Filozofia w internecie Drukuj Email
Redaktor: Jacek Uglik   

Ponieważ nie znalazłem współpracowników wśród kolegów, całość „zorientowałem” na studentów. W tym celu powołałem grupę, koło naukowe, tzw. Zielonogórską Grupę Lokalną „Nauka a Religia”.

Jacek Uglik: — Czym jest Serwis Filozoficzny "Nauka a Religia" i z myślą o kim tworzony?

Prof. dr. hab. Kazimierz Jodkowski z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Zielonogórskiego: — Już w zeszłym tysiącleciu zrozumiałem, że kończy się epoka Gutenberga, epoka słowa rozpowszechnianego na papierze. Dawno proponowałem swoim kolegom, głównie prof. W. Sademu, byśmy ujawnili wyczucie historii i założyli pierwsze w Polsce wyłącznie elektroniczne pismo filozoficzne na wysokim poziomie, z ostrą selekcją materiałów.

Jak Pan wie, nic z tego nie wyszło. Prof. Sady przyznawał mi rację, nawet do tego stopnia, że został redaktorem naczelnym anglojęzycznego czasopisma filozoficznego, Polish Philosophical Review. Niestety, dobrał sobie niewłaściwych współpracowników i nic mu nie wyszło. Zresztą, ja chciałem założyć pismo w języku polskim, bo uważałem, że angielskie zginie w morzu podobnych czasopism. A polskie, choć na ograniczonym obszarze, miało szansę zdominować teren. Polskie "papierowe" czasopisma filozoficzne wiodą nędzny żywot. Większość nakładu jest mielona. Nikt tego nie kupuje, oprócz bibliotek. I nikt nie rozumie, że to jest koniec papierowych czasopism. Powszechnie mówi się, że należy rozwijać, propagować, proponować... itd., co ma podobny sens, jak namawianie umarłego, żeby zaczął tańczyć. Czasopismo papierowe ma tę wadę, że jeśli jest w nim interesujący artykuł, to trzeba kupić cały numer. Bezsensowna strata papieru i pieniędzy. Z czasopisma elektronicznego pobiera się tylko to, co internautę interesuje.

Czyją zasługą było powołanie do życia tegoż serwisu filozoficznego?

Przez parę lat próbowałem namówić najpierw prof. A. Groblera, potem prof. W. Sadego na założenie internetowego czasopisma filozoficznego, ale bezskutecznie. W końcu się "wkurzyłem" i postanowiłem zrobić to sam. Ale nie udźwignąłbym prowadzenia czasopisma ogólnofilozoficznego. Na wielu działach filozofii nie znam się zupełnie. Samotnie mogę prowadzić wąskotematyczne, specjalistyczne czasopismo. A ponieważ ostatnio interesuję się problematyką "nauka a religia", zwłaszcza kwestią pochodzenia wszechświata, życia, form życia, człowieka, jego świadomości i języka, postanowiłem założyć "Filozoficzne Aspekty Genezy". Nie bez znaczenia był też skrót nazwy czasopisma, zwłaszcza w obliczu faktu, że w języku polskim spółgłoski dźwięczne tracą swoją dźwięczność. Skrót FAG wydawał mi się łatwo wpadający w uszy, chwytliwy, nietrudny do zapamiętania. A jednocześnie doskonale adekwatny dla problematyki, która mnie interesuje.

Kto jest zaangażowany w projekt?

Ponieważ nie znalazłem współpracowników wśród kolegów, całość "zorientowałem" na studentów. W tym celu powołałem grupę, koło naukowe, tzw. Zielonogórską Grupę Lokalną "Nauka a Religia". Nazwa ma proroczy charakter - to tylko pierwszy etap powstawania czegoś większego (dlatego "lokalna"), federacji grup lokalnych, jakiegoś Polskiego Towarzystwa "Nauka a Religia". Przez wiele miesięcy ustalałem z webmasterem strony, jak ma wyglądać, co ja bym chciał na niej mieć (gdyby nie Skype, straciłbym mnóstwo pieniędzy na rozmowy telefoniczne, bo maile czy gadu-gadu - choć też mocno używane - nie wystarczały).

W rezultacie wokół czasopisma powstał cały szereg podstron dokumentujących aktywność naukową studentów - ich referaty wygłaszane na zebraniach lokalnych oraz na konferencjach poza Zieloną Górą. Z aktywnością ZGL połączyłem też pracę dydaktyczną na uniwersytecie: podejmuję się prowadzić prace dyplomowe tylko na interesujący mnie temat. Okazuje się, że jest całkiem sporo chętnych, więcej niż jestem w stanie poprowadzić.

Z natury rzeczy studenci nie są w stanie napisać porządnego artykułu, a tylko takie zdecydowałem się umieszczać w czasopiśmie (recenzentów pochodzących z kilku ośrodków akademickich w Polsce prosiłem, by raczej byli nadmiernie surowi, niż pobłażliwi). Prac oryginalnych przysyłanych do nas jest niewiele. Jak dotąd tylko jedna przebiła się przez sito recenzenckie. Wszystkie pozostałe publikacje FAGa to tłumaczenia obcojęzycznych tekstów, ale tłumaczenia wykonane przez naszych studentów.

Robienie dobrych tłumaczeń jest znakomitą wprawą pracy naukowej. Student poznaje dobre teksty, dużo myśli nad ich treścią, poznaje uwagi redaktora i recenzenta, uczy się języka obcego i polskiego (najtrudniejsze do pokonania jest to ostatnie, bo braki w języku obcym można nadrobić słownikami, ale braków w języku polskim, umiejętności budowania zdań, nie da się łatwo nauczyć; niektórzy się po prostu do tego nie nadają, właśnie z powodu kiepskiej polszczyzny), jednym słowem ma kontakt z nauką, zaraża się pracą naukową. Choć wiadomo, że niektórzy odejdą, to jednak już widać, że parę osób zaraziło się nauką na całe życie.

Stronę i czasopismo robią więc studenci (także studiów doktoranckich), ale bardzo ważną rolę odgrywają też recenzenci. Przyjąłem zasadę, że każdy tekst firmuje recenzent swoim nazwiskiem. Jest to rozwiązanie rzadko praktykowane. Najczęściej w czasopismach podaje się wszystkich recenzentów zbiorowo, nie wskazując, kto za który tekst jest odpowiedzialny. Jest to do pewnego stopnia "rozmywanie" odpowiedzialności. Moim zdaniem lepszym rozwiązaniem jest podawanie nazwiska przy każdym tekście (tajemnicę zachowuję jedynie przy tekstach odrzuconych). Czasopismo jest robione w PDFie, co umożliwia normalne cytowanie, z numerami stron włącznie.

Jakie korzyści płyną dla zaangażowanych w działalność ZGL i FAGu? Jaki (czy w ogóle) jest oddźwięk środowiska naukowego na treść pomieszczoną w serwisie?

Zaangażowani wprawiają się w pracy naukowej. Mają też recenzowane publikacje. Że przynosi to dobre skutki, widać po tym, że niektórzy publikują swoje teksty w innych czasopismach. Na przykład w ostatnim "Przeglądzie Filozoficznym", czasopiśmie polskim z górnej półki, znajdują się aż cztery publikacje członków ZGL, w tym jedna studenta studiów magisterskich, co jest rzadkością w czasopismach na tym poziomie. Działamy za krótko, żeby podać dokładnie, jaki jest oddźwięk. W każdym razie założone na wszystkich podstronach liczniki wskazują na setki, a nawet tysiące odwiedzin. Najbardziej popularne teksty były pobierane ponad 400 razy, co przekracza liczbę sprzedawanych egzemplarzy polskich czasopism. Przy okazji wydawania czasopisma propaguję tzw. zielonogórski styl cytowania, który jest lepszy od innych używanych w literaturze, w tym od tzw. stylu PWN-owskiego.

Jaka misja przyświeca inicjatorom, co chcecie dzięki istnieniu "Nauki a Religii" osiągnąć?

Chcemy stymulować aktywność studencką. Są studenci, których nie zadowala tylko zaliczanie przedmiotów. Chcemy też stworzyć silny ośrodek badań naukowych problematyki "nauka a religia" skupiony wokół silnego specjalistycznego czasopisma internetowego. Myślimy też o nawiązaniu współpracy z organizacjami międzynarodowymi zajmującymi się podobną problematyką. Tu może jeszcze dodam, że ZGL ma pluralistyczny charakter. Nie istnieje więc nic takiego jak stanowisko ZGL w sprawie "nauka a religia". Wśród członków ZGL są sympatycy, ale też i wrogowie religii. Jedyne, czego wymagamy, to rzetelnej i solidnej pracy. A ścieranie się poglądów jest zjawiskiem pozytywnym.

ZGL będzie organizować, począwszy od tego roku, coroczne sympozja filozoficzne. Mamy nadzieję stanowić mocny ośrodek badań nad relacją nauki i religii. Liczymy, że naszym wzorem powstaną następne, podobne grupy. Już powstała taka we Wrocławiu i trwają wysiłki sformowania następnej w Lublinie (przy UMCS-ie). Jest to dopiero pierwszy rok naszej aktywności. Nie nastawiamy się na szybki rozgłos. Stawiamy raczej na długi marsz .

Jestem pewny, że za kilka lat filozoficzny ośrodek zielonogórski będzie się kojarzył przede wszystkim z tego typu problematyką. Jakoś już tak jest, że pojedyncze wysiłki nawet znakomitych uczonych (których przecież w UZ nie brak) nie przynoszą takiego efektu w świadomości środowiska, jak praca na ten sam temat kilku osób.

Czy wykluje się z internetowego FAGu w jakiejś formie jego wersja papierowa?

Wyjaśniałem już, że nie ma sensu zakładanie papierowego periodyku przy IF UZ. Ogólnopolskich bardzo dobrych czasopism filozoficznych nikt nie kupuje, tym bardziej lokalnych, dużo słabszych, nikt nie będzie kupował. Lokalne czasopismo jest tylko pozorowaniem pracy naukowej, jest udawaniem, że coś się robi. W gruncie rzeczy jest to topienie publikacji, które przecież można wydać w czasopiśmie ogólnopolskim (ich redaktorzy narzekają na brak tekstów!) lub zagranicznym. Myślimy jedynie o wydaniu ograniczonej liczby egzemplarzy FAGa, wyłącznie dla bibliotek, na papierze, a główne rozpowszechnianie ma się odbywać najdoskonalszą drogą, czyli przez internet.

Podobnie myślimy o serii książkowej FAG. Na papierze tylko kilkadziesiąt egzemplarzy dla bibliotek i dla autora, może sto kilkadziesiąt, bo książki rozchodzą się lepiej niż czasopisma, a cały tekst będzie od razu dostępny w internecie w wersji PDF umożliwiając normalne cytowanie.

Dziękuję.

 
Debaty o przyszłoœci
Debaty o przyszłoœci