krasnoludki, intrygujący pomysł. Wrocław zrobił to, co już dawno powinna zrobić Nowa Sól, nazywana polską stolicą krasnali. Przecież nawet ambasador amerykański zachwycił się pomysłem powstania w Nowej Soli muzeum krasnoludków. My Winobraniem nie zaciekawimy Europy, ani świata. Winobranie ma co drugie europejskie miasto.

Piotr Maksymczak - Każda kampania promocyjna posiłkuje się jakimś hasłem reklamowym, porządkującym i zarazem zakreślającym jej ramy. Przygotowałem cztery robocze propozycje takich haseł: „Lubuska dolina hi-tech", „Polska stolica piosenki rosyjskiej", „Zielonogórskie zagłębie kabaretowe", „Polska stolica żużla i wina". Które z nich rokuje najlepiej?

Krzysztof Chmielnik - Logo Toyoty przygotował zespół zawodowców pracujący aż trzy lata. Opracowywanie haseł reklamowych jest równie ciężką pracą i nie każdy potrafi w jednej sekundzie stworzyć hasło równie doskonałe jak „Cukier krzepi" Wańkowicza. I choć prawdą jest, że pewne rzeczy promują Zieloną Górę niejako automatycznie, to jednak w promocji chodzi o to, aby być najlepszym albo pierwszym. Z tego punktu widzenia najlepsze jest hasło „Lubuska dolina hi-tech", bo Janusz Szajna i ADB o wiele skuteczniej promują nas w świecie niż urzędnicy trzech miast LT razem wzięci.

Edward Mincer - W tej chwili nie ma polskiej stolicy wina, czyli mamy wolny etat do objęcia. Ale na końcu każdego łańcuszka promocyjnego tkwi gospodarka. Po to powinniśmy promować LT, by rozwijało się gospodarczo.

Konrad Stanglewicz - Piotr zaproponował dobre przykłady, aby obnażyć naszą paranoję. Co to za stolica wina, w której nie ma pomnika Bachusa? Co to za stolica piosenki, bez poważnego festiwalu? Kabarety na szczęście są, ale bez własnej sceny. Za hasłem promocyjnym nie może iść pustka!

Piotr Maksymczak - I ostatnie pytanie do naszych panelistów: czy w naszej walce o kapitał inwestycyjny, intelektualny i demograficzny najważniejszym atutem będzie posiadanie dużego basenu, dużego festiwalu piosenki i dużego stadionu żużlowego?

Edward Mincer - Nie, nie, nie, po trzykroć nie.

Krzysztof Chmielnik - Ja odpowiem: trzy razy tak.

Konrad Sanglewicz - Ja też głosuję za trzy razy tak, choć tych „tak" może być jeszcze więcej.


Roman Susłowicz - Prawdziwy kapitał inwestycyjny jest poza naszymi możliwościami, kapitał demograficzny również, zatem zabiegajmy o jakość kapitału intelektualnego, bo tylko na niego mamy wpływ. I co my robimy w tym kierunku? Nic, nie mamy nawet porządnej biblioteki. Książki z dziedziny zarządzania zajmują w naszej książnicy zaledwie pół półki... W naszym mieście jest bardzo dużo banków, ale czy możemy wskazać na choć jeden, który sfinansował dobre przedsięwzięcie intelektualne na naszym terenie?

Adam Fularz - Kiedyś o dobrobycie miasta decydowała lokalizacja. Byliśmy miastem ogrodem założonym przez Henryka Jansena. Do ówczesnej Zielonej Góry przyjeżdżali berlińczycy, przybywali do miasta, w którym dbałość o przyrodę była dużym atutem, dziś nie potrafimy wykorzystać nawet bliskości Niemiec.

Lesław Batkowski - W wypowiedziach panelistów zabrakło mi określenia celu promocji...

Piotr Maksymczak - ...ten cel został zdefiniowany na samym początku debaty jako skuteczne pozyskanie kapitału inwestycyjnego, intelektualnego i demograficznego.

Lesław Batkowski - Tak, ale pan wie, że jeśli zrobimy inny podział, np. na kapitał przemysłowy i turystyczny, to automatycznie inne będą cele promocji w pierwszym wypadku, a inne w drugim. Bez tego szczegółowego rozróżnienia, trudno powiedzieć, jak promować miasto.

Piotr Maksymczak - Czyli najpierw musi powstać strategia rozwoju dla LT, bo dopiero w oparciu o nią będziemy wiedzieli, co promować konkretnie?

Lesław Batkowski - Oczywiście, chodzi o to, żeby strategia rozwoju była jasna i precyzyjna.

Jolanta Danielak - Za handlową marką nie może kryć się pustka. Możemy być polską stolicą wina, ale pod warunkiem, że będziemy mieli i pomnik Bachusa, i prawdziwe winnice, i wino dopuszczone do legalnego obrotu. Jeśli mówimy o wysokiej marce UZ to już dziś powinniśmy promować nazwiska prof. Gila, Okrasińskiego i Izdebskiego jako naukowy szyld UZ i Lubuskiego Trójmiasta. Jeśli chcemy mówić o zagłębiu kabaretowym, to przede wszystkim powinniśmy wesprzeć same kabarety, bo bez nich samo hasło reklamowe będzie kompletnie bez bezsensu. Nie chciałabym mówić tylko o Zielonej Górze, ale o marce całego Lubuskiego Trójmiasta. Ogromnym atutem Nowej Soli są tradycje przemysłowe: stocznia i port rzeczny. Jeśli chodzi o Sulechów, to kapitalne znaczenie ma jego położenie nad samą Odrą. Według mnie, promocję LT należy oprzeć właśnie o te wyróżniki.

Wiesław Mądry - Pod kątem turystycznym promowałbym Winobranie, w aspekcie kulturalnym promowałbym zagłębie kabaretowe oraz festiwal piosenki rosyjskiej i festiwal filmowy. Natomiast w aspekcie naukowym i gospodarczym, szukałbym skutecznych powiązań pomiędzy UZ i miejscowymi firmami. Pamiętajmy również o niebezpieczeństwie utraty marek. Gdańsk porwał nam przed laty festiwal filmowy. Za moment ktoś sprzątnie nam sprzed nosa festiwal piosenki rosyjskiej.

Kazimierz Łatwiński - W berlińskich gazetach możemy reklamować Winobranie przez cały rok, a i tak nikt tego nie zauważy. W promocji trzeba być pierwszym, a nie kolejnym. Wrocław jako pierwszy wezwał Polaków pracujących w Irlandii i Anglii do powrotu. I z tego powodu wszystkie media w Polsce mówiły za darmo o Wrocławiu. Wrocław jako pierwszy zachęcił studentów z Ukrainy i Białorusi do studiowania na wrocławskich uczelniach. I my musimy nauczyć się promowania właśnie w taki sposób.

Elżbieta Polak - Zawodowo zajmuję się promocją Zielonej Góry i teza postawiona przez pana Chmielnika zmusza mnie do obrony. Przy promocji Zielonej Góry i Lubuskiego Trójmiasta wykorzystujemy narzędzia klasyczne: płatną reklamę drukowaną na łamach różnych branżowych wydawnictw, wykorzystujemy filmy, broszury, prospekty, widokówki. Według mnie, promocja jest najbardziej skuteczna wtedy, kiedy narzędzia promocji są niestandardowe, niekonwencjonalne.

Krzysztof Chmielnik - Doceniam wysiłek, jaki miasto wkłada w promocję, szczególnie wysiłek finansowy. Natomiast w sensie skutków, państwo osiągacie głównie chaotyczny szum. Tymczasem promocja polega na precyzyjnym działaniu, tak właśnie robi Wrocław.

Ireneusz Bogucewicz - Chciałbym, aby Zielona Góra zbudowała strategię rozwoju wspartą strategią promocji miasta. Chciałbym też, aby Zielonej Góry było wszędzie pełno, ale nie na zasadzie, że wysyłamy widokówki gdziekolwiek w świat, ale na tej zasadzie, że w ramach Trójmiasta robimy tylko to, co sami potrafimy: konferencje, prezentacje, targi. Chciałbym, aby przyjezdni odpoczywali na basenie w Drzonkowie albo skakali ze spadochronem w Przylepie.

Jacek Grzelak - Firmy już od dawna nie mówią o szczegółach technicznych swojej oferty. Dziś promocję kreuje się poprzez odwołania do szczególnie pożądanego stylu życia. Dlatego trzeba najpierw zdefiniować odbiorcę naszej promocji i poznać jego potrzeby i styl życia. Kolejny problem to spójność oferty promocyjnej Lubuskiego Trójmiasta. Czy miasta LT mają tych samych odbiorców? Jeśli nie, to strategia promocyjna musi uwzględniać tego typu zróżnicowanie.

Tomasz Nesterowicz - Gdyby nie uniwersytet, bylibyśmy małą mieściną, bez większych szans na rozwój. Powiem przewrotnie: wspólna akcja promocyjna powinna się sprowadzać do inwestowania nie w foldery, ale w uniwersytet, nie w mury, ale w ludzi. Zapominamy, że wyższe uczelnie żyją dzięki wybitnym nazwiskom, choćby takim, które przed chwilą padły, a właśnie ten intelektualny wymiar jest w Zielonej Górze najbardziej niedoceniany i niedoinwestowany.


Andrzej Brachmański - Odpowiedź na pytanie, jak promować Lubuskie Trójmiasto, jest prosta - skutecznie. Pani Polak mówiła o różnych działaniach i od razu była reakcja pana Chmielnika - to Wrocław robi promocję, a Zielona Góra tylko szum informacyjny. Jak Konrad Stanglewicz mówił o tym, że Wrocław zaprosił Davisa do napisania książki, to pomyślałem, że jeśli Zielona Góra zrobiłaby taki sam numer, to dziennikarze zjedliby władze miasta za wydanie wielkich pieniędzy na promocję. Tymczasem promocja musi kosztować. Musimy dać władzy zielone światło na wydawania publicznych pieniędzy na takie przedsięwzięcia nawet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka są mało efektywne. Po drugie, musimy dać władzy społeczne przyzwolenie na popełnianie błędów przy promocji miasta. Zwłaszcza, że nie ma promocji w 100% skutecznej.

Janusz Kubicki - Są trzy grupy docelowe, do których powinnyśmy starać się dotrzeć, ale do każdej z nich powinna być obrana inna strategia dotarcia. Do masowego odbiorcy dotrzemy poprzez Winobranie i żużel. Spółka ADB jest bardzo dobrą firmą, ale jest produktem niszowym i dlatego nie jest dobrym pretekstem do masowej promocji, bo w telewizji nie lansuje się maszyn, tylko coca-colę dla wszystkich. Dobrym przykładem jest tu kampania zorganizowana wokół polskiego hydraulika. Podobno kosztowała 160 tys., ale cały świat o niej mówił. Dziś liczy się tylko dobry pomysł, i to on kosztuje najwięcej.

Elżbieta Polak - Warto rozpisać przetarg i zlecić fachowcom kompleksową promocję. A na razie realizujemy promocję własnymi siłami przy pomocy 300 tys. zł rocznego budżetu. Z takimi pieniędzmi nie można zawojować świata.

Lesław Batkowski - Każda promocja ma jakiś cel. A jaki cel jest dla nas najważniejszy? Aby mieszkańcom żyło się lepiej, żeby mieli miejsca pracy i byli bogaci. Nasza promocja powinna polegać przede wszystkim na tym, aby przyciągać kapitał. Najważniejsza jest definicja celu.

Anna Zacierka - Pochodzę z Żar, z miasta, które organizowało kiedyś Woodstock. Takie imprezy trwają tylko kilka dni, przyjeżdżają ludzie, a po imprezie się rozjeżdżają. Tego, co potrzebuje Zielona Góra, to trwała inwestycja w przyszłość. Jestem za tym, by przede wszystkim promować i wspomagać uniwersytet, ważnych naukowców, wspierać takie programy jak Sokrates, Erasmus, bo to one pomagają młodym ludziom współpracować z uniwersytetami na Zachodzie. W tym tkwi szansa dla Zielonej Góry.

Ks. dr Andrzej Draguła - Jakie potrzeby może zaspokoić Zielona Góra? Jeśli chcę iść do teatru, jadę do Legnicy. Jeśli chcę popływać, jadę do Polkowic, jeśli chcę sobie zrobić dzień seansu filmowego, to jadę do Poznania. To prosta metodologia. A my tu uprawiamy sny o potędze, zapominając o realiach...

Kazimierz Łatwiński - Aby promować Zieloną Górę, skierowałbym festiwal kultury rosyjskiej do telewidza polskiego, rosyjskiego i zachodniego. Aby tak się stało, musimy zapomnieć o formule festiwalu piosenki rosyjskiej lub zjednoczonej Europy. Zapomnijmy, że zrobimy imprezę średniej rangi i że ktoś w Rosji będzie chciał nas oglądać, tak jak kiedyś Festiwal Piosenki Radzieckiej. Jeśli chodzi o nasze tradycje winiarskie - uczestniczyłem w wielu winobraniach i we Francji zainteresowanie nami jest niewielkie. Doskonale za to możemy imponować naszym Winobraniem na wschód od Odry.

Krzysztof Chmielnik - Mówimy, że jesteśmy miastem przyszłości, a za parę lat będziemy jednym z ostatnich ośrodków, które nie mają w centrum miasta porządnej sieci internetowej i darmowego dostępu do internetu dla mieszkańców. Załóżmy więc bezpłatną sieć internetową dla Lubuskiego Trójmiasta. Dzięki bezpłatnemu internetowi zyskamy więcej promocyjnego sukcesu od wszystkich festiwali razem wziętych.

Piotr Maksymczak - Przypomnę, że na prośbę miesięcznika Puls fachowcy od telekomunikacji obliczyli przybliżony koszt założenia instalacji do bezprzewodowego odbioru internetu w Zielonej Górze. Z ich symulacji wyszło, że łączne koszty zamkną się na poziomie 1 mln 200-400 tys. zł. Dla porównania przypomnę, że tylko jeden kilometr miejskiej ulicy kosztuje kilka milionów zł.

Elżbieta Polak - Ten problem jest już załatwiony. Ustępująca Rada Miasta zaproponowała, aby bezpłatnym internetem objąć całe Lubuskie Trójmiasto.

Głos z sali - Nic nie jest załatwione. To była rekomendacja starej rady dla przyszłych radnych i nowi albo ją przyjmą, albo zignorują.

Wybrała i zredagowała: Katarzyna Maksymczak
 
Debaty o przyszłości
Debaty o przyszłości